Ta strona używa cookies. Czytaj więcej w Polityce prywatności.

Jak znaleźć czas, którego nie ma? Mateusz Grzesiak: Zacznij od wypisania ról, które pełnisz w życiu

'Negocjuj sam ze sobą, ile czasu na jakie aktywności chcesz poświęcać. Dzięki temu będziesz miał swoje życie pod kontrolą''

Na brak czasu narzekają chyba wszyscy - mamy go za mało w pracy, nie możemy go znaleźć po pracy, a weekend jest za krótki, żeby nadrobić to, na co zabrakło nam czasu w tygodniu. To efekt nieumiejętnego łączenia życia zawodowego z prywatnym. Z tego powodu pracodawcy na świecie tracą 300 mld dol. rocznie, a niejedna rodzina przeżywa kryzys. Jak znaleźć czas, którego nie ma? - Trzeba go "zrobić" - mówi Mateusz Grzesiak, psycholog i najpopularniejszy coach w kraju.

- Dopiero teraz do ludzi dociera, że na nic dobrze pokończone studia i twarde umiejętności, jeżeli nie potrafią się dogadać z własną żoną czy szefem. Wtedy im siada tzw. work-life balance, czyli równowaga między życiem zawodowym i osobistym - według badań z tego powodu pracodawcy na świecie tracą 300 mld dolarów rocznie. W Polsce zupełnie nie potrafimy sobie z tym radzić, nie umiemy łączyć jednego z drugim, wyprzedzają nas Hindusi, Brazylijczycy i Meksykanie - mówił w niedawnej rozmowie w Weekendzie Mateusz Grzesiak.
 
Efektem tych zaburzonych proporcji jest ciągły niedoczas. „Nie mam czasu” - to zdanie, które wypowiadamy często. Może i codziennie. Narzekamy na jego brak dla siebie i najbliższych. Jak go znaleźć? Zmienić podejście i skutecznie zarządzać czasem, który mamy.
 
Co dokładnie zrobić? Zacząć od wypisania ról, które pełnimy w życiu - tych w pracy, w domu i poza nimi. - Zastanów się, ile konkretnie czasu i kiedy dokładnie chcesz poświęcić na wykonywanie każdej z tych ról. Być może pracujesz od 8.00 do 16.00, od poniedziałku do piątku, ale za to chcesz poświęcić jedną godzinę dziennie swojemu dziecku, a raz w tygodniu wyjść na randkę ze swoim partnerem. Być może wystarczy ci jeden weekend w miesiącu poza miastem, żeby być zadowolonym z tego, jak spędzasz czas wolny. Najważniejsze jest, żebyś negocjował sam ze sobą, ile czasu na jakie aktywności chcesz poświęcać. Dzięki temu będziesz miał swoje życie pod kontrolą, a czasu nie będzie ci brakować, bo najnormalniej w świecie będziesz go "robił" -zapewnia Mateusz Grzesiak w pierwszym odcinku nowego cyklu wideo w Weekendzie.

Sztuka wystąpień. Mateusz Grzesiak radzi, jak skutecznie wygłosić i ''sprzedać'' prezentację

Dobrze przygotowana prezentacja daje poczucie bezpieczeństwa, a to podczas stresujących wystąpień publicznych jest często zaburzone. Są jednak sposoby, które pozwalają w takiej sytuacji nie tylko zapanować nad stresem, ale też gwarantują skuteczność przekazu. Jak skorzystać z tzw. formatu prezentacyjnego i jak "zadbać o ciało" podczas prezentacji radzi Mateusz Grzesiak, psycholog i coach.
 
Każdy z nas ma inny styl uczenia się, dlatego w zupełnie inny sposób chcemy przyjmować prezentację. Jeśli osoba prezentująca dany temat korzysta ze wszystkich czterech elementów cyklu Kolba [uniwersalna metoda projektowania efektywnego procesu nauczania - przyp. red.], jej przekaz staje się skuteczniejszy - zapewnia Mateusz Grzesiak.
 
O jakie cztery elementy chodzi? Po pierwsze - o przekazanie ludziom doświadczenia, tak żeby byli w stanie odczuć to, o czym się mówi. Po drugie - o zobrazowanie przekazu za pomocą jakiegoś filmu czy materiałów audiowizualnych. Po trzecie - o przekazanie konkretnej treści, tak żeby słuchający mieli z niej konkretny pożytek. Po czwarte - by mogli tę wiedzę wykorzystać w życiu.

Dlaczego lubimy zaglądać do sypialni celebrytów?

Gdyby Doda przeczytała ten tekst to byłaby w szoku, czyli dlaczego lubimy zaglądać do sypialni celebrytów nawet częściej niż do własnej.Czemu moja córka woli Justina Biebera ode mnie? Zapytał się rodzic i zmartwiony włączył telewizor by obejrzeć serwis informacyjny. I dowiedział się, że matka Madzi jest na wolności, jaki garnitur kupił premier i jak Rihanna spędziła czas na plaży w Trójmieście.

Wiele lat temu, jeszcze w poprzedniej epoce wychowywano mnie bym był myślał jak Einstein, ćwiczył jak Herkules, tworzył jak Leonardo da Vincii. Dziś moje dziecko nie chce o nich słuchać, miejsce rad rodzica zajął Justin Bieber. Autorytety odchodzą wraz z pokoleniami do przeszłości, a na ich miejscu pojawia się nowy twór - celebryci. Kochani i nienawidzeni, cieszący się z bycia u szczytu lub nienawidzący aparatów fotograficznych naruszających ich prywatność, ci znani „od wczoraj” i ci znani od czasów dzieciństwa - celebryctwo stało się częścią kultury i jako takie wymaga od nas, psychologów, szczególnej uwagi.

Czemu ludzki wzrok szybciej wyłapuje na stronie dziennika internetowego informacje o bieliźnie Dody niż zamieszki w kraju arabskim? Czemu interesujemy się intymnymi sekretami gwiazd i często ich życie pociąga nas bardziej od naszego? Dlaczego niektórzy aktorzy szczerze nienawidzą paparazzich (vel ostatni artykuł z Newsweeka Maciej Stuhra)  a inni specjalnie się z nimi umawiają na określone zdjęcia? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w poniższym artykule.Celebryctwo nie jest niczym nowym. Ludzie są gatunkiem społecznym i żyją w statusowo zorganizowanych grupach. Status decyduje o tym co i kiedy jemy, z kim dzielimy łoże, do kogo możemy się zwrócić o przyjaźń i pomoc. Już w jaskiniach ci, którzy upolowali najwięcej stawali się liderami i zyskiwali dostęp do przywilejów związanych z władzą. Pozostali, gdy zachowywali się podobnie, liczyli na takie same korzyści. Z czasem ci liderzy wraz z ewolucją społeczną stali się monarchami i wyznaczali trendy - prawne, polityczne, ale także inne, np. dotyczące mody. Mało kto wie, że biała suknia do ślubu to trend wprowadzony w 1840 r. przez brytyjską królową Wiktorię!

Obserwujemy więc celebrytów jako ludzi obdarzonych określoną władzą - niekoniecznie polityczną czy prawną, ale na pewno emocjonalną (bulwersująca opinię publiczną historia matki Madzi), wizerunkową (David Beckham po zgoleniu włosów zmotywował do podobnego wyczynu ogromne rzesze fanów), a nawet zdrowotną (Angelina Jolie decydująca się na masektomię ze względu na ryzyko zachorowania na raka piersi). I nie tylko my jako ludzie - badania na szympansach pokazały, że wolą one obserwować zdjęcie lidera grupy bardziej 
niż zjeść ulubioną przekąskę. Chcemy wysokiego statusu. Celebryci mają wysoki status. Chcemy więc celebrytów.

Drugą kwestią jest stymulacja mózgu - efekt czystej ekspozycji (Robert Zajonc, 1968) uczy, że bardziej lubimy to, co częściej oglądamy, nawet jeśli nie robimy tego świadomie. Prowadzi to do fascynującego zjawiska, w jakim stymulowany zdjęciami celebrytów mózg (z częstotliwością często kilku razy dziennie przy czytaniu prasy) częściej ma do czynienia z celebrytą niż widzianą raz z tygodniu matką. 

Po miesiącach, latach takiej stymulacji mamy więc bardzo nierealne przeświadczenie, że celebrytów znamy, że są nam bliscy, że wiemy o nich często więcej niż o własnej rodzinie i znamy ich sekrety. Im więcej celebryctwa w mediach, tym więcej rejestracji tego celebryctwa w mózgu. Im bardziej mózg jest tym stymulowany tym bardziej się przyzwyczaja, przez co ludzie zaczynają uzależniać się od obecności gwiazd w ich życiu. A media dostarczają ludziom tego, co ci chcą oglądać i koło się zamyka.

Kolejną sprawą jest kwestia dziecięcego, często niespełnionego marzenia o wyjątkowym życiu - sukcesie finansowym, blichtrze, sławie, podziwie, przebywania wśród wspaniałych ludzi i byciu młodym, pięknym i bogatym. Żyjąc w kulturze amerykańskiego snu podświadomie mylimy szczęście z sukcesem materialnym i szukamy sposobów jak to dziecięce marzenie zrealizować. Nie każdemu się uda, prawdę mówiąc większości się nie uda! Ale jeśli nie można tego realnie mieć, to chociaż można na to popatrzeć. I pojawia się celebryta, który utożsamia te wszystkie marzenia; bo i jest bogaty (przynajmniej tak się wydaje, choć prawda wygląda często zupełnie inaczej) i sławny, i pięknie wygląda. Staje się więc dla ludzi demonstracją tego wszystkiego czego podświadomie pragną i nawet jeśli się do tego głośno nie przyznają, to jednak sami chętnie, choć na chwilę, zasmakowaliby takiego życia. Celebryta to więc moje niespełnione marzenie, moje „idealne ja”, tak promowane przez zachodnią kulturę zestawienie: atrakcyjności, podziwu, sławy, bogactwa materialnego. Identyfikując się z nim mam wrażenie, że sam jestem u szczytu. A jeśli podwinie mu się noga, to ja czuję się trochę lepiej, bo nie jest ze mną aż tak źle skoro tym z samego szczytu też się to zdarza.

Celebryci, choć często wcale nie chcąc i za srogą cenę, rozwiązują także problemy społeczne. W każdej kulturze istnieją tematy tabu i niesprawności społeczne (rzeczy, jakich ludzie chcieliby dokonać, ale jest im trudno; Mikołaj Piskorski z Harvard Business School). Tabu w Polsce jest chwalenie się, bo kultura piętnuje to zachowanie jako zarozumialstwo. I pojawia się problem, bo pochwalić się czasem potrzeba - i ten problem rozwiązuje celebryta-chwalipięta. Piętnuje się go za to zachowanie, ale jego oglądalność wzrasta. Innym problemem może być zdrada małżeńska, czyli niezwykle czuły i intymny temat. Są z nim związane duże emocje, często stłumione i hamowane. A tu nagle w mediach informacja o zdradzie znanej żony przez męża. Czytelnik chłonie informacje, często z wyrzutami sumienia, że wchodzi komuś z butami do sypialni, bo może przeżywać dzięki celebrycie coś, czego sam nie przeżyje bo sobie na to nie pozwoli. Celebryci rozwiązują więc wiele problemów społecznych, a im większy i bardziej wyparty problem, tym większe nim zainteresowanie. Przyzwolenie społeczne i zniekształcona koncepcja sprawiedliwości - skoro jesteś tak znany i masz tak wiele, to inni mają prawo do Twoich sekretów - dodatkowo napędzają ten mechanizm. Chcąc nie chcąc żyjemy więc w celebryckiej kulturze. Celebryci są trendsetterami i z impetem zajmują miejsce dotychczasowych autorytetów. Nie oszukujmy się - o wiele bardziej identyfikujemy się z problemem rozwodu niż rebelii w Kamerunie, a pokazanie zbyt głębokiego dekoltu jest większym i częstszym zmartwieniem kobiet niż wybory parlamentarne w Bangladeszu. Ten mikroświat ich życia, ze wzlotami i upadkami, to w jakiejś mierze historia o każdym z nas. A to przecież nasz ulubiony temat!

Zawód COACH

W organizowanym niedawno przez naszą redakcję konkursie Perły HR niemal każdy laureat opisywał swoją pracę jako ciągłą edukację i chęć rozwoju. Niektórzy zastanawiali się w jakich jeszcze kierunkach mogliby się szkolić i jak rozwinąć swoją karierę. W takich sytuacjach warto zasięgnąć porady psychologa czy coacha, a jednym z najlepszych w swoim fachu jest nasz rozmówca. Przed państwem rozmowa z Mateuszem Grzesiakiem – polskim trenerem rozwoju osobistego, autorem książek z zakresu psychologii sukcesu, zmiany i relacji oraz inteligencji emocjonalnej. Bardzo polecamy!

Od kilku lat można zauważyć prawdziwy „wysyp” trenerów personalnych. Jak odróżnić dobrego coacha od złego? Ile czasu zajmuje trenerom dojście do perfekcji?

Wysyp trenerów jest związany z potrzebami saturowanego magistrami rynku, którzy nie mając umiejętności miękkich nie są w niektórych profesjach wystarczająco atrakcyjni dla pracodawcy. W USA z usług coachów rzadko kiedy nie korzysta średni szczebel menedżerski, a wyższy korzysta prawie zawsze. Ten wysyp to naturalna kolej rzeczy i doganianie stanu rzeczy z Zachodu.
Dobrego coacha od złego odróżniają takie same czynniki jak w każdej innej profesji. Wykształcenie, umiejętności, lata pracy, ilość klientów, renoma rynkowa. Zasada jest niezmienna niezależnie od branży – wygrywają najlepsi, bo ich wybiera rynek.

Jakie umiejętności miękkie powinna mieć osoba pracująca w agencji rekrutacyjnej, jak powinna rozmawiać z Kandydatami i jakich technik używać aby jak najlepiej zweryfikować potencjał Kandydata?

Im bardziej precyzyjnie rekruter pozna potrzeby pracodawcy oraz zbuduje profil Kandydata, tym większe prawdopodobieństwo sukcesu. Jednym z najlepszych narzędzi do wydobywania informacji jest Meta Model, narzędzie Programowania Neurolingwistycznego, którego niektóre modele pochodzą z zakresu psychologii poznawczej czy behawioralnej. Na pewno przyda się też inteligencja emocjonalna, a w jej zakresie empatia. Pozwoli ona na rozpoznanie i odczuwanie emocji innych osób, co przyczyni się do poznania pobudek Kandydata. Modele marketingowe pomagają budować profile psychograficzne i demograficzne, kluczowe do właściwego doboru.
Co do samych technik, oto kilka przykładowych pytań, które pomogą poznać potencjał Kandydata:

  1. Jak wyobrażasz sobie siebie za trzy lata od teraz? – sprawdza poziom ambicji Kandydata i jego chęć rozwoju.
  2. Co uważasz za swoją najmocniejszą stronę? – bada poziom pewności siebie.
  3. Dlaczego akurat Ty jesteś właściwą osobą na to stanowisko? – egzaminuje przygotowanie Kandydata do stanowiska.
  4. Co Twój pracodawca musiał by zrobić, byś chciał się zwolnić? – pomaga poznać wartości i adekwatnie dobrać Kandydata do pracodawcy.
  5. Jaka była Twoja największa lekcja życiowa i co z niej wyciągnąłeś? – sprawdza poziom dojrzałości emocjonalnej kandydata i umiejętność brania feedbacku.
Jak pomóc osiągnąć rekruterom ich szczytowy potencjał? I jak nauczyć ich „wyciągania” szczytowego potencjału z Kandydatów?

Do tego właśnie służy coaching i psychologia osiągnięć. Poprzez odpowiednie wyznaczanie celów i podejmowanie działań służących ich realizacji, braniu feedbacku z progresu i wprowadzaniu odpowiednich zmian, Kandydat uczy się potrzebnych kompetencji i osiąga zamierzone rezultaty.
Czynnikiem istotnym jest także miękkie inspirowanie i motywowanie Kandydata wyrażaniem uznania oraz wiary w jego możliwości, a także twardym podejściem opartym o uczenie konkretnych umiejętności.

Co Pana zdaniem jest najtrudniejsze dla działów HR w zarządzaniu ludźmi i jakie dałby Pan wskazówki osobom pracującym w tej branży?

Biorąc pod uwagę aktualne trendy, jest to zarządzanie różnicami międzypokoleniowymi i stopniowym odchodzeniem baby boomers i wzrastającą rolą Y-ków, praca w środowisku międzykulturowym i umiejętność poruszania się w różnicach między różnymi nacjami, przechodzenie z poziomu przywództwa bohaterskiego na myślenie zespołowe, zmianę kultur wypalających się na dłuższą metę zwycięzców na kultury edukacyjne, zmniejszanie wciąż istniejących nierówności między kobietami i mężczyznami, stymulowanie work life balance w którym Polacy słabo wypadają, rozwój kompetencji miękkich, bez których dziś nie ma możliwości budowania jakiejkolwiek kariery. Najważniejszą wskazówką jest rozumienie po wyższych prądów i edukowanie zasobów ludzkich w organizacji w tym zakresie.

Czy niektórzy ludzie po prostu rodzą się liderami? Czy poprzez odpowiedni coaching każdego da się uczynić liderem?

Nikt nie rodzi się liderem, bo nie ma takiego genotypu. To mikstura czynników miękkich, takich jak charyzma, motywacja, silna osobowość oraz twardych, czyli zestaw konkretnych kompetencji komunikacyjnych i zarządczych. Coaching nie uczy umiejętności, więc nie jest wystarczającym narzędziem do stania się liderem. Dopiero połączenie coachingu i odpowiedniej edukacji prowadzi do sukcesu.
Wywiad ukazał się w grudniowym numerze Magazynu Rekruter.
GRUDZIEŃ (72) 2015 | WWW.MAGAZYNREKRUTER.PL | ISSN 2083-5302

Bez sprzedaży nie ma sukcesu

Nawet najbardziej przełomowy wynalazek nie przyniesie większych korzyści, jeśli się go odpowiednio nie sprzeda. Polacy często tego nie potrafią.

Sprzedaż jest niezbędna

Nasza nacja zdecydowanie nie potrafi sprzedawać. A sprzedaż to piąta umiejętność pracowników poszukiwana przez pracodawców. Aż strach pomyśleć, jak ogromne pieniądze nie spływają do naszych kieszeni ze względu na sprzedażowo-marketingową ignorancję – mówi Mateusz Grzesiak, prezes Starway.

Kilkanaście lat temu polscy naukowcy stworzyli niebieski laser na podłożu z azotu galu. To miał być cud polskiej techniki, wart 3 mld zł. Jednak w czasie, kiedy Polacy prześcigali się w spekulacjach, gdzie lasery będą stosowane i jak bardzo zmienią stosowane technologie, a program finansowany z publicznych pieniędzy nie wypalił, świat nie spał, tylko zaczął tworzyć własne rozwiązania, po części naśladując pomysł made in Poland. Ruszyła produkcja, sprzedaż i niebieskie lasery pojawiły się w firmach na całym świecie. A Polsce zostało kilka prototypów „cudownego” wynalazku i niewykorzystanych patentów.

Mistrzowie straconych szans

Mamy w naszym kraju uzdolnionych naukowców i inżynierów, ale co z tego, skoro swoich pomysłów, często nie potrafimy sprzedać.

– Polacy nie potrafią sprzedawać i póki się nie nauczą, to będą biedni, nawet jeśli tworzą fantastyczne wynalazki. Co najwyżej skorzysta z nich ktoś inny – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu w Konfederacji Lewiatan.

Brak tej umiejętności już nie raz spowodował, że firmy utraciły intratny kontrakt albo nie udało się wykorzystać przełomowego rozwiązania. I jeszcze nie raz do takiej sytuacji może doprowadzić.

Złe negocjacje handlowe mogą być też powodem upadku FSO. Pod znakiem zapytania stoi dalszy los grafenu – przypomina Marek Sodolski, wiceprezes E-point, ekspert Polish National Sales Awards (PNSA).

– Przegrywamy w wojnach ekonomicznych – płacimy więcej niż inne państwa na przykład za gaz, oddajemy na samobójczych warunkach rynek obcemu kapitałowi. Wybieramy francuskie śmigłowce zamiast polskich, a Jaguary będą robić na Słowacji, nie nad Wisłą – zwraca uwagę Mateusz Grzesiak, coach i trener, prezes Starway.

Jego zdaniem, przegrywamy w tych kwestiach nie tylko ze względów ekonomicznych i politycznych, ale także dlatego, że nie potrafimy odpowiednio negocjować, reklamować się czy budować obrazu Polski w głowach obcokrajowców.

– Od 25 lat Polska nie jest w stanie wypracować pomysłu na narodowy branding, aż strach pomyśleć, jak ogromne pieniądze nie spływają do naszych kieszeni ze względu na tę sprzedażowo-marketingową ignorancję – twierdzi Mateusz Grzesiak.

Winna jest historia

Korzeni braku umiejętności sprzedażowych nie trzeba długo szukać.

– Polskie społeczeństwo wywodzi się z kultury szlacheckiej, a szlachcice zajmowali się produkcją żywności, a nie handlem – tłumaczy Marek Sodolski.
Podczas kiedy u nas za handel szlachectwo można było stracić, w Anglii sukcesy handlowe szlachectwem były nagradzane.

– Zawód kupca  nigdy nie był w Polsce wysoko ceniony – przyznaje prof. dr hab. Grażyna Śmigielska z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, ekspert PNSA.
Widać to doskonale w literaturze – przecież dobrze urodzona i gwałtownie biedniejąca bohaterka „Lalki” Bolesława Prusa za nic nie chce się związać z bogatym handlowcem Wokulskim.
Jeremi Mordasiewicz zwraca uwagę, że brak umiejętności sprzedażowych cechuje nie tylko Polskę, ale wszystkie kraje postsocjalistyczne.

– Byliśmy wychowani w gospodarce socjalistycznej, czyli gospodarce stałego niedoboru, w której konsumenci zabiegali o względy sprzedających, więc ci ostatni nie musieli się starać ani uczyć technik sprzedaży – tłumaczy doradca Lewiatana.

– PRL była gwoździem do trumny umiejętności sprzedażowych Polaków. Miała w pogardzie „prywaciarzy” – zwraca uwagę Marek Sodolski.
Inaczej było choćby w Niemczech, gdzie kupcy grali główną rolę.

– Powołana tam Hanza była swego czasu jedną z największych międzynarodowych korporacji, która potrafiła narzucić swoją wolę królom, wygrała nawet wojnę z Daniąw XIV wieku – opowiada Marek Sodolski.

Jego zdaniem, mistrzami autoprezentacji są także wyrośli w kulturze „wszystko jest możliwe” Amerykanie, którzy przy każdej możliwej okazji przemawiają i wyznaczają trendy w zakresie sztuki prezentacji, sprzedaży i budowania marki.

– Umiejętności sprzedażowe mają też we krwi mieszkańcy krajów Europy Południowo-Wschodniej, Azji Afryki Północnej, gdzie historycznie handel był ważną gałęzią gospodarki. Są one dodatkowo wspomagane przez otwartość, rozmowność, chęć nawiązywania kontaktów, które też są kulturowo uwarunkowane – dodaje prof. Grażyna Śmigielska.

Pora na lekcję sprzedaży

Polska relacji występujących w gospodarce uczy się od 25 lat. I nadal mamy sporo do nadrobienia w tym zakresie.

– Wielu producentów w nowej rzeczywistości nie dało sobie rady i zniknęli z rynku, bo nie posiedli dostatecznie szybko umiejętności sprzedaży. Inni nadrobili braki w umiejętnościach sprzedaży i po okresie zapaści odbudowali swoją pozycję. Na pewno do konkurowania na rynku lepiej jest przygotowane młode pokolenie wychowanie w warunkach rynkowych, ale wciąż mamy wiele do zrobienia, aby dogonić społeczności, które od wieków żyją w gospodarce rynkowej – mówi Jeremi Mordasiewicz.

Warto się postarać, bo tylko dzięki temu będziemy konkurencyjni.

– Większość relacji obecnie ma formę sprzedaży. Kto opanował sztukę handlu i negocjacji, ma teraz ogromne pole do popisu – podkreśla Marek Sodolski.

– Sprzedaż uczy elastyczności i dostosowywania się do zmian, podwyższa zarobki, bo o nich decyduje jakość komunikacji, i tworzy odpowiedzialne społeczeństwo z narracją zwycięzców dumnych ze swoich sukcesów, a nie ofiar kultywujących porażki – twierdzi Mateusz Grzesiak.

| Sylwia Wedziuk, Puls Biznesu |

2015-11-04 Puls Biznesu1
 

10 technik motywacyjnych, które rano podniosą Ci nogi do biegania

Albo do pójścia na siłownię, albo na nordic walking, albo na zwykły spacer. O tym, że sport to zdrowie, wie każdy. O tym, że cukrzyca czy choroby kardiologiczne wynikają z otyłości, też każdy wie. Nie jest żadną tajemnicą, że sport wpływa również na dobrostan psychiczny. Ale sama wiedza nie wystarczy, trzeba mieć jeszcze motywację, czyli umiejętność takiego zarządzania emocjami, by je ukierunkować na cel i podjąć konkretne działania, aby go zrealizować. Poniższe techniki pomogą Ci w tym zakresie.

1. Co chcesz osiągnąć?
Bez poprawnie sformułowanego celu nie ma mowy o motywacji. Musisz więc dokładnie wiedzieć, co chcesz osiągnąć. To musi być zapisane na kartce, proste do zapamiętania, możliwe do fizycznego wykonania. Zamiast myśleć: chcę być zdrowy, napisz: biegam trzy razy w tygodniu przed śniadaniem przez pół godziny. To pierwsze jest abstrakcyjne, to drugie – konkretne i wykonalne, bo dotyczy zachowań.

2. Opowiedz o tym innym ludziom
Publiczne zobowiązanie pomaga, więc poinformuj o swoim celu wszystkie ważne dla Ciebie osoby. Rodzina to początek, potem niech będą znajomi, a w dalszej kolejności – ludzie z mediów społecznościowych. Taka obietnica będzie Ci przypominać, że słowo się rzekło, a ponieważ jesteś człowiekiem honorowym, nie będziesz się z tego później wycofywał.

3. Dlaczego możesz to zrobić?
Pewność siebie przynosi nie tylko więcej pieniędzy, lecz także lepsze wyniki w szkołach i sporcie. Ludzie asertywni są bardziej zmotywowani i łatwiej osiągają cele. Ta pewność siebie to nie żadna cecha wrodzona, ale stan psychiczny, który się samemu powoduje określonymi zachowaniami i sposobem myślenia, opartym m.in. na poczuciu bycia kompetentnym. Właśnie: znajdź trzy powody mówiące o tym, że możesz osiągnąć ten cel.

4. Pozbądź się wymówek
Weź kartkę papieru i wypisz na niej wszystkie wymówki, które na pewno będziesz wymyślał. Brak czasu, problemy zdrowotne, argumenty dotyczące złej pogody, braku ochoty itp. – nie ma znaczenia, jak będziesz się oszukiwał, po prostu bądź z góry przygotowany na swoje słabości i od razu przygotuj się na to, co sobie odpowiesz na daną wymówkę. Nie mam czasu? Bzdura, czas się robi, więc możesz go zrobić też na sport. Nie mam ochoty? To włącz motywującą muzykę itd.

5. Zobacz całość układanki
Poszczególne części naszego życia są ze sobą powiązane, nierzadko w sposób niewidoczny na pierwszy rzut oka. Ale wszystko składa się na system naczyń połączonych, w którym jeden kontekst wpływa na pozostałe. Gdy będziesz osiągał lepsze wyniki w sporcie, zaczniesz korzystać z tej samej dyscypliny w swojej pracy i zbliżysz się do kolejnych rezultatów. Zmieni się Twoje życie seksualne, bo będąc pewniejszym siebie i mając większe poczucie atrakcyjności, staniesz się lepszym kochankiem. Pomyśl, jak sport zmieni konkretnie poszczególne części Twego życia.

6. Stań się wzorem do naśladowania
Robimy więcej dla innych niż dla siebie, bo altruizm bardziej stymuluje ciało do wydzielania hormonów szczęścia. Dla kogo więc możesz się stać wzorem do naśladowania, uprawiając systematycznie sport? Dla swojego dziecka, które dzięki Tobie nie będzie otyłe? Dla partnera, który będzie o siebie bardziej dbał, dzięki czemu Wasz związek się rozwinie? Dla kolegów z pracy, którzy zobaczą w Tobie osobę wszechstronną? Pomyśl, kto potrzebuje Ciebie w najlepszej formie.

7. Co chcesz udowodnić?
Każdy chce coś pokazać światu. Może udowodnić leniwemu rodzicowi, że można. Może pokazać otyłemu małżonkowi, że chcieć to móc. Może sobie samemu dowieść, że najwyższy czas wejść na kolejny etap rozwoju i pokonać w sobie jakieś ograniczenia. Tym, którzy mają coś do udowodnienia, nie brakuje motywacji, a jeśli mają motywację, to podejmują działania.

8. Co Cię tak naprawdę powstrzymywało?
Wymówki to tylko wierzchołek góry lodowej, pod spodem zawsze kryją się określone przekonania. Każdy kilogram nadwagi, poza sytuacjami dotyczącymi chorób, reprezentuje konkretną myśl, którą mamy na swój temat, np. „Nie chcę schudnąć, bo się chronię przed mężczyznami” albo „Jeśli zacznę w zdyscyplinowany sposób uprawiać sport, to nie będę już mógł udawać, że lubię swoją pracę, choć tak naprawdę chętnie bym z niej odszedł”. Zadaj więc sobie pytanie, co naprawdę Cię hamowało, i skonfrontuj się z demonami chowającymi się pod pozorem lenistwa, braku czasu czy ochoty.

9. Użyj wyobraźni i uszu
Badania dowiodły, że korzystanie z wyobraźni i muzyki stymuluje naszą ochotę do ćwiczenia i podnosi jego jakość. Wyobrażaj więc sobie w jak największych detalach, jak uprawiasz sport: z kim, gdzie, jak dokładnie to robisz, o której godzinie, jak wyglądasz, jak dobrze się czujesz itd. Włącz sobie także motywującą muzykę – taką, dzięki której Twoje ciało samo będzie się podrywało do działania.

10. Znajdź wsparcie
Dobry trener opracuje Ci plan treningowy, można biegać wspólnie ze znajomymi, a sportowy weekend z rodziną na pewno Was zbliży. W grupie jest raźniej, w grupie jest większa motywacja, w grupie można się wymieniać doświadczeniami i razem osiągać cele. Otaczaj się ludźmi, którzy są ambitni i wesprą Cię emocjonalnie czy merytorycznie w osiąganiu Twoich sportowych celów.

Artykuł ukazał się w najnowszym dodatku Przeglądu Sportowego „Czas na Fitness”.

Motywacja to styl życia

Motywacja, czyli o tym jak wyjść ze złotej klatki oraz czy życie w strefie dyskomfortu może być naszym komfortem – na te i inne pytania odpowiedzieli Mateusz Grzesiak, polski trener rozwoju osobistego i jego żona Iliana Ramirez w rozmowie z Karoliną Kryś.

Czym właściwie jest motywacja?

Mateusz: umiejętnością osiągania zaplanowanych celów na najbardziej ogólnym poziomie. Można patrzeć na to jak na podejście do życia oparte o to, żeby chciało się chcieć. Można również popatrzeć na to bardziej naukowo, psychologicznie – powiedzieć, że jest to zestaw technik emocjonalnych, behawioralnych, poznawczych, które służą do tego, żeby człowiek posiadał szeroko pojęty zapał i energię do działania. Słuszne jest także podejście bardziej filozoficzne – motywacja to jest styl życia w oparciu o swoje własne prawa i o to, w jaki sposób chce się funkcjonować.

Jak wiadomo bardzo dużo ludzi posiada osobistą strefę komfortu, w której funkcjonują na co dzień, wykonując te same, znane i dobrze opanowane czynności. Niewątpliwie jest to zamknięcie się w symbolicznej złotej klatce. I przypomina oglądanie zza prętów tej klatki niezliczonych możliwości, których nie mamy odwagi się podjąć w obawie przed koniecznością opuszczenia miejsca, które daje nam poczucie bezpieczeństwa. Jak z tym walczyć?

Mateusz: każda osoba, która zaczyna coś ćwiczyć, obojętnie czy to jest język angielski, chodzenie na siłownię, czy też umiejętność komunikacji w związku, w pewnym momencie się przyzwyczaja, ta umiejętność staje się dla niej nawykiem. Krótko mówiąc, każda osoba będzie funkcjonowała w oparciu o pewne powtarzające się wzorce, które są nieświadome. Wtedy następuje coś, co się nazywa okresem stabilizacji, ten okres oznacza, że jest się przyzwyczajanym do określonego rodzaju bodźców występujących w rzeczywistości.

Nazwałaś to złotą klatką, to niekoniecznie musi być klatka tylko kwestia pewnej cechy mózgu, który dąży do tego żeby uprościć sobie wszelkie formy działania np. Prowadzimy samochód i nie myślimy o tym jak ruszamy, jak zmieniamy biegi – to się po prostu dzieje. Niewątpliwie jest to plusem, bo można wszystko robić szybko i łatwo – to są nawyki. Minusem tego jest to, że jak mamy jakąś kwestie w życiu, która nam nie działa i popełniamy w niej błąd, to nie jesteśmy tak skuteczni jakbyśmy mogli i wtedy trafiamy do klatki. Tylko dlatego, że nie wiemy o tym, że popełniliśmy błąd. Z drugiej strony jesteśmy już tak przyzwyczajeni do określonej formy robienia czegoś, że niekoniecznie wtedy mamy ochotę to zmienić, oczywiście wiemy jak to zrobić, ale się boimy. Więc nie demonizowałbym stwierdzeniem złotej klatki sposobu działania mózgu.

Powiedziałbym, że każdy nawyk zmierza do tego, żeby być ustabilizowanym, bo wtedy jest nam wygodnie.

W mojej profesji często się mówi o byciu w boxie, mamy takie kolokwialne powiedzenie, czyli wyjść z boxa (ang. out of the box), to znaczy zmienić sposób myślenia, myśleć poza swoim utartym zestawem schematów poznawczych.

Czy to nie jest trochę tak, że problem leży dużo głębiej? Mam na myśli chęć kontrolowania wszystkiego, która sprawia, że próbujemy być rozsądni ponad miarę w każdej możliwej sytuacji, nie potrafiąc uwierzyć w pozytywny obrót zdarzeń w naszym życiu.

Mateusz: po pierwsze, w niektórych przypadkach jest to bardzo możliwe, po drugie jest to pewnego rodzaju cecha. Niektórzy chcą być perfekcjonistami, więc dążą do tego żeby wszystko kontrolować. Inni wręcz przeciwnie podchodzą do życia bardzo spontanicznie. Przykładem w skali makro byłoby to, że Polacy jako nacja zrozumieli, że od strony przedsiębiorczości potrzebne jest kontrolowanie, planowanie i podchodzą do tego bardzo racjonalnie. Od strony związku ciągle mamy model romantyczny sprzed dwustu lat, ludzie myślą: „miłość przychodzi, miłość odchodzi, jakoś to będzie, zobaczymy jak wyjdzie” czyt. „jesteśmy spontaniczni, nie mamy nad tym żadnej kontroli”, a ilość rozwodów niebotycznie wzrasta. Ludzie nie wiedzą jak sobie radzić z najbardziej fundamentalnymi i czasami banalnymi do obróbki od strony psychologicznej kłótniami, bo najzwyczajniej myślą tylko w kategoriach spontanicznych. Jeżeli już mielibyśmy nazwać coś w kategoriach polskiego problemu patrzenia na świat to spojrzałbym na to od strony takiej, że ludzie nie wiedzą jak mają się motywować. Nie wiedzą, jakie pytania mają sobie zadawać i nie wiedzą, że motywacji się nie ma, tylko się ją robi. Oczywiście w odpowiedni sposób z pomocą określonego sposobu myślenia. Motywacja istnieje na różnych poziomach, poza oczywistymi kwestiami motywacyjno – fizjologicznymi typu spanie, picie, jedzenie, do których generalnie nie musimy się motywować, wchodzimy na poziom motywacji, gdzie nasz umysł będzie odgrywał pierwsze skrzypce.

Pierwszy poziom to motywacja do rozwiązywania problemów – muszę zadać sobie pytanie: jakie trzy główne problemy rozwiążą cel, który chcę osiągnąć.

Drugi poziom – kim ten cel pozwoli mi się stać i co pozwoli mi osiągnąć, czyli mieć i być – to jestpoziom ambicji.

Następnym poziomem jest poziom uczuć – w jaki sposób będę mógł być bardziej spontaniczny, kochający, entuzjastyczny, spokojny w chwili, gdy osiągnę ten cel. A co za tym idzie, w jaki sposób się zmotywuje na tym poziomie.

Później jest poziom altruizmu – w jaki sposób to, co ja robię pomoże innym, który jest tuż za poziomem samorealizacji – czyli pozwoli być bardziej sobą, dlatego, że każdy cel, który osiągamy kształtuje nas jako osoby.

Poziom wizji pt. jak to, co osiągnę zmieni świat, czy to w skali mikro – „Polska albo moja lokalna społeczność”, a później w kategoriach dużych. I wtedy nie musimy myśleć o tym, że jest jakiś problem dogłębnie go analizując, tylko zdać sobie sprawę z tego, że większość ludzkich problemów wynika z ignorancji. Za tym idzie oczywiście brak wiedzy, często fundamentalnej wiedzy, która jest oczywistą oczywistością w moim zawodzie, a która nie jest jeszcze niestety mainstreamowa, czyli nie jest upowszechniona. Czasami zamiast uczyć się, jaka jest stolica Madagaskaru, warto byłoby się nauczyć inteligencji emocjonalnej, wtedy wiedzielibyśmy, w jaki sposób to funkcjonuje. Natomiast powodem tego, co przedstawiłaś od strony metafory złotej klatki, przez co ludzie się nie motywują pozostając w strefie komfortu, jest to, że dążą do perfekcjonizmu. Oczywiście jest to jedna z możliwości, których jest bez liku.

Dosyć charakterystyczne jest to u młodych ludzi, którzy narzekają i uciekają w marzenia o tym, co chcieliby osiągnąć. Z kolei słomiany zapał sprawia, że zatrzymują się w tej sferze i nie ruszają dalej.

Mateusz: oczywiście jest to charakterystyczne dla młodego pokolenia. Żyjąc w szybszych czasach, o wiele szybszej gratyfikacji nie są przyzwyczajeni do długoterminowej pracy. I ze względu na otoczenie, przede wszystkim internetowe, gdzie wiedza się podwaja co pięć miesięcy, chcą zdecydowanie szybszych wyników, których nie można w niektórych przypadkach uzyskać. Przykładowo, jak zacznę biegać żeby schudnąć, to przez tydzień nie zauważę prawdopodobnie żadnych zmian. Trzeba odsunąć gratyfikację na później, nie wspominając o byciu milionerem, bo nie zarobi się w jeden miesiąc takich pieniędzy. Z drugiej strony wtedy to już nie dotyczy perfekcjonizmu, tylko braku umiejętności kontynuowania organicznego procesu działania np. Osiągnąwszy ten pierwszy spekulacyjny jak słusznie zauważyłaś emocjonalny poziom, oni nie kontynuują go, ponieważ tylko i wyłącznie motywowali się emocjami. I teraz wracają do tego, o czym ja mówiłem wcześniej – gdyby zadali sobie pytania, co dzięki temu osiągnę, kim ja się dzięki temu stanę, jak bardziej będę kochał i będę sobą, to wtedy mieliby system motywacyjny, ale go nie mają, bo nie posiadają takiej wiedzy.

Zatem trzeba uważać i nie ulegać tym emocjom oraz euforii…

Jedno i drugie. Bo bez emocji nie jesteśmy w stanie mieć zapalnika do tego, żeby te działania podjąć. Badania pokazują, że kiedy ludzie robią zakupy bez emocji, to później nie cieszą się z tego, co kupili. Dlatego potrzebujemy emocji, jednocześnie pamiętając, że są one krótkoterminowe i zależne od zewnętrznego bodźca.
Zatem należy to robić emocjonalnie i racjonalnie, a prawdę mówiąc, elementem procesu myślenia jest również czucie. To jest trochę tak jakby oddzielić umysł od ciała, jedyną formą byłaby siekiera – a tego nie jesteśmy w stanie zrobić. Tak samo, jak nie da się oddzielić emocji od umysłu logicznego, a więc potrzebujemy umieć się motywować emocjonalnie i racjonalnie po to, żeby jedno i drugie nam współdziałało. Emocja pochodzi od słowa ruch, a żeby był ruch, to musi być emocja. Natomiast żeby wprowadzić swoje ciało w działanie trzeba coś czuć, mieć jakieś myśli, a żeby je mieć należy odpowiedzieć sobie na pytania, które wcześniej podyktowałem.

A czy istnieją sposoby na to, aby nie wpaść w taką pułapkę, o której mówimy?

Mateusz: systematycznie bodźcować się nowymi wyzwaniami, zdawać sobie sprawę, że człowiek nie uczy się robić czegoś, ciągle powtarzając to samo, tylko musi zmieniać sobie poziom trudności i okoliczności, w jakich funkcjonuje.

Trzeba sobie utrudniać krótko mówiąc, stawiać większe cele, wyższe poprzeczki, trudniejsze zadania do osiągnięcia. Trzeba systematycznie korzystać z różnych nowych bodźców, jeździć w nowe miejsca, poznawać nowych ludzi, chodzić do nowych restauracji, uczyć się nowych języków po to, żeby permanentnie bodźcować się innymi rzeczami. Inaczej zgnuśniejmy, żyjąc ciągle tym samym co nie oznacza, że to jest złe.

Może oznaczać także kwestie, że ktoś chce być absolutnie ekspertem w jednej konkretnej dziedzinie i poza swoje przykładowe laboratorium nie wyściubi kawałka nosa. Natomiast jeżeli nie chcemy się do czegoś przyzwyczajać, to ciągle musimy się stymulować. Kiedyś Einstein powiedział, że chęć osiągnięcia czegoś nowego robiąc to samo, jest przykładem schizofrenii.

A co jeśli chodzi o was i wasz związek, czy zdarza się, że wy również wpadacie do tej klatki?

Iliana: myślę, że na razie nie jest to możliwe ze względu na to, że zawsze chcemy coś zmienić. Na przykład, kiedy mamy więcej czasu to podróżujemy – najlepiej do nowych krajów i poznajemy innych ludzi. Ponadto prowadzimy systematycznie rozmowy, każdego dnia po minimum 15-20 min o tym, co chcemy robić i jakie mamy plany na przyszłość. Zawsze podczas takiej rozmowy skupiamy się na tym, jak to można zrobić od strony praktycznej.

Z Mateuszem nie da się siedzieć i nic nie robić, ciągle coś zmieniamy i motywujemy się do tego, jak być lepszym. Pamiętam sytuację kiedy Mateusz był chory i miał hipertrofie (migotanie przedsionków i nadciśnienie) usłyszał wtedy od lekarza, że musi brać już do końca życia leki, ponieważ nie da się tego wyleczyć. Jednak my wiedzieliśmy, że da się to zrobić, ale tylko wtedy kiedy zmienimy całe nasze życie, czyli jedzenie, uprawianie sportu itd. Musieliśmy zrobić to całą rodziną w przeciwnym razie nie miałoby to sensu.

Również, wtedy kiedy zaczęłam mieszkać w Polsce i musiałam nauczyć się języka to rozmawialiśmy ciągle po polsku, dzięki czemu nie musiałam brać żadnych lekcji. A to wszystko dzięki wzajemnemu motywowaniu się do działania.

Mateusz: ciągle jeździmy, non stop się uczymy, robimy nowe rzeczy. Zarówno ja w mojej pracy, jak i Iliana zajmujemy się dobrymi kwestiami będąc wykładowcami. Non stop mamy nowych klientów, udzielamy nowych wywiadów, więc te rzeczy najzwyczajniej w świecie sprawiają, że my ciągle się stymulujemy. Można powiedzieć, że życie w strefie dyskomfortu jest naszym komfortem.
unnamed1
Ludzie często popadają w rutynę zarówno w życiu zawodowym, jak i związkach, ale wy sobie świetnie z tym radzicie.

Mateusz: bo nic w nich nie robią. Polacy nauczyli się, że firmę trzeba prowadzić, kontrolować, organizować, ale nie robią nic ze swoimi rodzinami i małżeństwem.
Mnie osobiście zależy na tym, aby Iliana była inteligentniejsza ode mnie, bo to oznacza, że będę miał mniej problemów. Więc ja mam w drugą stronę ona zresztą też.

Pomiędzy Polską, a Pani ojczystym krajem jest dużo różnic, przede wszystkim kulturowych. Czy można pomiędzy tymi dwoma państwami zauważyć różnice w motywowaniu się i chęci realizowania swoich celów, czy też marzeń?

Iliana: ależ oczywiście, niedawno były przeprowadzone badania na temat tego jaki język jest najbardziej pozytywny. Okazuje się, że hiszpański plasuje się na bardzo wysokim poziomie, co jest niewątpliwie ważne jeśli chodzi o motywowanie się. W Meksyku jest tak, że kiedy mamy jakiś cel o którym rozmawiamy z rodziną czy też znajomymi to zawsze, możemy liczyć na to, że będą nas wspierać i motywować do działania. Nie ma znaczenia co to będzie, oni zawsze będą próbowali znaleźć pozytywne strony tego co chcemy osiągnąć. Nawet jeśli zrobisz jakiś błąd to mówią: jesteś inteligentna, nie martw się, będzie dobrze.

Czyli każdą sytuację życiową czy też niepowodzenie potrafią przekuć w coś pozytywnego…

Mateusz: w Meksyku nie istnieje coś takiego jak „hejt”.

Iliana: w dodatku charakterystyczne w Meksyku jest to, że ludzie nie potrafią powiedzieć „nie’’ – i to jest prawda. Przytoczę przykład, jeśli ktoś zaprosi cię na obiad do siebie i ty wiesz, że nie możesz to zawsze mówisz „dobra, będę robić wszystko, żeby się pojawić”.

Nigdy za to nie mówią już na początku, że nie przyjdą, nawet jeśli wiedzą, że nie będzie to możliwe. I tak to działa w tej kulturze. Podobnie jest, jeśli chodzi o słowo „dziękuje”, wypowiadamy je bardzo często nawet w tak prozaicznych sytuacjach, jak wtedy, gdy na pasach zatrzymuje się samochód po to, żebyśmy mogli przejść przez jezdnię – tutaj tego nie ma.

W Polsce, kiedy ktoś mówi o swoich planach, to ludzie bardzo często kładą większy nacisk na stronę negatywną, a nie pozytywną, co zdecydowanie nie motywuje do działania, a wręcz przeciwnie.

Czyli możemy się tylko od nich uczyć…

Mateusz: w kontekście życzliwości tak. Jesteśmy narzekaczami, pesymistami i widzimy świat dużo gorzej niż inni nas widzą. Są nawet ciekawe rozmowy prowadzone przez polskich dziennikarzy z angielskimi biznesmenami, a nawet urzędnikami unijnymi, którzy opowiadają o tym, jak piękne wyniki gospodarcze mamy. My zaś w to nie wierzymy i zawsze porównujemy się do Zachodu myśląc, że mamy gorzej – co nie jest prawdą. Także od tej strony z pewnością możemy wiele się nauczyć. Tak samo oni mogą się dużo nauczyć od nas, Polacy są zdecydowanie lepiej zorganizowani. Natomiast Meksykanie i ogólnie latynosi nie wiedzą co to znaczy przyjść na czas, my zaś mamy wyrzuty sumienia, kiedy jesteśmy niepunktualni. Mogą również nauczyć się załatwiania spraw i bycia efektywnym. W Polsce, jeżeli coś nie działa, to się naprawia, a w Meksyku jak nie działa to nie działa. Także jedna i druga kultura może korzystać.

Taka też była nasza idea, staramy się żyć w świecie obywatela świata. My nie wierzymy, że wystarczy być Polakiem czy też Meksykaninem. Nasza córka, która ma teraz cztery i pół roku w tej chwili mów trzema językami i mówienie o niej, że jest tylko Polką, czy Meksykanką byłoby nieoparte na faktach.

Iliana: w Meksyku, kiedy ktoś osiąga sukces albo kiedy coś nam się udaje, to bliscy chcą z nami świętować i cieszyć się naszym szczęściem. W Polsce jest odwrotnie większość robi się zazdrosna i nad tym też warto byłoby popracować.

Wywiad został opublikowany na portalu: www.chcemybycrodzicami.pl.

Jak ruszyć z miejsca?

"Zgodnie z zasadą Pareto, 20 proc. rzeczy zabiera 80 proc. czasu."

Pamiętaj, że nicnierobienie jest bardziej męczące niż realizowanie własnych planów!

Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce – mawiał Kubuś Puchatek. A to znaczy, że miał motywację… do lenistwa. Tym, którzy jednak chcieliby znaleźć motywację do czegoś innego, z pomocą przychodzą techniki motywowania się.

Znajdź powód działania

Słowo „motywacja” pochodzi od ła­cińskiego „movere”: poruszanie się, przemieszczanie. Wyraz „motivum” znaczy „powód rozstrzygający” i „przy­czyna”. „Motyw” łączy się też ze słowem „motus” – ruch. Jeśli znajdziesz więc odpowiedni motyw, będziesz zmotywo­wany. Zadaj sobie kilka pytań: Czym się kierujesz? Dlaczego chcesz to osiągnąć? Jak to zrobić, by ci się chciało?

Unikaj zjadaczy czasu

Zgodnie z zasadą Pareto, 20 proc. rzeczy zabiera 80 proc. czasu. Zrób listę zjadaczy czasu, z których powodu tra­cisz najwięcej energii, i ich unikaj. Bez­produktywne używanie internetu? Te­lewizja? Niekończące się odkładanie rzeczy na później? Miej świadomość tego, na co musisz uważać, i pytaj sam siebie, co chcesz teraz zrobić produk­tywnego i dobrego. I to zrób.

Znajdź wyzwanie

Jeśli człowiek nie dostanie nowego wyzwania po osiągnięciu celu, to albo spocznie na laurach, albo się wypali. Dlatego warto znaleźć rozwijający cel. Taki, który jest wystarczająco duży (tyl­ko takie są wyzwaniem) i dzięki które­mu urośniesz intelektualnie, emocjo­nalnie, duchowo. Uciekamy od proble­mów, które nas nie dotyczą, są zbyt małe albo nieosiągalne.

Pozbądź się, sabotażystow

Dziewięć największych demotywatorów to: lęk, określenie złych celów, kon­flikt wartości, zależność od innych, brak wyzwania, żal, samotność, wypalenie, niejasność co dalej. Przepracuj je, korzys­tając z narzędzi coachingowych (np. ra­cjonalnej terapii zachowań), a dzięki temu przestaniesz tracić energię. Nicnierobienie jest o wiele bardziej męczące niż realizowanie własnych planów.
Obierz kierunek
Zawsze jesteś zmotywowany do cze­goś, nawet do lenistwa. Myśl w katego­riach tego, czego chcesz, i pytaj siebie systematycznie: Jaki jest mój cel? Co chcę osiągnąć? Jak działanie, jakie po­dejmuję, przybliża mnie do tego celu? Tam, gdzie jest twoje skupienie, tam idzie energia. Inwestuj w przyszłość, bo przeszłości już zmienić nie można.

Motywuj innych

Według badań firmy konsultingowej Mercer’s, które objęły 30 tys. pracowni­ków w 17 krajach, najbardziej zabijają motywację: nieokazywanie szacunku, niezwracanie uwagi na aktualne i rze­czywiste problemy oraz „fałszywa de­mokracja” (pytanie o zdanie, gdy już podjęto decyzję). Wśród trzynastu czyn­ników motywujących pieniądze znalazły się dopiero na szóstym miejscu! Inwestuj więc w umiejętności motywowania in­nych i pomagaj im osiągać ich cele.

Używaj całego mózgu

Wyobrażaj sobie, co chcesz osiąg­nąć. Głośno do siebie mów, wykonuj fizycznie ruchy związane z tym, do cze­go chcesz się motywować (np. stań i mów, jakbyś miał przed sobą publicz­ność, jeśli chcesz się motywować do występów publicznych), słuchaj poru­szającej muzyki i jak najmocniej poczuj to, do czego się motywujesz. Twój mózg będzie bardziej stymulowany i szybciej osiągniesz efekt.

Planuj

Organizator z kalendarzem i listą zadań do wykonania to atrybut ludzi efektywnych. Planuj wieczorem, co chcesz zrobić następnego dnia. Niech lista będzie skończona, byś nie stał się pracoholikiem. Badania pokazują, że zapisane cele łatwiej jest osiągać, a od­haczanie kolejnych spraw daje poczucie samorealizacji, kompetencji i przybliża nas do celu.
Artykuł został opublikowany na portalu: www.coaching.focus.pl.

Jak tworzyć swoją markę?

Możesz być świetnym sprzedawcą oferującym potrzebny klientowi produkt, ale jeśli zostaniesz uznany za domokrążcę, to nie dostaniesz żadnej szansy. Możesz być niezwykle kompetentną kandydatką na konkretne stanowisko, ale jeśli nie zaprezentujesz tego w odpowiedni sposób, potencjalny pracodawca znajdzie kogoś słabszego merytorycznie, ale lepiej się prezentującego.

Witaj w świecie personal brandingu!

W jakiej jesteś kategorii

​Zanim ocenimy kogoś indywidualnie, najpierw oceniamy go przez kategorię, do której w naszym umyśle przynależy. Czy tamta czytająca książkę w bibliotece dziewczyna to kandydatka na żonę, czy też raczej na jedną randkę? Czy ten mężczyzna to kandydat na przyjaciela, czy może na chłopaka? Czy ten człowiek nadaje się na szefa, czy też zupełnie nie pasuje do tej roli? Zrób listę kategorii, do których chcesz należeć: w relacjach, w pracy, w grupach, w których żyjesz, i konsekwentnie realizuj wybrane role.

Opowiedz historię

Powstały aż 23 filmy o Jamesie Bondzie – i jeszcze nas nie nudzą. Gdyby producent chciał zrobić kolejny, to wystarczy, że wybierze zły charakter (który chce zniszczyć świat), wyśle przeciwko niemu agenta 007, postawi obok obu piękne towarzyszki (zawsze jedna dobra, a druga zła), da Jamesowi zestaw tych samych przedmiotów (zegarek, garnitur, pistolet, samochód, gadżety) i film zrobiony. Ta matryca to gotowiec, który można stosować bez końca, bo ludzie oglądają tę samą historię z nieco wymienianą treścią. Zbuduj swoją historię, bo to ją, a nie produkt, kupują klienci.

Znajdź swój archetyp

W marketingu istnieje 12 archetypowych postaci, które na różne sposoby komunikują swój przekaz. Jesteś buntownikiem, który walczy z systemem, czy kochankiem zapraszającym do oddania się przyjemnościom? Chcesz wprowadzać zasady i zdominować rynek, jak każdemu władcy przystało, czy też idziesz w kierunku roztaczania opieki nad potrzebującymi klientami? Może chodzi ci o budowanie normalności i przyjaźnienie się ze wszystkimi (tzw. zwykły gość)? A może jesteś mędrcem opierającym swój przekaz na wiedzy, nauce, liczbach?

Jesteś marką

Wytwórcą i produktem może dziś być jedna osoba, a rynek wymaga, by umieć w świadomy sposób sprzedawać siebie. To ty tworzysz siebie i jesteś marką. Tak samo jak każdy inny produkt można cię lubić, kochać, omijać lub pożądać. To, co odbiorca sądzi na twój temat, w ogromnej mierze zależy od strategii komunikacyjnej i adekwatnej formy przekazu. Z rynkowego punktu widzenia jesteś więc produktem, który dla potencjalnego kontrahenta powinien być korzystną inwestycją.

Obranduj się

Branding to połączenie fachowej wiedzy marketingowej ze sztuką. Wiedząc, że konsument wybiera jedzenie po opakowaniu, ale wraca po nie dla smaku, pamiętaj, że potrzebujesz odpowiedniej formy przekazu, by zachęcić do siebie odpowiednie osoby. To „opakowanie” wyselekcjonuje tych, do których chcesz, by dotarł przekaz, i pozwoli ci świadomie zaistnieć w świecie wizerunku – tym, bez którego dziś nie da się funkcjonować na rynku nie tylko pracy, ale też towarzyskim czy społecznym.
 
Artykuł został opublikowany na portalu: www.coaching.focus.pl.

Co zrobić, aby speech motywacyjny zadziałał?

Pracuję jako trener i coach już kilkanaście lat występując w różnych krajach i wykładając w pięciu językach. To moja wyrosła z dziecięcego marzenia pasja, która z czasem zamieniła się w potrzebny i inspirujący zawód. Uczę, motywuję, przekonuję słuchaczy, że o jakości ich życia decydują konstruktywne myślenie i  skuteczna komunikacja. By słuchaczom zaszczepić te idee, muszę do nich skutecznie przemawiać – tak skonstruować mój wykład, by trafił on do ich serc i umysłów. Co sprawia, że odbiorcy odrzucają nasz przekaz lub nie jest on dla nich w pełni zrozumiały? Jak zadbać – będąc liderem czy menedżerem – by publiczne wystąpienie, np. prezentacja strategii czy nowego produktu klientom, osiągnęły jak najlepszy rezultat?

Emocjonalne prowadzenie i merytoryczna zawartość

Każdy, kto chce wygłosić dobre (czyli oddziałujące na ludzi w trakcie oraz post factum) przemówienie, powinien uświadomić sobie, że proces jego przygotowania i realizacji obejmuje dwie równie ważne sfery. Pierwsza z  nich to sposób prowadzenia przemówienia, który dotyczy osobowości, emocjonalności, umiejętności opowiadania historii i motywacji mówcy. Druga zaś to kwestia zawartości merytorycznej prezentacji, czyli jakości samej treści. Skuteczne przemówienie wymaga po-łączenia tych dwóch kwestii i dopiero kompilacja dobrego prowadzenia z jakościowym kontentem stanowi o sukcesie. Inaczej nawet najlepszy ekspert zanudzi słuchaczy albo świetny showman nie przekaże niczego. Dlatego te dwa elementy wspólnie odpowiadają za dobry przekaz.

Jakich błędów unikać?

Zacznijmy od tego, czego nie robić. Pierwszym najczęstszym błędem jest brak podłączenia słuchacza do przemówienia, powodujący brak identyfikacji. Taki słuchacz uzna, że speech jest nie dla niego, nie o nim, nieprawdziwy lub niemający zastosowania w jego życiu. Wyobraźmy sobie prezesa dużej organizacji, który tradycyjnie staje przed załogą i wygłasza przemówienie. Jest ono pełne optymistycznych twierdzeń – tzw.  propagandy sukcesu. Problem w tym jednak, że dla pracowników są one oderwane od rzeczywistości – np. jeden z nich doskonale pamięta, że niedawno kolega z przepracowania o mało się nie rozwiódł z żoną… Z jego perspektywy słowa prezesa to puste frazesy i demagogia. Słuchający przyjmą taką mowę bez emocji, odsiedzą pół godziny czy godzinę na sali z  obowiązku, po czym wrócą do swoich zajęć, a w firmie nic się nie zmieni. Takiemu przemówieniu (nawet jeśli sam prezes wierzy w  wygłaszane tezy) brakuje podłączenia pracowników do wizji czy misji prezentowanej przez lidera. Speech motywacyjny powinien tymczasem być tak skonstruowany, aby wykorzystując szereg narzędzi komunikacyjnych, przekonać pracowników do stawianych tez i ich z nimi zidentyfikować.

Jak to zrobić?

Załóżmy, że istnieje firma X, która chce w swoją misję wpisać nowe hasło pt.: „Wszystko zależy od Ciebie” i spowodować, by pracownicy  stali się bardziej odpowiedzialni. Hasło samo w sobie zostanie odebrane jako bezwartościowy frazes, więc mówca musi ciągiem przyczynowo-skutkowym zidentyfikować z nim słuchaczy. Wyobraźmy sobie więc przykład, że lider przedstawia na speechu pracownikom własną historię. Mówi, że przez całe lata cierpiał na nadwagę. Winił za nią rodziców, złe nawyki żywieniowe, które wyniósł z domu etc. Spotkał jednak na swej drodze człowieka, który go zainspirował do schudnięcia i zasugerował, że nieważne, co było kiedyś. Liczy się to, co możemy zrobić dziś i co zależy od nas. Prezes podjął więc walkę i osiągnął sukces, pozbywając się zbędnych kilogramów. Co więcej, zmotywował rodziców swoją postawą, aby i oni zrewidowali swoje nawyki żywieniowe i tryb życia.

Zatem: „Wszystko zależy od Ciebie”. Teraz słuchacze już zrozumieją, w czym rzecz. To jest właśnie proces, który nazwać możemy podłączeniem pracowników do tez stawianych w wystąpieniu: wartości (hasła) połączone z praktyką, z realnym życiem. Faktyczne zidentyfikowanie tych wartości może oznaczać, że staną się one dla pracowników
drogowskazami w ich codziennej pracy.

"Aby skutecznie przekazać pracownikom wartości towarzyszące strategii firmy, warto odwołać się do przykładów z ich życia – zawodowego bądź prywatnego."

Nowy obraz mapy bitowej (2)Abstrakcyjny koncept – w przekazie do słuchających – musi być połączony z emocją i blisko korespondować z ich życiem. Zdarza się też, że zamiast propagandy sukcesu lider organizacji występując przed pracownikami ogranicza się wyłącznie do krytyki, dezawuując dotychczasową pracę załogi i  jej efekty. Taka postawa z pewnością nie przełoży się na wzrost efektywności; z całą pewnością za to, obniży poczucie własnej wartości poszczególnych pracowników.

Drugim poważnym błędem popełnianym przez występujących publicznie liderów jest komunikacja ograniczona do abstrakcji. Narracja taka jest nudna, ponieważ mówi o rzeczach, których większość ze słuchaczy nie jest w  stanie zapamiętać i staje się senna. Kiepska perspektywa, prawda? Dlatego tak wiele zależy od sposobu mówienia, narracji w  którą ubierzemy treści (wartości) do przekazania. Zmiana tonu, emocji, ruch i urozmaicenie – zwiększą potencjał przekazu.

Najważniejszy w tym kontekście zaś jest jasny (komunikatywny właśnie!) język; prosty, poparty przykładami. Kiedy wygłoszę znane hasło: „Podróże kształcą”, pozostanie ono frazesem. Ale jeśli opowiem historię z własnego życia – jak pasja podróżowania przełożyła się na naukę kolejnych języków obcych i pracę w kilkunastu krajach świata – hasło, że podróże kształcą,nabierze zupełnie innego sensu. Stanie się wiarygodne.

Przykład ten bowiem uzasadni wcześniej postawioną tezę. Konstruując przemówienia stosuję tzw. format prezentacyjny. To struktura prezentacji opierająca się o 4 istotne dla odbiorców pytania.

Każdy mówca, zanim wyjdzie na scenę, powinien je sobie zadać w następującej formie:

– Dlaczego? Dlaczego ktoś ma mnie słuchać
(a więc: jak zmotywować słuchacza)?
– Co? Jaką treść mam do przekazania?
– Jak? W jaki sposób słuchacz
ma konkretnie wdrożyć treść?
– Jak było? Feedback: jeśli cele są
już realizowane, czy są realizowane dobrze,
czy nie popełnia się błędów?

Dobra prezentacja może być nieśmiertelna (tak jak słynne: „I had a dream” Martina L. Kinga). Pod warunkiem jednak, że zawiera wartość, z której słuchacz może skorzystać w praktyce (odnieść ją do własnego życia, np. powierzonych zadań w pracy). Czym może być ta wartość? Z jednej strony merytoryka (wiedza fachowa), z drugiej zaś – warstwa emocjonalna (słuchacz jest zainspirowany, uniesiony, zmotywowany). Tylko połączenie obu tych elementów przyniesie wymierne korzyści.

Jak motywować słuchaczy?

Motywacje, którymi kieruje się pracownik, wykonując powierzone zadania, mają różnorodną naturę i siłę.

Warto odwoływać się do następujących poziomów:

Fizjologia

Zadbajmy o to, by słuchacz znajdował się w warunkach, które zapewnią właściwy odbiór (musi być najedzony, wyspany, wypoczęty; trudno spodziewać się efektów po speechu wygłoszonym podczas wyjazdu integracyjnego nad ranem, kiedy większość jest zmęczona z niewyspania lub tzw. „wczorajsza”).

Problemy do rozwiązania

Warto wskazać kilka konkretnych kwestii, z którymi mierzy się grupa docelowa. Znalezienie i wyartykułowanie realnych problemów wywoła efekt identyfikacji słuchaczy  z tym, co mówi spiker. Np. pracownicy w wieku ok. 40 lat doskonale zrozumieją problem wypalenia zawodowego bądź trudów godzenia życia prywatnego z pracą, ponieważ tej grupy problemy te dotyczą najczęściej.

Ambicja i chęć rozwoju

Ten poziom dotyczy przyszłości słuchaczy i odpowiada im na pytania: kim chcę być i co chcę mieć. Każdy z nas ma bowiem jakieś plany i marzenia, a dobry speech powinien pomagać w ich realizacji. Jak więc wyobrażają się sobie słuchacze za jakiś czas? Podłącz treści swego speechu do ich planów, a z chęcią Cię wysłuchają.

Uczucia wyższe

Każdy człowiek dąży do szczęścia, miłości, radości. Należy więc speechem odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, aby pracownik był szczęśliwszy, bardziej kreatywny, spontaniczny; to kluczowe motywatory w  życiu człowieka, także zawodowym.

Samorealizacja

To jeden z najskuteczniejszych motywatorów – przemówienie powinno podpowiadać, jak pracownik może realizować się pełniej, wykorzystać indywidualne talenty, odnaleźć je w pracy.

Altruizm

Dawanie motywuje bardziej niż dostawanie. Każdy speech powinien dawać uczestnikowi wartość również taką, której się nie spodziewał. Może głęboki morał? Osobista historia? Zostanie to bardzo docenione.

Wizja

Za każdą firmą muszą stać idee, a te odpowiadają na pytanie: Jak możemy razem zmienić świat. To najpotężniejszy motywator, bo nadający sens ludzkiemu życiu. Najlepsi mówcy w historii świata zawsze opierali o to swoje przemowy.

Skuteczność dobrego speechu

Jeśli zastosujemy powyższe narzędzia można spodziewać się, że mówca dokona efektywnego przekazu. To zaś oznacza, że należy przyjąć pewne narzędzia i  parametry, które umożliwią zmierzenie efektów speechu. Ich natura może być krótko- bądź długofalowa. W pierwszym przypadku oznacza ocenę przemówienia; odbiorcy
(np. w skali 1-10) oceniają w ankiecie jakość speechu i ograniczają swe wnioski ograniczą się jednak do przeżyć podczas prezentacji.

Słuchacz – odbiorca przemówienia – musi zostać umiejętnie podłączony do treści przekazu. Najlepiej za pomocą przykładów odnoszących się do jego życia.

Co jednak z celami, z jakimi wyszedł do słuchaczy, z misją i wartościami firmy, które przedstawił załodze? Efekty długofalowe są trudniejsze zarówno do uchwycenia, jak i osiągnięcia, a odnoszą się przede wszystkim do konkretnych wyników osiąganych przez firmę (na ile cele dotyczące np. jakości pracy, a zaproponowane w przemówieniu, przełożyły się na praktykę organizacji). Uczestnicy wystąpienia mogą, wychodząc z sali, znakomicie oceniać jego treść i formę. Kluczowa jest jednak zmiana postawy – efekt długofalowy (np. w postaci podniesienia efektywności poszczególnych pracowników, zespołów, działów itd.). Wielu liderów firm zakłada optymistycznie, że 30-minutowy, energetyczny speech dokona rewolucji w całej organizacji.

Oczywiście, w każdej strukturze można odnaleźć osoby, które wewnętrzną motywacją zwiększą swoją efektywność (a  speech będzie stanowić bodziec do trwałej zmiany); należą oni jednak do zdecydowanej  mniejszości i  tak naprawdę zmotywowani już są. Reszta zaś wymaga działań stałych, długofalowych. Na zmianę ich postaw potrzeba więcej pracy i czasu. Trzeba bowiem pamiętać, że każdy speech motywacyjny jest skonstruowany na zasadzie intensywności, dużej energii, lecz jednocześnie – jest zdarzeniem krótkotrwałym, często jednostkowym. Założenie, że jedno – choćby najlepsze – przemówienie naprawi dotychczasowe merytoryczne błędy w zarządzaniu przypomina nakładania plastra na drzazgę tkwiącą w  ciele. Speech motywujący zawiera więc w sobie dużą intensywność, lecz krótkotrwałą. Proces wdrażania założeń zawartych w przemówieniu – wręcz przeciwnie. Stanowi pracę organiczną, rozciągniętą w czasie (por.: wykres Speech a wdrażanie strategii). Należy połączyć te obie kwestie i wtedy osiągnie się najlepsze rezultaty.

Podsumowanie

Większość przemówień publicznych skazana jest z góry na niepowodzenie, ponieważ ich treść przesycona jest teorią i danymi, a pozbawiona emocji oraz przykładów, które odnoszą się wprost do doświadczeń odbiorcy. Prezentowany cel czy dalekosiężna misja organizacji powinny korespondować z zadaniami pracowników – bez skutecznej komunikacji wewnątrz firmy, jednorazowy speech nie przyniesie długotrwałych efektów.

Artykuł ukazał się w magazynie „THINKTANK”

Robię szczęście

Czy Polacy żyją według filozofii slow life?

Mateusz Grzesiak: Większość z nas żyje w pośpiechu. Jesteśmy na dorobku. Statystyczny Polak pracuje tygodniowo 51 godzin. Co dziesiąty jest zatrudniony na dwa etaty. Generalnie, ludzie pracują więcej niż powinni. Rocznie na życie zawodowe poświęcamy dwa tysiące godzin. Dla porównania, Niemcy pracują ok. 1400 godzin. Oni osiągnęli już wysoki status i mogli sobie pozwolić, by zająć się slow life. Są też na innym poziomie świadomości jako kultura.

Nie namówimy Niemca, żeby pracował w weekend.

Namówimy za to, by w weekend w Niemczech chętnie pracowały inne nacje – np. Polacy, bo dostaną dwa razy większą stawkę. Ciekawe, że slow life dotyczy też osób, które nigdy nie podjęły działań , by osiągnąć tradycyjnie rozumiany sukces i wolą funkcjonować w swoich małych światach. Oni też żyją slow, tyle, że nieświadomie. W Polsce wielu zwolenników życia bez pośpiechu jest wśród przedstawicieli generacji Y – to ludzie urodzeni po roku 80. Dla nich styl życia jest istotniejszy od tego, co motywowało ich rodziców – zarabiania pieniędzy. Z każdym rokiem filozofia „igreków” coraz bardziej będzie definiować ogólne wartości Polaków.

Czy polskie firmy dbają o to, by pracownicy mogli zachować równowagę między życiem zawodowym a prywatnym?

Od 13 lat zajmuję się coachingiem i szkoleniami. Mam 200 dni szkoleniowych w roku. W Polsce, do tej pory, dostałem tylko jedno zlecenie, żeby wyszkolić menedżerów z zakresu work-life balance. Poprosiła mnie o to polska firma działająca międzynarodowo. Prowadzę jednak szkolenia, które pośrednio ułatwiają znalezienie równowagi pomiędzy różnymi sferami życia. Namawiam pracowników do uprawiania sportu, uczę ich zarządzania emocjami, stresem. Work-life balance znajdzie się w centrum zainteresowania dopiero za jakiś czas, gdy uświadomimy sobie, jakie są cienie sukcesu jedynie zawodowego.

Jakie codzienne czynności lubi Pan celebrować?

Bardzo lubię celebrować espresso. Temu rodzajowi kawy chętnie nadałbym nazwę slowpresso (śmiech). Najpierw przez dłuższą chwilę wącham kawę, później dopiero ją smakuję. O moich doznaniach decyduje tak wiele czynników. To, w jaki sposób kawa była parzona, w jakiej filiżance ją podano, jaka jest pora dnia, mój nastrój, itd.
Kawę pije Pan powoli, ale później dostaje Pan „kopa” energetycznego…

To zależy, jak się do tego podchodzi. Spędziłem tyle lat medytując, że mogę się oddzielić od tego skoku energii i się z nim nie identyfikować. Nawet jak moje serce wali, wiem, że to jest reakcja ciała, a nie moja. Patrzę na to z boku. Weźmy inną sytuację. Nie powiem, że jestem zestresowany. Powiem – moje ciało odczuwa stres.

Co doradziłby Pan osobom, które wracają po urlopie do pracy i chcą uniknąć przygnębienia?

Wiele osób wracających z wakacji ma zespół napięcia powakacyjnego. Symptomy to bóle głowy, zdenerwowanie, problemy z koncentracją, kiepski nastrój, itd. Patrzę na ten problem z dwóch perspektyw. Z jednej strony, wracając do biura, możemy zacząć pracę od łatwiejszych zadań, nie brać od razu dużo na głowę, rozplanować zadania, itd. Z drugiej – jeśli ktoś nie lubi swojej pracy, to będzie przeżywać katusze każdego dnia. Ja nigdy nie doświadczyłem zespołu napięcia powakacyjnego, bo kocham to, co robię.

Jest Pan coachem. Jak reaguje Pan na zarzuty, że coachowie to manipulanci, ludzie bez odpowiedniej wiedzy i doświadczenia?

Reaguję tak samo jak lekarze, którzy słyszą, że są pachołkami firm farmaceutycznych. Jak sprzedawcy, którzy rzekomo wciskają drogie produkty staruszkom. Każdej profesji coś się zarzuca. Jest faktem, że coachem może być każdy po skończeniu chociażby internetowego kursu w Anglii. Aktualna moda, potrzeby rynkowe i wizja dużych pieniędzy sprawiają, że jest to zawód, który przyciąga coraz więcej ludzi. Siłą rzeczy, im więcej coachów, tym więcej takich, którzy mają mniejsze kwalifikacje. Jednak każdy przypadek musi być indywidualnie rozpatrywany. Osoby takie jak ja nie usłyszą, że są niewykształconymi coachami, bo skończyłem chociażby trzy fakultety i dużą liczbę kursów. Poza tym, weźmy pod uwagę pewien ważny schemat kulturowy. Polacy są jedną z najbardziej nieufnych nacji na świecie. Według badań prof. Janusza Czapińskiego tylko 12% Polaków jest przekonana o tym, że inni mają dobre intencje. Tak więc permanentnie podejrzewamy, że ktoś chce nas wykorzystać i to także wpływa na zniekształcenie obrazu zawodu.

Wróćmy do zagadnień poradniczych. My idziemy do pracy, a nasze dzieci do szkoły. W jaki sposób obudzić w nich pasję do nauki?

Odniosę się do własnego życia. Swojej córce demonstruję przydatność różnej wiedzy. Jakiś czas temu po raz pierwszy wybrałem się z nią na basen. Wszedłem do wody i zacząłem pokazywać jej, w jaki sposób można się świetnie bawić. Zrobiłem kilka kółek, nurkowałem. Adriana chciała robić to samo. Trzymając ją za ręce, pozwoliłem, by weszła do wody. Szybko się zorientowała, że się topi. W ten sposób nabrała motywacji, by nauczyć się pływać. Po pół roku potrafiła już nurkować na dwa metry. Inną metodą jest stworzenie kontekstu, w którym nauczenie się czegoś, jest konieczne, by dobrze funkcjonować. Adriana ma 4,5 roku i zna biegle trzy języki – polski, angielski i hiszpański. Dlatego że stworzyliśmy z moją żoną Meksykanką system, w którym ja ciągle mówię po polsku, ona po hiszpańsku, a w przedszkolu obowiązuje angielski. Kolejna metoda, którą stosuję – codziennie wieczorem pytam córkę, czego się w danym dniu nauczyła. Czytam jej bajki i zadaję pytania uczące myślenia.

Jakie stawia Pan sobie cele realizując projekt „ojciec”?

Chcę wychować moją córkę na etyczną, mądrą, efektywną, holistyczną i międzynarodową osobę. Będę ją wychowywać mniej więcej do 14 roku życia. Później zacznę być bardziej przyjacielem, mentorem, bo nie wierzę w model, że rodzicem jest się do końca życia. Ten, kto chce dawać rady nastoletniemu dziecku, niewiele wskóra.

Co pięknego spotkało Pana w ostatnim czasie?

Od jakiegoś czasu moja córa ciągle mówi do mnie „tatuś”. Wcześniej mówiła „tato”. To mnie zupełnie rozkleja. Słowo „tatuś” ma w sobie tak ogromną ilość miłości, ciepła. Kiedy Adriana krzyczy „tatuś”, potrafię wszystko rzucić i przybiec do niej.

A jakie doświadczenie było dla Pana najbardziej traumatyczne?

W październiku zostałem uprowadzony w Sao Paulo. Jak zwykle po przylocie, odebrał mnie organizator szkoleń. Gdy jechaliśmy przez miasto, nagle uderzył w nas inny samochód. Zatrzymaliśmy się na poboczu. Kierowca poszedł sprawdzić, co się stało. Wrócił z dwoma bandytami. Mimo pistoletu przy ciele, zachowałem zimną krew. By przeżyć i nie stracić całego dobytku, stosowałem różne techniki psychologiczne i komunikacyjne. Zacząłem np. rozmawiać z nimi tak, jakby to byli moi kumple. Na końcu mnie przepraszali za to, co się wydarzyło. Później swoim kursantom mogłem wyjaśniać, jak powinni zachowywać się w takiej sytuacji. Opowiadałem o tym również w polskiej telewizji.

Pana najnowsza książka nosi tytuł „100 happy days, czyli jak się robi szczęście w 100 dni”. „Robić szczęście”… Hmm, to ciekawa figura językowa.

Szczęście to dla większości Polaków jakiś abstrakcyjny koncept. A dla mnie to podejście do życia, które wiąże się z tym, że jestem kowalem swojego losu. Tworzę takie sytuacje, które pozwalają mi czuć się szczęśliwym. I dlatego robię szczęście. Polacy są kulturą romantyczną i oni uważają, że rzeczy same się dzieją, i to jest spontaniczne i prawdziwe. Ja patrzę na to również naukowo i trochę w stylu niemieckim, czyli szukam modeli i strategii na bycie szczęśliwym. Ta książka łączy oba podejścia, czyli analitycznie opisuje moje codzienne doświadczenia.

Skoro stara się Pan być kowalem swojego losu, ciekawi mnie, w jakich okolicznościach poznał Pan swoją żonę.

W 2008 r. chodziłem z kursantami po ulicach Mexico City i tłumaczyłem im, w jaki sposób poznawać nieznajome osoby. Jeden ze studentów zapytał mnie, czy tę technikę można wykorzystać do podrywania dziewczyn. Odpowiedziałem, że jak najbardziej. Poprosił więc, bym zagadał do wskazanej kobiety. Dzisiaj ta kobieta jest moją żoną. Poznanie było spontaniczne, a siedem lat małżeństwa to już mądre zarządzanie.

Artykuł ukazał się w magazynie „Slow & Life”

Sukces można naśladować

Przeglądałem wiele fragmentów twoich szkoleń. Czasami uczysz ludzi na temat relacji kobiet i mężczyzn – uświadamiasz im, jak nie popełniać błędów w komunikacji z drugim człowiekiem. A jak unikać problemów w relacjach: pracownik – pracodawca?

Mateusz Grzesiak: Tak, trzeba powiedzieć, że oni wchodzą w inne role niż te, do których odgrywania się zobowiązali. Działa to na tej samej zasadzie jak w przypadku kobiet i mężczyzn. Pomijając różnice fizjologiczne, mamy do czynienia z sytuacją, w której każdy z nas ma do odegrania rożnego rodzaju role. Wejście w rolę polega na przyjęciu określonej osobowości. Składają się na nią konkretne cele do osiągnięcia, charakterystyczne zachowania, działania, które powinniśmy podejmować, oraz sytuacje, których powinniśmy unikać. Na takiej zasadzie funkcjonuje świat, zarówno w odniesieniu do rodziny, jak i w kontekście organizacji, w której każdy wie, jakie ma zadania do wykonania i co ma robić.

Każdy z członków organizacji posługuje się indywidualnym językiem, czyli językiem swoich potrzeb, oraz językiem kolektywnym, dostosowanym do potrzeb danej zbiorowości.

Wystarczy, że ktoś wejdzie nie w tę rolę, co trzeba, aby organizacja przestała funkcjonować. Przykładem takiego zaburzenia w relacjach damsko – męskich byłaby sytuacja, w której ona zaczęłaby matkować swojemu mężowi, on z kolei musiałby stać się dla niej synem. Układ, na który się umówili, był partnerski, oparty na relacji: mąż – żona. O ile matka będzie kompetentną matką dla swojego oryginalnego dziecka, o tyle będzie zupełnie beznadziejna i dysfunkcjonalna, jeżeli chodzi o konieczność konkurowania z teściową, ponieważ żadna dorosła kobieta nie będzie w stanie tak kochać męża, jak jego własna matka.

W kontekście firmy byłaby to sytuacja, w której np. szef przestaje szefować, a zaczyna ojcować. W tym momencie wszyscy pracownicy zupełnie nieświadomie wchodzą w role dzieci. Dzieci przestają myśleć tak jak dorośli, nie działają jak dorośli i nie osiągają efektów na miarę możliwości dorosłych pracowników. Generuje to wiele problemów, które mają charakter systemowy i nie są w ogóle związane z jednostkami. Popularnym na całym świecie problemem pojawiającym się w wielu kontekstach jest brak komunikacji.

Ludzie nie porozumiewają się ze sobą we właściwy sposób, dochodzi do zakłócenia rożnego rodzaju przekazów, rozkazów, komend, próśb, co sprawia, że następuje pomiędzy nimi komunikacja na zasadzie głuchego telefonu. Jedno mówi coś drugiemu, trzecie przetwarza, w konsekwencji powstaje zniekształcony komunikat, w którym nie wiadomo, o co chodzi. 

Przykładem może być sytuacja, kiedy szef mówi do pracownika: „Bądź efektywny”. Jeżeli powiem: „Zamknij oczy” lub „Podnieś rękę”, to będziesz wiedział, w jaki sposób wykonać to polecenie, dlatego że jest ono jednoznaczne i precyzyjne. Ale jeżeli powiem do kogoś: „Bądź”, to ten ktoś nie jest w stanie wyegzekwować sensu czasownika „bądź”, ponieważ jest on tak wieloznaczny, że nikt nie wie, o co chodzi. Na tej samej zasadzie rodzice mówią do dzieci: „Bądź grzeczny”. I nie wiadomo, o co chodzi, ponieważ nikt nie jest w stanie tego wyegzekwować. W ciągu dnia pracownik otrzymuje od szefa mnóstwo nieprecyzyjnych, wieloznacznych komunikatów. Tego typu komunikacja nigdy nie będzie działać.

Dlaczego jedni ludzie osiągają sukces, a inni nie?

Dlatego, że myślą inaczej. Recepta na sukces nigdy nie była tak dostępna jak dzisiaj. Mamy sprawdzone modele, które należy duplikować. Ludzie nie wiedzą, czym jest sukces, jak on funkcjonuje, ponieważ ciągle nie jest on w tzw. mainstreamie.

Jakiś czas temu fitness został spopularyzowany w dużym stopniu, dlatego Polacy dziko ćwiczą. 25 lat temu tylko 25 proc. społeczeństwa było aktywne, jeśli chodzi o sport, 15 lat temu już 50 proc., a dzisiaj tylko 25 proc. nie ćwiczy (mówimy o aktywnościach rożnego typu, nie tylko o ćwiczeniach na siłowni). W związku z tym większość ludzi zaczęła uprawiać sport. Stało się to trendem. Podobnie coaching staje się mainstreamem. Nie wystarczy powiedzieć komuś: „Masz osiągnąć sukces”, ponieważ brzmi to abstrakcyjnie i nieprecyzyjnie.

Czy problem tkwi w tym, że ludzie nie uświadamiają sobie tego, czym jest sukces, czy w tym, że nie podejmują rękawic i nie walczą o swoje życie? Tak naprawdę sukces jest na wyciągnięcie ręki?

Po pierwsze, nie mają pojęcia o tym, że sukces jest świadomie osiągalnym następstwem określonych działań. Nie zdają sobie z tego sprawy, ponieważ nie jest on elementem wychowania publicznego. Uczymy się przysposobienia obronnego, a nie uczymy się, jak zarabiać pieniądze.

Ludzie zapominają 90 proc. informacji wyniesionych ze szkoły i kończą w rożnego rodzaju kieratach – tkwią w systemach, które zostały stworzone nie przez nich, i odgrywają role, na które nawet nie mają ochoty. Po drugie, nie widząc na horyzoncie sukcesu, ludzie przestają się uczyć. Nie zdają sobie sprawy, że to jest tak jak z nauką języka obcego.

Trzeba nauczyć się myślenia w kategoriach sukcesu, a potem podjąć odpowiednie działania. Tak jak powiedziałem, te recepty istnieją, są powtarzalne i sprawdzalne.

W Polsce mamy ponad 100 tys. milionerów, ludzi, którzy przekroczyli poziom posiadania dużych pieniędzy. Ludzie ci mogą dawać powtarzalne modele tego, w jaki sposób się to robi. Nie mówię o społeczeństwie amerykańskim, w którym jest 4,3 proc. milionerów, czy szwajcarskim, gdzie jest aż 9,5 proc., mówię o społeczeństwie mniejszym, polskim, które ma za sobą dwadzieścia kilka lat możliwości odpowiedzialnego i świadomego realizowania siebie. Jako społeczeństwo jesteśmy młodzi i głupi. Mieliśmy strasznie dużo do nadrobienia jako populacja, gdyż po dwustu latach zaborów, komunizmu, rozbiorów dopiero zaczynamy przyswajać sobie to, że sukces jest czymś realnym.

Artykuł ukazał się w magazynie „Benefit”

10 rzeczy, które musisz wiedzieć o pokoleniu Y

Jeśli chcesz wiedzieć, skąd biorą się ich wygórowane oczekiwania, dlaczego często zmieniają pracę i z czym mają największe problemy, poniżej znajdziesz psychologiczno-socjologiczną analizę osób reprezentujących to pokolenie. Czytaj uważnie – ci ludzie to twoi potencjalni klienci, pracownicy, a wkrótce być może szefowie!
Szyfr rodem z Enigmy? Nie! To opis pokolenia milenijnego, ludzi urodzonych po roku 1980 i przed 2000. Są następcami X-ow i torują drogę dla F-ow (pokolenia Facebooka, czyli dzisiejszej młodzieży urodzonej w czasach mediów społecznościach). Każde pokolenie ma pewne archetypowe i niepowtarzalne cechy odróżniające je od wcześniejszych generacji, co wywołuje między nimi oczywisty konflikt (interesów, wartości, przekonań).

Jestem wyjątkowy

Komunizm niszczył indywidualność i skupiał się na promowaniu kolektywu. Kapitalizm z założenia inwestuje w jednostki, zachęcając je do kreowania samego siebie. Pokolenie Y, dorastające po transformacji ustrojowej, dostało wyraźny przekaz: Ty jesteś ważny, Ty jesteś najważniejszy, Ty jesteś swoją najlepszą inwestycją. Konstruktywnie jest wierzyć w siebie, ale drugą stroną medalu jest narcyzm i zadufanie. Y-ki są więc najlepsi, ale nieskromni.

Future junkie

Dosłownie tłumacząc: „ćpun przyszłościowy”. Generacja Y inwestuje w to, co zmienić można, czyli w przyszłość. Zapomnijcie o tradycji, patriotyzmie w formie spotkań z weteranami, wyzywania się od komunistów czy o miłości do poezji. To pokolenie dynamiczne, technologiczne, nastawione na to, co dopiero przyjdzie. Politycy mówiący o przeszłości zupełnie do niego nie trafiają.

Chodzi o szczęście

Y-ki chcą równowagi i spełnienia. Szczęście jest rozumiane jakościowo, nie chodzi więc tyle o „mieć”, ile bardziej o „być”. Nie uciekają od biedy tak jak ich rodzice. Nie mają kompleksów gorszości i nie muszą udowadniać dobrami materialnymi swojej wartości. Nie muszą mieć samochodu czy telewizora, by moc się pochwalić sąsiadom i wyróżnić się z tłumu. Chętnie zamienią nadgodziny na piwo ze znajomymi.

Gramy drużynowo

Oj, biada tym pracodawcom, którzy są zwolennikami metody kija i marchewki. Y-ki szukają partnerstwa i źle czują się w monotonnej „robocie”, bo nie pozwala im ona na kreowanie głównej wartości tego pokolenia ‒ samorealizacji. Szukają miejsca gdzie mogą zabłysnąć, odkryć siebie, rozwinąć kompetencje. O wiele bardziej interesuje ich struktura płaska w miejscu pracy (wszyscy jesteśmy równi, choć zajmujemy się rożnymi rzeczami) niż hierarchiczne mechanizmy szefa i podwładnego. Autorytet szefa nie zależy od stanowiska, ale od cech jego osobowości i kompetencji.

Luzik

Małżeństwa tej samej płci? Jasne! Legalizacja marihuany? Najwyższy czas! Rozwód mailem? Ułatwia sprawę! Eutanazja? Każdy ma prawo do decydowania o sobie! Pokolenie milenijne ma neoliberalne podejście do polityki, kultury i gospodarki. Unika konserwatyzmu. Jest bardziej otwarte na świat jako globalną wioskę, jednocząc się z koncepcją planety jako całości niż z państwami narodowymi. To świat kobiet, które potrafią aktywnie uwodzić mężczyzn, i mężczyzn, którzy nie wstydzą się wrażliwości.

Piotruś Pan, wieczna księżniczka

Y-ki nie chcą dorastać. Nie mają nic przeciwko mieszkaniu z rodzicami mimo upływu lat. Dorosłość nie jest dla nich kwestią wieku, ale synonimem dojrzałości, czyli cech charakteru i umiejętności. Są zrażeni błędami swych matek, które zaraz po ślubie rzuciły pracę i zaczęły rodzić dzieci. Nie chcą skończyć jak ojcowie, którzy bez życia prywatnego w stresie pracują od rana do wieczora. W mniejszym stopniu niż reprezentanci X-ów kierują się zasadą „nie wypada”.

 Artykuł ukazał się w magazynie „Benefit”

Lifehacking

Kilkadziesiąt lat temu nikt nie myślał w kategoriach modelowania sukcesu – budowania duplikowalnych wzorców, które służą do osiągania powtarzalnych efektów. Później, gdy psychologia poznawcza upraszczała i upowszechniała narzędzia komunikacyjne, zaczęły powstawać coraz efektywniejsze modele służące do rozwiązywania określonych problemów.

Masz problem w związku? Przeprowadź rozmowę z partnerem w następujący sposób: powiedz o tym, co czujesz, nie atakuj ani nie obwiniaj, nie generalizuj, tylko odnoś się do konkretnego zachowania w konkretnej sytuacji. Chcesz osiągnąć życiowy sukces? Pracuj dużo, rob to z pasją i konsekwentnie, podnoś poprzeczkę i bądź zdeterminowany. Kto to powiedział? Kilka tysięcy osób, które w życiu zawodowym osiągnęły wyniki na poziomie światowym i zostały przebadane przez psychologów.

Modelowanie

Każda umiejętność bazuje na określonej strukturze. Ta struktura ma w sobie pewne składniki połączone w sekwencji, która daje powtarzalny rezultat. Jeśli model jest funkcjonalny, to oprócz tego, że samemu będzie można go powtarzać, osiągając każdorazowo identyczne rezultaty, dodatkowo staje się on duplikowany – można go przekazać innym osobom.

Tak działa każda dobra franczyza – budowany jest inteligentny model i to na strategii bazuje sukces przedsięwzięcia, a nie na indywidualnym (a co za tym idzie niepowtarzalnym) sukcesie jednostki. Modelem jest zarówno franczyza restauracji, zrobienie pączków, jak i pływanie lub mówienie w obcym języku – musisz wiedzieć za każdym razem, czego się uczyć (których słówek, zasad gramatycznych wymowy) oraz w jakiej kolejności.

Nowe możliwości

A co z życiowym sukcesem? Ze szczęśliwym związkiem opartym na dojrzałej komunikacji i miłości? A co z marzeniem, by zostać milionerem lub właścicielem dochodowego przedsiębiorstwa? A co z rozwojem startupu w duży biznes? To, co jeszcze dekadę temu było nazywane łutem szczęścia, przypadkiem, talentem, dziś funkcjonuje w mierzalnej i co najważniejsze powtarzalnej formie modeli, które są sprawdzone i gotowe do wprowadzenia w życie.

Psychologia opisująca procesy behawioralne, emocjonalne i intelektualne w połączeniu z wiedzą praktyków mających za sobą lata doświadczeń, przekazana w prosty sposób przyjęła formę tzw. lifehackingu. Jest to obecnie jeden z najważniejszych trendów metodologicznych i edukacyjnych na świecie.

Lifehacking

Lifehacking to w skrócie model opisujący, jak osiągnąć zamierzony efekt „życiowy”. Ten model jest złożony z odpowiednich kroków, które – jeśli zostaną wprowadzone w życie – przyniosą oczekiwany wynik. Nie jest zestawem hipotez czy domysłów filozoficznych, ale opisem istniejącej już rzeczywistości, stąd też z definicji jest skuteczny. Jak się robi taki model?

Załóżmy, że lifehacker (osoba konstruująca model) przeczytała kilkadziesiąt osobistych historii ludzi, którzy się rozwiedli. Każda z nich opisała to, co zrobiła dobrze, i to, gdzie popełniła błędy. Lifehacker zauważa, że w ich historiach jest dziesięć powtarzających się wzorców (np. ustalenie warunków rozwodu w cztery oczy bez korzystania z rad rodziny czy przyjaciół), które spisuje w gotowy model i wypuszcza go na rynek jako „dziesięć technik pomagających w przejściu przez rozwód w szybszy i łatwiejszy sposób”.

Model działa dlatego, że każde doświadczenie powiela powtarzające się wzorce. Kluczem jest ich znalezienie i przedstawienie w sposób adekwatny do kanonów obowiązujących na rynku.

Life, bio, business, kitchen

W ciągu ostatnich kilku lat hacking życia stał się tak popularny, że dołączyły do niego inne dziedziny, wcześniej zarezerwowane tylko dla ekspertów. Okazuje się, że o wiele mniejszym nakładem pracy (bo nie trzeba powtarzać czyichś błędów) można osiągnąć dobre efekty również w innych kontekstach życiowych.

Chcesz spać krócej? Szukasz biohackingu, który buduje modele na to, jak mieć zdrowsze ciało, więcej witalności, a jednocześnie spać mniej. Chcesz zatrudnić właściwą osobę? Szukasz businesshackingu, czyli modeli przygotowanych przez ludzi zawodowo zajmujących się biznesem, którzy zatrudniali tysiące osób w swojej karierze. Chcesz ugotować dobrą zupę? Z pomocą przychodzi kitchenhacking i jeden z tysięcy kanałów internetowych, gdzie kucharze dzielą się swymi doświadczeniami. Dzięki dostępowi do informacji każdy może nauczyć się wszystkiego.

Przyszłość nauki?

Myślisz – to nie może być tak proste. Chcę prowadzić firmę i czytam jeden artykuł? Nie. Czytasz tysiące artykułów. Ale te artykuły są właściwe, sprawdzone, pochodzą z doświadczeń praktyków. Wprowadzasz tę wiedzę w życie i podnosisz jakość tego, co robisz. Lifehacking to nowy, pozaszkolny sposób nauki – wprowadzanie w życie działających modeli ludzi, którzy w danej dziedzinie osiągnęli sukces.

Każdy jest nauczycielem, ale nie każdy umie przekazywać swój potencjał innym, bo brakuje mu specyficznej wiedzy nazywanej modelowaniem. Nie ma w nim zbędnej teorii, technicyzmów i przerostu formy nad treścią. Jest łatwy do przyswojenia i ten sposób przekazu pasuje do trendów edukacyjnych i poznawczych dzisiejszych czasów. Ma uniwersalny i ponadczasowy charakter. Daje ogromne możliwości zarówno uczącemu się, jak i nauczycielowi, który tworząc modele, jest w stanie je potem oferować na rynku. Warunkiem jest umiejętność przełożenia własnych doświadczeń na przyswajalną dla uczącego się formę.

Artykuł ukazał się w magazynie „Benefit”

Wspieraj sport tak, jak sport wspiera Ciebie

Gdy zawodnicy reprezentacji wychodzą na murawę, wszystko w Brazylii zamiera. Po na co dzień potwornie zakorkowanych ulicach nie poruszają się żadne samochody. Chodniki, po których przechodzą tysiące ludzi na godzinę, są puste. Bary i restauracje są tak pełne, że nie ma gdzie stanąć. Kelnerzy, wpatrzeni w telewizory, zapominają o swojej pracy, choć nikt nie będzie miał do nich pretensji. W końcu dziś jest mecz. A jak jest mecz, nie ma znaczenia że obok milionera ze złotym zegarkiem na ręku na ulicy stoi żebrak, który żyje z dnia na dzień. Że tuż obok babci z gromadką wnucząt seksownie porusza się w rytm samby słyszanej z wuwuzeli w udających że cokolwiek skrywają szortach atrakcyjna modelka. Ona jest czarnoskóra, oni biali, a kawałek dalej jeszcze głośniej kibicują mieszkający tu licznie Brazylijczycy japońskiego pochodzenia. Dziś nie ma znaczenia, ile masz lat, jaki masz kolor skóry, czy mieszkasz w faveli bez prądu i rynsztokiem obok domu, czy w luksusowym apartamentowcu. Dziś jest mecz i wszyscy w Brazylii są tacy sami. Piłce nożnej udaje się coś, czego nie dokonał żaden polityk ani gwiazda estrady – zjednoczyć kraj i zniwelować, choć na chwilę, kolosalne różnice społeczne. Sport jednoczy ludzi.

W tym samym czasie wiele tysięcy kilometrów na północ, w małym amerykańskim miasteczku 25-letnia, atrakcyjna kobieta idzie do pracy. Jest pewna siebie, spełniona, a uśmiech nie schodzi jej z twarzy na wspomnienie wczorajszej randki z nowym chłopakiem. Po drodze wchodzi do kawiarni i kątem oka widzi otyłą kobietę w jej wieku, pałaszującą ciastka. Przypomina sobie, że jeszcze rok temu wyglądała tak samo. Uciekała przed trudnymi emocjami w niezdrowe jedzenie, była zła na siebie, że pracuje tam gdzie nie chce i nic z tym nie robi. Nie interesowała się mężczyznami, pewna, że żaden jej nie zechce. Wszystko w jej życiu uległo zmianie, gdy koleżanka po ciężkich bojach namówiła ją na wspólne bieganie. Między jedną a drugą zadyszką zobaczyła w sporcie szansę na pewność siebie, radość, pasję. I tak tydzień po tygodniu trenowała coraz intensywniej, a wraz z każdym utraconym kilogramem wracało poczucie własnej wartości. Znalazła lepszą pracę. Zdecydowała się na związek. Jest atrakcyjna i szczęśliwa. Sport buduje poczucie własnej wartości.

Gimnazjalista ze Słowacji nie miał łatwo w szkole – starsi koledzy robili sobie z niego żarty, a nauczyciele nie reagowali. Głupie docinki z czasem zmieniły się w rękoczyny i gdy przyszedł do domu z podbitym okiem, ojciec postanowił zapisać syna na karate. Chłopak początkowo się opierał, ale po kilku treningach jego postawa znacznie się zmieniła. Chodził wyprostowany, patrzył skoncentrowany przed siebie. Po kilku miesiącach poprawił wyniki w szkole, a gdy po raz kolejny został zaczepiony przez wredne dzieciaki, pokazał im jasno, że zasady gry się zmieniły. Był odważniejszy, a po roku systematycznych treningów również dojrzalszy emocjonalnie od swoich rówieśników. Stał się dla nich liderem, bo jego opanowanie, wewnętrzny spokój, umiejętność zdobywania celów były wzorcem dla innych. Karate go zmieniło i po latach wyrósł na pewnego siebie przywódcę. Sport kształtuje charakter.

Gdy brazylijscy siatkarze zdobywali kolejne punkty, niebezpiecznie doganiając w decydującym secie biało-czerwonych, polscy kibice nie mogli usiedzieć z nerwów na miejscu. Czyżby zaszli tak daleko i teraz mieliby przegrać? Każdy punkt jest na wagę złota, dosłownie i w przenośni! Aż w końcu jest! Złoto! Udało się, jesteśmy najlepsi na świecie! Polacy szaleją na trybunach. Tej nocy wielu z nich nie spało. Wspominali akcję za akcją, a gladiatorzy dnia dzisiejszego wejdą w ich wyobraźni na miejsca zarezerwowane dla bohaterów narodowych. W narodzie, który przez 200 lat walczył o to, by przeżyć, któremu silniejszy sąsiad zafundował wraz z komunizmem kompleksy, brak zaufania i brak nadziei, zwycięstwa grają bardzo istotną rolę. One budują dumę narodową, a ta wkrada się w serca Kowalskich i namawia ich, by osiągali sukcesy także w pracy, w samorozwoju, w pokonywaniu problemów życiowych. Dzięki sportowi można być dumnym z bycia tym, kim się jest.

Sport jednoczy. Sport buduje poczucie wartości jednostek i narodów. Sport kształtuje charakter, uczy dyscypliny i konsekwencji. Rozwiązuje konflikty rasowe i międzynarodowościowe. Łączy ludzi. Sport daje siłę słabszym i dumę zawstydzonym.

Sport rozwija. Sport wzmacnia. Sport łączy.

Artykuł ukazał się na portalu „www.kulturaisport.com”

Umiejętności miękkie możesz ćwiczyć jak jazdę na rowerze

Jest Pan najbardziej rozpoznawalnym trenerem rozwoju osobistego w Polsce, świadczy o tym chociażby liczba fanów na Facebooku, których jest już ponad 133 tysiące. Uczy Pan w kilku językach i krajach między innym w Brazylii oraz napisał Pan siedem książek. Jaka była Pańska droga na szczyt?

Mateusz Grzesiak: Długa, kręta, pełna upadków i sukcesów, smutków i radości. To opis emocjonalny. Opis merytoryczny zawiera dziesięć punktów, które były mi potrzebne na drodze do sukcesu i szczęścia.

1. Naiwność – wymyśliłem sobie kilkanaście lat temu, że będę najlepszym trenerem i coachem na świecie. To marzenie cały czas mnie motywowało.
2. Wdupomaność – nie ma dnia, bym nie był hejtowany, obrażany, wyzywany w internecie. To już trwa kilkanaście lat. Jak oni hejtują, ja idę dalej.
3. Podnoszenie poprzeczki – występowałem w Meksyku kalecząc hiszpański, a w Brazylii po portugalsku po kilkudziesięciu godzinach nauki portugalskiego. Przeżyłem porwanie w Brazylii. Porzuciłem wszystko dla miłości do kobiety. Wyszedłem z ciężkiej choroby serca, mimo złych prognoz. Schudłem ponad 30 kilogramów. Mam coraz trudniejsze zlecenia.
4. Drużyna – od wielu lat pracuję z tymi samymi osobami i ciągle szukam nowych do pomocy.
5. Prawdziwość – zaraz idę na fondue z rodziną w Paryżu.
6. Podnoszenie kompetencji – minimum miesiąc w roku spędzam na szkoleniu siebie.
7. Koncentracja – pracuję tylko jako coach i szkoleniowiec.
8. Różnorodność – byłem w ponad 120 krajach w życiu. Znam 8 języków. Pracowałem w kilkunastu różnych kulturach. Skończyłem 3 różne kierunki studiów, w Polsce i zagranicą.
9. Altruizm – połowa mojej pracy nie jest opłacana. Przykładem są media społecznościowe, akcje charytatywne, współpraca z fundacjami.
10. Porażki – cała masa, np. utrata ze względu na złą inwestycję większości na tamten czas pieniędzy, które miałem.

Dlaczego akurat te dziesięć punktów jest taki istotnych, aby móc odnosić sukcesy w biznesie?

Jeśli chcesz osiągnąć coś, co przerasta ciebie lub innych dookoła, musisz być naiwnym marzycielem, bo tylko to utrzyma cię w dalszym dążeniu i konsekwentnej pracy. Ta naiwność po prostu po jakimś czasie staje się rzeczywistością.

Wdupomaność, czyli umiejętność nieprzejmowania się ograniczeniami innych jest ważna, ponieważ, większość ludzi z lęku nie sięga po najwyższe marzenia i przez to nie realizuje swego potencjału. To powoduje u nich frustrację i niezadowolenie z życia, z którego mogą wyjść albo pracą albo ściąganiem innych na swój poziom. Większość wybierze to drugie, dlatego większość nie ma tego, co by chciała. Musisz umieć przechodzić obok szczekających psów.

Należy stale podnosić poprzeczki, bo jeśli liczysz, że będzie łatwo, przegrałeś przed startem. Jeśli chcesz osiągnąć coś, czego inni lub ty nie osiągnęli, to czeka cię branie na siebie coraz trudniejszych rzeczy. Każdy z pokonanych demonów zostawi po sobie większą pewność siebie, nowe możliwości i umiejętności, jakich wcześniej nie miałeś.

Nie osiągniesz wielkich rzeczy sam, do tego potrzebujesz wsparcia ludzi. Naucz się budować relacje, zbierać zespół i nim zarządzać. Znajdź takich ludzi, którzy pomogą ci dojść tam, gdzie chcesz.

Jeśli nie masz choć jednej osoby, przy której nie musisz być jakiś, przegrasz. Potrzebujesz wsparcia kogoś, kto cię kocha i dobrze życzy. Im wyżej jesteś, tym więcej ludzi cię idealizuje (fałszywy podziw karmiący ego) i krytykuje (zazdroszczą i chcą ściągnąć na swój poziom, bo im przypominasz o ich niewykorzystanym potencjale). Potrzebujesz obok siebie ludzi, którzy powiedzą ci prawdę.

Problemem każdego mistrza jest zawodowy narcyzm, czyli osiągnięcie pułapu, na którym nie musi się już starać. ci, którzy nie uczą się ciągle, spadną ze szczytu. Jeśli ktoś uważa, że jest najlepszy, spadnie już za chwilę.

Nie możesz być najlepszy we wszystkim, więc wybierz jedną rzecz, w której chcesz świecić. Całą resztę deleguj lub porzuć. Nie zajmuj się małymi rzeczami, szkoda czasu, który mógłbyś wykorzystać na naukę i pracę.

Musisz robić różne rzeczy, jeść różne potrawy, odwiedzać nowe kraje, spotykać nowe osoby, tak by wciąż się stymulować do innego patrzenia na świat. Zamknięcie się na swoich ludziach, rodzinie, narodzie, wykształceniu czy zawodzie prowadzi do braku tolerancji i betonowości umysłowej.

Musisz myśleć o tym, jak pomagasz innym i zmieniasz świat. Egocentryzm nie da ci klientów, myślenie o sobie nie interesuje nikogo innego poza Tobą. Im bardziej skupisz się na innych, tym bardziej będą cię wspierać.

Będziesz przegrywał, będziesz się przewracał, będziesz miał kopany tyłek. Zaakceptuj to i idź dalej. Nie ma takiej opcji, by ci się zawsze udawało, więc od razu sobie daruj. Po prostu ucz się na błędach.

Czy Pańska droga na szczyt różni się czymś od tej, którą muszą przejść inni przedsiębiorcy?

Nie, bo choć są różne szkoły robienia bigosu, to rdzeń jest ten sam: musi być kapusta. Droga jest podobna: mieć marzenie, konsekwentnie i wytrwale pracować, pokonywać problemy i osiągać cele. Na porażki też jest przepis: nie brać feedbacku, obwiniać innych za swoje niepowodzenia, nie konfrontować się z lękiem, nie planować, nie dbać o równowagę w życiu, być egocentrykiem zamiast nastawić się na zmianę świata na lepsze, przejmować się ograniczeniami innych.

Co więc łączy ze sobą odnoszących sukcesy właścicieli biznesów?

Myślą globalnie. Myślą o tym, jak pomagać innym i zmieniać lokalną społeczność, kraj, świat. Działają organicznie i długoterminowo, a nie spekulacyjnie, szukając błyskawicznej gratyfikacji. Mają duże kompetencje miękkie i je rozwijają. Wiedzą, że będą mieli porażki i się ich nie boją. Stawiają najwyższe poprzeczki i równają do najlepszych, a przeciętni wstydzą się marzyć. Trzeba chcieć być najlepszym i iść po złoto. Otaczają się ekspertami z różnych dziedzin i wydają na nich pieniądze. Każdy z tych wybitnych przedsiębiorców angażuje do współpracy najlepszych ludzi, a zdobywa ich wizją, rozmachem, oraz pieniędzmi.

Zmiana świata to bardzo ambitny cel, a stworzenie biznesu o międzynarodowym zasięgu to również wielka odpowiedzialność. Na co więc powinni być przygotowani przedsiębiorcy, którzy myślą o rozwoju własnej firmy na rynkach globalnych?

Na zniekształcenia komunikacyjne wynikające z różnic międzykulturowych. Na konkurowanie w inny sposób z większymi graczami i konieczność przebijania się przez większy rynek. Na równowagę życia prywatnego i zawodowego, bo woda sodowa przyjdzie i oby nie była niszcząca. Na walkę z polskim poczuciem niższości i lękiem nakazującym bycie przeciętnym. Na pokusę wyjechania poza kraj do „ziemi obiecanej”, która jest iluzją.

Jak można stać się podobnym przedsiębiorcą do tych, których nazwał Pan wybitnymi?

Modelując ich zachowania, czyli robiąc to samo co oni i starać się to ulepszać. Na bieżąco obserwować trendy technologiczne i mentalne rozwoju świata i brać to pod uwagę w kontekście swojej działalności.

Pan jako coach również korzysta z narzędzi rozwoju osobistego, dzięki którym znalazł się Pan w czołówce najlepszych trenerów na świecie. Jakie techniki rozwoju osobistego stosuje Pan na co dzień, które może polecić Pan innym przedsiębiorcom?

Pierwsze co robię to wizualizuję, aby dokładnie zobrazować cel, który zamierzam osiągnąć i ścieżki prowadzące do niego. Zadaję sobie również pytania coachingowe służące do potencjalizowania tego co robię. Kolejną techniką jest feedback, czyli wyciąganie systematycznie wniosków. Dbam o precyzyjną komunikację, aby w zrozumiały sposób delegować pracownikom polecenia oraz o system motywacyjny, dzięki któremu mamy chęci do działania. To samo mogę polecić innym przedsiębiorcom.
Z jakich destruktywnych zachowań powinni zrezygnować startupowcy?

Na pewno z motywowania lękiem np. krzykiem, i karaniem, bo najlepsi ludzie się cenią i odejdą. Warto wyeliminować monotonię, czyli ciągłe robienie tego samego, w innym przypadku pracownicy wypalą się zawodowo. Negatywnie na rozwój biznesu działa również spoczywanie na laurach, przez co łatwo spaść ze szczytu albo wcale się na niego nie dostać. Przedsiębiorcy powinni też zrezygnować z chorej ilości pracy, bo zniszczą sobie czas wolny lub rodzinny i będą nieszczęśliwi.

Jakie umiejętności miękki powinni nabyć, aby z powodzeniem przewodzić firmie?

Na początek należy zadbać o inteligencję emocjonalną, która składająca się z kilku elementów. Pierwszym z nich jest samoświadomość, czyli rozpoznanie i zrozumienie emocji oraz zachowań. Kiedy wiemy jakie emocje nam towarzyszą możemy je kontrolować. To się nazywa samokontrolą, czyli zmianą stanów emocjonalnych i ich intensywności na adekwatne.Ważną umiejętnością jest motywowanie, czyli zarządzaniem emocjami w celu zobowiązania się do podjęcia działań, rozpoczęcia ich i konsekwentnej realizacji. Kolejnym aspektem jest umiejętność wchodzenia w buty innych ludzi, czyli empatia, dzięki niej możemy rozpoznawać emocje innych osób i odpowiednio na nie zareagować. W ten sposób również będziemy zarządzać relacjami. Ponadto istotną rolę odgrywa coaching, dzięki któremu możemy precyzyjnie się komunikować i ulepszać działania. Kolejne umiejętności, które należy zdobyć to m.in. sprzedaż, bo bez niej zniszczymy swój potencjał, nie oferując go światu i nie pokażemy naszych walorów. Marketing, bo ten co ma umiejętności bez marketingu, nie sprzeda ani razu. Budowanie relacji, bez których w biznesie ani rusz. Planowanie czasu, by zarządzać procesami i utrzymać równowagę między życiem osobistym i zawodowym. Psychologia osiągnięć, tak by umieć motywować siebie i zespół. Zarządzanie ludźmi, by nie robić wszystkiego samemu.

Które z nich są najważniejsze?

Wszystkie są niezbędne. Bez inteligencji emocjonalnej nie zmotywujesz ani siebie ani zespołu. Bez coachingu będziesz powtarzał te same błędy. Jak nie zbudujesz relacji, konkurencja będzie Ci szkodzić albo sam dojdziesz do sufitu swych możliwości. Bez planowania nie wstaniesz rano z łóżka, nie przewidzisz problemów i się przed nimi nie zabezpieczysz. Nie ma czegoś takiego, jak niepotrzebna część ciała, a wybór czy uciąć rękę czy nogę jest zły niezależnie od wyniku.

W jaki sposób można ćwiczyć te umiejętności?

Tak jak jazdę na rowerze, wprowadzając je w praktykę. Najpierw warto je sobie uświadomić, potem zobaczyć kogoś, kto jako model da nam punkt odniesienia i stanie się wzorem, a następnie samodzielnie je ćwiczyć. Pod okiem eksperta, będzie nieporównywalnie szybciej. Dziś jest cała gama szkoleniowców oferujących te umiejętności, bo edukacja miękka doczekała się w Polsce – wreszcie – docenienia i akceptacji, że bez niej ani rusz.

Artykuł ukazał się na portalu „www.mamstartup.pl”

Na karty historii

To nie mogła być łatwa rozmowa. Bo nie wierzyłem mu. Nie wierzyłem w coaching, w to że może cokolwiek zmienić w życiu innych ludzi. Przyszedłem walczyć. Obalać mity. Może nawet wykpić. Ale cóż… zostaliśmy przyjaciółmi.

Przeczytałem to, co piszesz. Nie rozumiem, jak można motywować tak bardzo rożnych ludzi do osiągania celów tak odległych, jak nauka obcego języka w kilka dni, sukces w biznesie, w życiu osobistym czy rodzinnym. Wydaje mi się to niepojęte. Nie rozumiem.

Mateusz Grzesiak: Nie musisz. Jesteś z Polski, twój sceptycyzm jest zupełnie zrozumiały.

Uprawiasz zawód, który jest od kilku dekad popularny na przykład w Stanach. Ma długą tradycję, kaznodzieje od lat opowiadają o Bogu mówiąc do tłumów. My jesteśmy z innej tradycji – katolickiej i protestanckiej, ani jedni, ani drudzy nie są przyzwyczajeni do tego, że tacy ludzie, jak ty, stają przed tysiącami ludzi, żeby zmienić im życie.

Jak połączysz religię z biznesem, to będziesz miał kłopot. Nie mówię o Bogu i nie jestem kaznodzieją. Mówię o emocjach, korzystając z konkretnej wiedzy psychologicznej, bo tak jest w przypadku trenerów i coachów. Każdy produkt, który znajduje klienta, jest oparty wprost o zasadę popytu i sprzedaży. Jeżeli ktoś chce czegoś słuchać, to znajdzie się ktoś, kto mu o tym opowie. Jakbyśmy się zastanowili, z jakiego względu pojawiło się to w Polsce kilkanaście lat temu…

…weszliśmy do grupy krajów wolnego rynku, demokracji. Wcześniej to Partia mówiła ludziom jak mają żyć, więc zwyczajnie nie było miejsca na uprawianie tego zawodu.

Właściwie to są trzy profesje. Pierwsza to public speaker – motywator, w ciągu godziny, może dwóch, mówi do dużej grupy. Wartość merytoryczna jego przekazu jest podyktowana jednemu zadaniu – ma słuchaczy zmotywować, dać im nadzieję, dać im wiarę, podnieść ich na duchu. Im masz większą publikę, tym bardziej liczy się emocjonalność przekazu. To edukacyjny spektakl.

Czyli trzeba umieć wywoływać emocje i nimi zarządzać. To jest sztuka. Performance.

Bez dwóch zdań! Drugi zawód to trener umiejętności miękkich. Przydatna wiedza, szczególnie w przypadku Polaków, bo mamy bardzo przeintelektualizowane podejście do życia. Uczymy się w szkole jak się nazywa stolica Madagaskaru i umiemy wymienić najdłuższe rzeki świata, ale pracodawca nie będzie od nas wymagał znajomości budowy pantofelka, ale będzie wymagał umiejętności pracy w zespole. Po co nam wiedza o tym, co była defenestracja praska?

Gdyby prezydent Komorowski pamiętał, co to jest defenestracja praska, być może nie przegrałby wyborów. To była u podstaw jednak kwestia pokory i jej braku.

Umiejętność pokory to czynnik miękki. Gdyby nad tym pracował, zdecydowanie lepiej podszedłby do tego, jak komunikować się z ludźmi. Więc umiejętności miękkie, jak widzisz, pomagają nawet prezydentom.

Trener pracuje interpersonalnie, z jednym człowiekiem?

To raczej ten trzeci zwód: coach. Trener występuje przed zdecydowanie mniejszymi grupami niż motywator, prowadzi seminaria albo warsztaty. One są oparte na przekazywaniu określonych umiejętności, chodzi już nie o spektakl, ale o czysty kontent. Wśród tych treści masz umiejętności miękkie: inteligencję finansową – jak zarabiać pieniądze, inteligencję emocjonalną – jak kontrolować emocje, motywować ludzi itd., niezwykle w tej chwili popularne przywództwo – jak budować grupę i nią zarządzać. Mogą się w tej grupie znaleźć opcje związane z inteligencją społeczną, czyli jak budować relacje. „Jeden na jeden” to proces, który nazywamy coachingiem. Krótko mówiąc: przychodzisz do mnie, siadamy, wybieramy dziedzinę twojego życia, z którą masz problem. Na przykład relacje, więc mówisz: „Ja bym chciał żyć tak, żebyśmy byli z żoną bardziej szczęśliwi”. Zaczynam zadawać ci pytania, które mają charakter poznawczy i ty wtedy zaczynasz dochodzić do pierwszego wniosku. Po tym konstruujemy modele komunikacji z żoną. Oczywiście nie musi być to żona, to jedynie przykład. Możemy mówić o tym, jak schudnąć, jak znaleźć lepszą pracę.

Czym się różni coaching od psychoterapii?

Psychoterapia jest nastawiona na diagnozowanie tego, co już było i opiera się na fundamentalnej przesłance, że jeśli człowiek ma problem, to musimy odkryć jego źródło w przeszłości i dzięki temu jesteśmy w stanie naprawić teraźniejszość. Coaching jest procesem o wiele prostszym – zakłada, że jeżeli skupimy się na celach i zaczniemy poszukiwać tego, jakiego siebie ktoś chce stworzyć, to będzie mu zdecydowanie łatwiej i szybciej dokonywać danego rodzaju zmian. Psychoterapia skupia się na rzeczach pod tytułem „osobowość”, a coaching przede wszystkim na zachowaniach. To jest zupełnie co innego, kiedy ktoś powie: „Wiesz, jestem nerwusem” i zaczyna się szukać przyczyn, a inaczej jeśli coach pomaga mu zrozumieć, że poprzez krzyczenie, podnoszenie głosu, napinanie całego ciała przy komunikacji człowiek wywołuje w sobie negatywne emocje, które znikną w momencie, kiedy zmieni swoje zachowanie.

Czyli coach jest behawiorystą.

Zdecydowanie bardziej porusza się w kontekście behawioralnym. Zmiany behawioralne, o których mówisz, są efektem wtórnym procesu poznawczego, bo coaching w gruncie rzeczy jest interaktywnym procesem poznawczym.

Jesteś więc trenerem, coachem i mówcą motywacyjnym.

Uprawiam też business consulting. Konsultant ma dać ci rybę, a nie wędkę. W przypadku coachingu toczy się proces poznawczy, w którym odkrywasz co chcesz zmienić. Dlatego sztuką i podstawą prowadzenia coachingu jest zadawanie pytań. W przypadku consultingu przychodzisz do mnie i mówisz: „Jeśli chodzi o kwestie zarządzania w mojej firmie, potrzebuję takich i takich rozwiązań”. A ja przygotowuję model, który ty możesz zaaplikować w swoim przedsiębiorstwie od ręki. Zdziwiłeś się, w jaki sposób można z jednej strony nauczyć się języka obcego w krótkim czasie, z drugiej opowiadać managerowi, jak ma motywować swoją załogę, a jeszcze komuś pomóc szybko schudnąć. Wydawać by się mogło, że w żaden sposób te zagadnienia nie są ze sobą powiązane. W rzeczywistości są, i to bardzo, dlatego, że osobowość, która zarządza tymi wszystkimi kontekstami jest prawie identyczna. Jeżeli ja wiem w jaki sposób mam schudnąć, potrafię sobie wyobrazić pożądane rezultaty, czyli postawić cel, wiem, jakie działania muszę podjąć: opowiedzieć o tym swoim znajomym, bo wtedy wzrośnie prawdopodobieństwo sukcesu, zapisać to, żeby mieć większą motywację itd., to okazuje się, że dokładnie ten sam model zadziała w kwestii nauki języka. Jeżeli chodzi o kwestię zarządzania zespołem, to okazuje się, że podstawą sukcesu jest prawidłowe wyznaczanie celów. A więc znowu chodzi o to samo! W każdym przypadku analizuję strukturę. Pod tym względem jestem modelarzem. Jeżeli wprowadzam dla jakiejś firmy produkt finansowy czy system motywacji, to patrzę na to, jak myśli klient, który jest odbiorcą, np. Polakiem, w jaki sposób on funkcjonuje. Wiem, że Polacy są odważni, przedsiębiorczy, że potrafią pracować, ale też kombinują, są sceptyczni, brak im zaufania do innych i są pieniaczami. Mając tego rodzaju wiedzę jestem w stanie skonstruować komunikat, który dotrze do tego Polaka i pozwoli mu zrozumieć to, jak ten produkt funkcjonuje.

„Pieniacz” mnie trochę rozbawił, to słowo z innej epoki.

Nasz język jest przepiękny, szkoda by było z niego nie korzystać. Szczególnie w czasie, kiedy korpomowa i anglicyzmy bardziej „czelendżują” naszą umiejętność mówienia po polsku.

A jesteśmy pieniaczami? To jest ciekawy wątek. Dzisiaj z jednej strony jesteś Polakiem, a z drugiej chcesz być obywatelem świata. Irytujący staje się stopień zniewolenia, w którym musimy żyć w związku z postępem technologii.

Nie musimy, tak wybieramy! Zgadzam się z tobą, faktycznie ten wybór w dużej mierze nas zniewala. Jednak słówko „musimy” muszę zakwestionować.

To inaczej: ludzie, którzy zarządzają technologiami, bardzo pracują nad tym, żebyśmy musieli. Żeby telefon ciągle nas do siebie wołał, żeby chciał nam powiedzieć jaka jest pogoda podczas spaceru, który właśnie odbywamy.

Masz rację. Ale jednak to ode mnie zależy czy odbiorę, czy nie, gdybym pozwolił, żeby telefon tym sterował, to nie mógłbym wybierać kim jestem. Natomiast z całą pewnością markom, które je produkują zależy na tym, żebyś ty jak najczęściej z tego korzystał, to jest oczywiste. To jest ich cel, ale twój cel może być inny. To ty decydujesz, jakie masz podejście do telefonu! Inaczej, po pierwsze, wchodzimy w brak sprawczości przesuwając decyzję do innych, a po drugie, tworzymy jakiegoś rodzaju teorię konspiracyjną, w której ktoś chce, żebym ja był od czegoś uzależniony.

To jest polska cecha?

Podejrzliwość, brak zaufania, sceptycyzm.

Po tym, na jaki los historia skazała ten kraj pomiędzy Niemcami i Rosją, trudno wymagać od nas, żebyśmy byli inni.

Oczywiście, ale pamiętajmy, że tamtej historii już nie ma, że się skończyła, że żyjemy w zupełnie innych czasach. A jednak korzystamy ciągle z polskiego oprogramowania sprzed trzydziestu, czterdziestu, a nawet dwustu lat. Pracuję sporo poza Polską i zawsze, kiedy dokądś jadę, tworzę sobie model werbalno-behawioralny mojego respondenta, czyli przeciętnego Johna Smitha czy Hansa Schmidta. Tylko tam mogę zrozumieć, jak powinienem do tego człowieka mówić. Bo na świecie funkcjonuje nie tylko język angielski, niemiecki czy rosyjski, ale też „mateuszogrzesiakowy” – indywidualny język każdego z nas. Muszę mówić tak, żeby adresat mnie zrozumiał. Nad każdym komunikatem waży raczej interpretacja niż obiektywne fakty. Analizuję różne modele, porównuję i wybieram ten, który jest najbardziej efektywny. Kiedy na swoim profilu na Facebooku popełnię artykuł, np. o emocjach, o tym, że „być dobrym mężem/żoną, to znaczy…”, i wyświetliło go dwa miliony ludzi, to znaczy, że określiłem właściwie model. Bo to jest konkretny wynik. Daje mi to informację o tym, co ludzi interesuje. Czytam komentarze i wyciągam wzorzec. To jest właśnie modelowanie. Kobiety piszą: „Jakie szczęście ma twoja żona!” albo „A czemu umawianie się na randki jest takie sztuczne, to powinno być spontaniczne!”, a ja widzę romantyzm, romantyzm, romantyzm. Element pod tytułem: „jeżeli będziemy cierpieć, to będziemy wyzwoleni”.

Szkoła bardzo dba o to, żeby ten romantyczny wzorzec wciąż funkcjonował.

To jest niebywałe. Romantyzm był potrzebny zniewolonej nacji, która musiała ochronić się przed totalną dewaluacją poczucia wartości, będąc najechaną przez inne nacje, gwałconą niszczoną musiała uciekać w mity o wielkiej historii. Jeżeli jestem biedny, mieszkam w Rosji i ledwo wiążę koniec z końcem, to kiedy Putin opowiada mi o wielkiej Rosji, która decyduje o losie świata i mu przypomina, kto tutaj rządzi, to kupuję tę opowieść i łatwiej mi znieść, że nie mam co jeść. Muszę się nią nakarmić. My potrzebowaliśmy opowieści, że Polska jest Mesjaszem narodów, ale dzisiaj już jej nie potrzebujemy, bo nam szkodzi. Potrzebują nowych historii, które będą nas prowadzić w innym kierunku. Tyle że mentalności nie da się przeprogramować tak szybko, jak ustroju. Dlatego ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że np. hejting, który osiągnął miano patologii, nie jest normalny. Niestety, jeżeli wystarczająca część danej populacji systematycznie coś powtarza, niezależnie od tego, jak bardzo to jest dysfunkcjonalne, to zjawisko staje się normą. Hejting nie jest normalny! Wspomniałeś o mentalności lokalnej i globalnej. Polskich problemów społecznościowych nie rozwiąże polska mentalność, idąc za Einsteinem, który mówił: „Chcesz rozwiązać problem? Skorzystaj z innych zasobów niż te, które go stworzyły”. Jak mam pożar, to muszę mieć wodę, a nie więcej ognia, żeby go ugasić. Więc muszę myśleć globalnie, żeby dostarczyć Polakom zasoby, których nie potrafią zdobyć. Jadę do Brazylii i od Brazylijczyków z przyjemnością wezmę życzliwość, bo są niezwykle życzliwym narodem. Wszyscy gadają ze sobą na ulicy, nie mają kompleksów ani poczucia gorszości, zupełnie inaczej się komunikują. Kiedy stoję na przystanku autobusowym, podchodzi Brazylijczyk i rozmawiamy bez skrępowania. Nie zrobię czegoś takiego w polskiej windzie, w momencie, gdy ludzie wchodzą wszyscy gapią się w swoje smartfony albo w zmieniające się cyferki. My nie jesteśmy tak otwarci. Jeżeli chcę worek manier, to chętnie skorzystam z Anglika, a nie będę korzystał z Polaka, bo jest nazbyt bezpośredni. Polak powie, że Anglik jest sztuczny, bo ciągle pyta: „How are you?”, „How do you do?”. Anglik z kolei powie, że Polak jest bezczelny i chamski, bo nie zrobił relacyjnego wstępu do rozmowy. Nacje czy ich kultury to są modele poznawcze. Jeśli chcę się uczyć odwagi, to patrzę na polską historię i np. Jana III Sobieskiego, który pod Wiedniem ratował Austriakom skórę, żeby nie mówili po turecku. Życzliwość wezmę od Latynosów, podejście do pieniędzy od Amerykanów, modelowanie perfekcyjnych strategii od Niemców. Patrząc globalnie widać, że wszystko zmierza do jednorodności. Wszystko! Za jakiś czas będziemy już mówili: „kobiety” i „mężczyźni”, a „człowiek o płci…”, będziemy na innym poziomie świadomości, w którym istnieje coś takiego, jak „człowiek globalny”, a nie tylko Polak albo tylko Niemiec.

Nie wiem, czy to jest przekonująca wizja. Czy to da nam szczęście.

Wizja nie ma dawać szczęścia. Szczęście to jest podejście do tego, co się dzieje w życiu. Tak samo jak umiejętność cieszenia się z tego, co się ma. W każdej kulturze i epoce definiuje się to od nowa. Podobnie jest z poczuciem własnej wartości. Rozmawiamy, ponieważ jestem trenerem i coachem, szkolę umiejętności, które są w Polsce potrzebne, bo ludzie mają potrzebę sukcesu. W tej chwili to „sukces” Polaków kręci. Popatrzmy na statystyki: pracują 51 godzin tygodniowo i są na etapie wychodzenia z poczucia „gorszości”, czyli Europy drugiej prędkości i chcą mieć to, co Niemcy mają już od dawna. Kręci nas w tej chwili szeroko pojęty sukces materialny. Dwieście lat temu kręciło nas to, że jeśli się zakochamy i będziemy bardzo cierpieć, to będziemy uduchowieni. Pięćset lat temu podążaliśmy za jakimś księdzem, który mówił po łacinie, której nawet nie znaliśmy w nadziei, że będziemy zbawieni i pójdziemy do nieba. Na przestrzeni wieków ludzi nakręca inna wizja szczęścia. I to się nigdy nie zmieni! Załóżmy, że moja teoria jest zgodna z rzeczywistością i za jakiś czas będziemy mieli zglobalizowany świat. Metamentalność, metaświadomość obejmująca wszystko. I wtedy będzie taki sam problem ze szczęściem, jaki jest teraz, tylko niektóre problemy, jakie mamy w tej chwili wynikają z braku jednorodności. Jeżeli Polacy hejtują się nawzajem, to niszczą się od środka. Jeżeli 11 listopada dresiarz wyrywa na ulicy znak drogowy, to – jak pokazują badania Eurostatu – 40 proc. Polaków powie: „Mam to gdzieś, to nie mój znak”. Nie myślimy w kategoriach „my”. I to jest jeden z powodów, dla których jesteśmy nieszczęśliwymi ludźmi. Jadę do Kolumbii, zapraszają mnie do telewizji, ogląda to wiele milionów ludzi, często po raz pierwszy mających do czynienia z Polakiem. Odpowiadam po hiszpańsku, a zaczynam od „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie” by ich zaciekawić, oni się cali trzęsą, bo nie potrafią tego wymówić. Uczę ich czym jest żurek, oni się cieszą. Wracam do Polski, a tu hejt: „Ty złodzieju, ty manipulatorze, chamie!”. Okazuje się, że niszczenie czegoś przez własnych braci i siostry jest u nas potężniejsze niż gdzie indziej. Ja mam do tego dystans, rozumiem to, bo obserwuję jak to działa. Ale wyobraź sobie ile wielkich talentów musi spadać gdzie pieprz rośnie? Bo są zbyt wrażliwi. Albo nie rozumieją, dlaczego historia zmusiła nas do przekonania, że tylko przeciętność pozwoli nam przetrwać. Ja się z tym nie zgadzam, myślę, że każdy z nas jest wyjątkowy. Ja nigdy nie uwierzę to, że ty jesteś jednym z wielu dziennikarzy czy jakichś mężczyzn. Chcę wiedzieć, co ciebie kręci, co ciebie boli, jaka jest twoja historia, co czyni ciebie indywiduum. To jest jedyny sposób, w jaki możemy się poznać! Inaczej ty jesteś gościem w jeansach, ja jestem facetem w garniturze i jest pozamiatane, mamy poprzypinane łatki.

A co ciebie kręci? Co sprawiło, że jesteś tym, kim jesteś? Kiedy byłeś dzieckiem ten zawód nie istniał, w każdym razie nie w naszym kraju.

Kręcą mnie historie, tak jak ciebie. Miałem sześć czy osiem lat, byłem w Koszalinie pod koniec lat 80, biegaliśmy wtedy po podwórkach z piłką, wspinaliśmy się na drzewa, nie myśleliśmy o żadnych większych perspektywach, bo planowanie przyszłości nie było tematem rozmów. Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo chciałem wyrwać się z pewnego rodzaju mentalności, która mówiła mi, że jestem „tylko” z Koszalina, „tylko” Polakiem. Że nie mogę stworzyć dużych, wyjątkowych rzeczy. Chcę pokazać 40 mln moich rodaków, że mogą tworzyć wielkie, globalne rzeczy, które zmieniają świat. Znam badanie dotyczące przedsiębiorców, które mówi, że Polacy na potęgę otwierają firmy i są przedsiębiorczy, ale wciąż nie myślą o sobie globalnie. Nie myślą, że za jakiś czas mogą stworzyć wielki biznes. Myślą w kategoriach: „Jestem małym Polakiem, gdzie tam będę wysoko startował”. Przeraża mnie to, bo zamiast myśleć w kategoriach: „Urodziłem się po to, żeby zrealizować misję i w jakiś sposób zmienić świat, uczynić go lepszym miejscem”, cokolwiek by to miało znaczyć, powie: „Jeszcze Polska nie zginęła”, co zakłada, że kiedyś zginie, albo powie „polska Angelina Jolie”, chociaż Amerykanie nigdy nie powiedzą „amerykański Kieślowski”. Albo tekst pt.: „Inwestorzy, przyjeżdżajcie do Polski, mamy tu wykształconą i tanią siłę roboczą”. Wiesz, gdy słyszę, że mamy gonić Zachód, to się zastanawiam czy Anglików gonić od strony kuchni, bo nie osiągnęli tam zbyt wiele, czy Amerykanów od strony intelektu, bo ich wiedza o świecie jest daleko za Polakami. Ciągle, wszem i wobec jestem stymulowany historiami o tym, że jestem gorszy, a tego nie chcę. W filmie „Django” Quentina Tarantino jest niebywała scena, w której czarnoskórzy niewolnicy siedzą w klatce, drzwi są otwarte, jeden wychodzi, wsiada na konia i odjeżdża w siną dal, ku wolności. W tym czasie pozostali dalej siedzą w klatce i mówią: „Dziwne, przecież czarnoskórzy nie jeżdżą na koniach”. I ja tak się od czasu do czasu czuję tu w Polsce, a ludzie mają niebywały potencjał, który jest totalnie niszczony poprzez hejting, pieniactwo, przekonanie, że jak ja się z tobą nie zgadzam, to znaczy, że ty się mylisz, a nie, że ja jestem innym człowiekiem, przekonanie o tym, że jak ktoś wie, że coś potrafi, że ma w danym kierunku predyspozycje i nie siedzi z tym w kącie, to brak mu pokory. A to jest złe.

To katolicki rytm naszej bytności. Do tego historia ustawiła nas w pozycji przedmurza chrześcijaństwa. Protestanci z zachodniej Europy mieli łatwiej, nie żyli na styku kultur. Byli odrębną kulturą, która mogła poświęcić się własnym celom – pracy i porządkowi.

Masz rację. Ubolewam nad tym. To, co mogę zmienić, czyli przyszłość – zmieniam, a to, czego nie mogę – akceptuję. Ale wiem że w myśleniu Jana III Sobieskiego czy ludzi tworzących Rzeczpospolitą Obojga Narodów nie było kompleksów. Poczucie „gorszości” wtedy nie istniało jako koncept. Siłą rzeczy odebrano nam to w czasie rusyfikacji i germanizacji, żeby powstrzymać naród, który jest tak buntowniczy, że nigdy się nie poddaje. Przez to nauczyliśmy się też, że jak nie ma problemu, to mamy problem.

Wszystko kosztuje. Także to, że trwamy jako naród. Ceną jest to, jacy jesteśmy. Ale wracając do twojej historii…

Gdy miałem 17 lat i dostałem się z liceum do finałów regionalnych Olimpiady Historycznej, a później przeszedłem do etapu ogólnopolskiego. I wtedy nagle zrozumiałem: „Ja mogę zrobić coś dużego! Nie muszę być najlepszy tylko w Koszalinie”. Nagle stałem się Polakiem. Pojawił się koncept: „Mogę osiągnąć sukces na arenie kraju”. Dzisiaj tak to rozumiem, ale jestem już dorosłym mężczyzną, który zinterpretował wydarzenia z przeszłości, które doprowadziły do tego, kim dzisiaj jestem. Oczywiście, że wtedy tego nie rozumiałem, nie wiedziałem co mnie kształtowało, nie rozumiałem, że uprzedzony nauczyciel, który zawsze dawał mi tylko tróję, do czegoś mnie tym motywował. W pewnym momencie dotarło do mnie, że nie chcę żyć w świecie, w którym ktoś ocenia moje poczucie własnej wartości, to było bardzo wyzwalające. Miałem kiedyś jednego świetnego nauczyciela od angielskiego, który na samym początku powiedział, że on nam wystawi takie oceny, jakie będziemy chcieli. Mogliśmy ściągać, nie przychodzić na lekcje. Wyobraź sobie, że wszyscy chodzili, nikt nie ściągał, bo zrozumieliśmy, że uczymy się dla siebie. To był dla mnie wielki inspirator. Zobaczyłem, że można uczyć ludzi tak, żeby byli zmotywowani, sami chcieli się uczyć dla siebie, żeby nie chcieli oszukiwać. Później na studia wyjechałem do Warszawy. To nie były czasy, w których ktoś mówił: „Pracuj z pasją!”, to jest modne dopiero dzisiaj. To był świat, w którym zawód równał się wykształceniu. Rodzice – tata aktor i mama teatrolog, którym w domu się nie przelewało, mówili, żebym skończył studia, zdobył zawód prawnika, wtedy będę miał dobre życie, to było takie oczywiste. Nikt się mnie nie pytał czy chcę być tym prawnikiem. Naoglądałem się amerykańskich filmów o prawnikach, którzy chodzili napompowani przed ławą przysięgłych, myślałem, że tak to będzie wyglądało. A poszedłem na te studia i przez pięć lat ani razu nie byłem w sądzie! Pojechałem na stypendium do Niemiec, zdawałem egzamin z prawa cywilnego, a w Polsce to był najważniejszy przedmiot. Poszedłem na egzamin, wyrecytowałem wykładowcy artykuł, a on: „Czemu pan się tu obkuł na blachę? Przecież dobry prawnik musi umieć korzystać z kodeksu!”. Tam uczą myślenia, a nie zakuwania. To była totalna rewolucja w moim życiu, bo zdałem sobie sprawę z tego, że uczę się teorii, a nie wiem jak wygląda praktyka. Przez ten cały czas dużo czytałem i uczyłem się innych rzeczy, bo jak mantrę powtarzałem sobie: „Ucz się, ucz, bo dzięki temu wyrwiesz się do wielkiego świata”. Wtedy nie wiedziano tego, że sam fakt, że skończy się medycynę nie oznacza, że za dziesięć lat będzie miał pacjentów. Bo nagle rynek się uwolni, a pacjenci zaczną wybierać nie lekarza przygotowanego merytorycznie, a tego, który się uśmiecha. Świat się zmienił zupełnie! Ja zorientowałem się w wieku dwudziestu lat, kiedy cały czas uczyłem, że to jest coś, co mnie kręci i że za pomocą tylko umiejętności teoretycznych nie jestem w stanie dojść gdzieś w życiu. Wokół mnie byli ludzie, którzy mieli bardzo słabe oceny z szeroko pojętych logarytmów, pierwiastków itd, natomiast dobrze radzili sobie w życiu. Arek miał gadane i wyrywał dziewczyny ze starszych klas, Franek dorabiał sprzedając na plaży w Mielnie Coca-Colę. Wiedziałem, że istnieje inny świat, który jest efektywny i to jego trzeba spróbować. Wróciłem z tych Niemiec, bo nie chciałem tam zostać tylko dlatego, że było wygodnie. Ja się nudzę kiedy jest łatwo, bo wtedy się nie uczę, ciągle muszę mieć pod górkę, stawać przed nowymi wyzwaniami. Jak zbliżam się do celu, to przestaje mnie on kręcić, muszę znaleźć kolejnego demona do pokonania, bo wiem, że to jest jedyny sposób, żeby urosnąć. Trochę takie samobójcze podejście do życia – wynajdywanie trudności o różnej skali. W Niemczech mogłem zostać, zrobić doktorat i się ustabilizować, ale to odrzuciłem, bo wiedziałem, że będę gnuśniał i korzystał z tego, że później jest ładna emerytura. Zacząłem wszystko od początku. Poznałem jednego człowieka, znajomego mojej mamy, którego dziś nazywam swoim duchowym ojcem. Zadał mi kilka pytań w taki sposób, że nie bardzo wiedziałem, jak na nie odpowiedzieć. „Dziwnie ze mną rozmawiasz” – mówię. Odpowiedział, że muszę poznać psychologię komunikacji, zaczął mnie stymulować, wtedy zrobiłem pierwszy kurs, zobaczyłem, z czym to się je i chwyciłem bakcyla! To było kilkanaście lat temu, wtedy zacząłem się rozwijać. Wtedy nie istniał prawie w ogóle rynek rozwoju osobistego w Polsce. Potrafiłem chodzić do prezesów firm, którzy pokazywali mi drzwi, całowałem klamki. W końcu udało mi się powiedzieć, że zrobię coaching, że badania pokazują sześciokrotny wzrost inwestycji. Słyszałem od ludzi: „Coaching to mi w nocy żona robi”. Byłem jednym z pierwszych, którzy tworzyli ten rynek. Ludzie nie wiedzą, że to zaczęło się tak dawno, że trzeba było pokonać wiele przeszkód, żeby móc być tu dzisiaj. Zacząłem to robić w Polsce, a i tak ciągle jeździłem za granicę, bo wierzyłem, że muszę się ciągle uczyć. Tutaj nie było skąd czerpać tego rodzaju wiedzy. Ludziom spodobały się te umiejętności i zaczęli mnie do siebie zapraszać. W 2006 roku pojechałem do Meksyku, facet się mnie spytał skąd tak dobrze znam hiszpański. Usłyszał, że niedawno przez dwa tygodnie byłem na Kubie. „Ale tak w dwa tygodnie!?”. Odpowiedziałem, że mam nowatorskie metody i tak zostałem zaproszony do Meksyku. Później pojawił się Izrael, Słowenia, Brazylia z pytaniem, czy jestem w stanie wprowadzić tam ten system. Odpowiadam, że pewnie, tylko muszę się nauczyć języka – to była moja motywacja, podpisany kontrakt! Nauczyłem się podstaw, wychodzę w Sao Paulo w Brazylii na scenę i mówię: „Ja z Polski, ja nie umieć dobrze portugalski, ja kochać Brazylię!”, a oni: „Brazylia kochać ciebie, wszystko ok, mówić dalej!” (śmiech). Gdybym nie miał podejścia, że nie muszę mówić perfekcyjnie w danym języku, to bym nawet o centymetr nie ruszył stopy za granicę. Kręci mnie to, że jest gdzieś jakiś dzieciak, który chce być trenerem, coachem czy psychologiem, widzi mnie i myśli: „Można!”. Kręci mnie wyrywanie Polaków z poczucia „gorszości”, bo nienawidzę sytuacji, w których wychodziłem na zewnątrz, startując do amerykańskich największych sław trenerskich, a jakiś Polak mówi mi: „Bądź dla niego dobrym supportem”. Cholera! Ja nie wychodzę po to, żeby być jego supportem, a po to, żeby go pokonać! Po to, żeby Polacy zrozumieli, że cudze chwalą, swego nie znają, a często niszczą! Zawsze najtrudniej było przekonać Polaków i tutaj zdobyłem najlepsze szlify. Zależało mi, żeby – patrząc z boku na pewien schemat Jana Kowalskiego, wzmacniać to, co jest dobre, jak odwagę, przedsiębiorczość, kreatywność, fantastyczne podejście do uczenia się, a zwalczać, osłabiać, substytuować z innymi modelami nasze wady narodowe: sceptycyzm, pieniactwo, brak zaufania, hejting. To pomaga rozwijać ten kraj! Teraz jest to dla mnie zadanie w kategoriach: co ja mogę zrobić dla tego kraju, żeby lepiej żyło się tu dzieciakom, które dopiero wchodzą w świat. Mam czasami z tego ogromną satysfakcję. Niedawno prowadziłem szkolenie, na którym znalazł się piętnastoletni Hubert. Siedział sobie i słuchał o mentalności obywatela świata. Ja w jego wieku chowałem pisemka dla dorosłych i zastanawiałem się jak je ukryć, żeby tata nie widział. Takie były moje zmartwienia. A ten dzieciak już jest inteligentniejszy, niż ja byłem w jego wieku. To mnie kręci totalnie, bo jestem ojcem, jestem nauczycielem i marzy mi się, żeby nowe pokolenie było mądrzejsze od nas.

To jest istota edukacji. Z drugiej strony odbieramy im dzieciństwo, które my mieliśmy.

Ale to pokolenie ma po prostu inne dzieciństwo. Każde pokolenie ma swoje zadanie. Wiem, jak bardzo uciekałem od kompleksów bycia gorszym. Jak prę, żeby udowodnić, że Polak może być kimś wielkim. Chciałbym się zapisać w kartach historii, jak Jan III Sobieski czy Piłsudski. Kiedyś miałem okazję występować na scenie z polskim noblistą, to nawet wstydziłem się spojrzeć mu w oczy. Nie chodziło o jednostkę, ale o archetyp, o fakt, że oto stoi tu osoba, która na stałe zapisała się w historii świata.

Jeśli zmieniasz jednego człowieka – zmieniasz wszechświat. To tylko kwestia skali.

Tak. W moim konkretnym przypadku patrzymy na predyspozycje osobowościowe – uwielbiam występować przed duża ilością ludzi. Wtedy widzę i czuję tę potężną energię transformacji. I to się podoba coraz większej ilości osób. Chcą słuchać. Więc do nich mówię. I tak to funkcjonuje.

Banalnie proste!

To jest banalnie proste, choć nie jest wcale łatwe. To jest opcja, w której ja rezygnuję z modeli rodzinno-kulturowych i wymyślam siebie. W tej chwili rozmawiasz z wymyślonym przez małego chłopaka konceptem, który chciał być wielkim, międzynarodowym trenerem i zbawiać świat. I cały czas podejmuje działania, żeby to robić. Ja dopiero się rozpędzam. Najważniejsze sukcesy to dla mnie te wewnętrzne. Szedłem sobie kiedyś w Mexico City po ulicy, był 2008 rok. Podszedł do mnie jeden kursant, miał na imię Edgar, spytał, czy te techniki, o których słyszał na wykładzie, można wykorzystać do podrywania dziewczyn. „Pewnie, że można!” – mówię. „Więc pokaż” – poprosił – „Może poderwiesz tę dziewczynę?”. To lekko zdenerwowany do niej podszedłem i tak poznałem moją żonę, matkę mojego dziecka. W zeszłym roku zostałem uprowadzony w Brazylii, jechałem autostradą, uderzył w nas inny samochód. Wyszło dwóch drabów z pistoletami i mówią, że to porwanie. Życie stanęło mi przed oczami, ale po godzinie zbudowaliśmy taką relację, że przepraszali mnie za wszystko, gdy sobie poszli. To są moje najważniejsze chwile. A ludzie, którzy mnie widzą z mediów, myślą sobie, że widzą człowieka sukcesu – piękny, młody i bogaty. Dla mnie to poboczna kwestia! Ona jest nieistotna, bo tak samo będę z tobą rozmawiał w dresie i w garniturze. Uczyłem się grać w tę komunikacyjną grę, wiem jak się gra w gry lokalne i w gry globalne, bo zrozumiałem, że bez tego jesteśmy tylko pionkami przesuwanymi przez innych. Jeśli poznam zasady, będę mógł stworzyć swoją własną grę i w ten sposób funkcjonować w świecie. To jest zupełnie inna bajka. Bardzo mało ludzi interesuje się tym, co jest pod powierzchnią. Większość chce produktu. Podchodzą na ulicy, wyciągają aparat, robią sobie zdjęcie i odchodzą.

To jest część wizerunku, który zbudowałeś.

To jest część tej gry. Musiałem nauczyć się w to grać. Co nie zmienia faktu, że jest ciągle chłopak – Mateusz, który permanentnie wymyśla siebie i stawia sobie coraz większe cele.

A talent?

Nie wierzę w talent. Nie potrafię wytłumaczyć skąd biorą się pewnego rodzaju rzeczy, wtedy słówko „talent” mi pomaga. To jest kwestia ciągłego szkolenia warsztatu, ćwiczenia. Być może istnieje coś takiego, coś odgórnego, jakiś determinizm od strony duchowej czy genetycznej. Patrzę na siebie, jak doszedłem do tego wszystkiego. Zanim zacząłem w wieku 30 lat mieć problemy z sercem, pracowałem po 16 godzin dziennie! Mam w głowie taką historię, kiedy zimą, żeby utrzymać formę, biegałem. Śnieg sypał mi w oczy, jacyś ludzie wracali z dyskoteki, spojrzeli na mnie i usłyszałem: „Ale debil”. Uśmiechnąłem się do siebie i pobiegłem dalej, bo zrozumiałem czym jest osiąganie. I biegnę do tej pory. I nie zrezygnuję z eksploracji tego, kim ja, jako człowiek, jestem i kim my, jako ludzie, jesteśmy. Nie wiem gdzie się skończy ewolucja. Ale wiem, że znowu zdałem sobie sprawę, że nie jestem tym, kim sądziłem, że jestem. A powód, dla którego to robię, tak jak samochód, którym jeżdżę, może się zmieniać.

Artykuł ukazał się w na portalu „www.anywhere.pl”

Człowiek, który nie potrafi obsługiwać własnego umysłu jest…

Gdy dopytuję o to, co hamuje nasz rozwój to Mateusz Grzesiak– psycholog, trener, coach odpowiada, że istotny jest lęk przed popełnianiem błędów. Poczucie własnej wartości Polaków opiera się na wiedzy, a my boimy się nie wiedzieć.

Mateusz Grzesiak: Fetysz magistra doprowadza też do negacji umiejętności miękkich, np. Polacy nie umieją sprzedawać, przez co Polska nie ma zbudowanego brandu, jak np. Francja – mówi.

Joanna Rubin: Co Pan sądzi o Polakach i polskim społeczeństwie?

Mateusz Grzesiak: Z jednej mamy jedno z najbardziej przedsiębiorczych społeczeństw w Europie, bo jesteśmy na 4. miejscu pod kątem ilości zakładanych firm. Odważne, kreatywne. To tylko Polak potrafi zapakować plecak i w ciemno wyjechać do Anglii, aby spać na dworcu i potem się odnaleźć w nowej dla siebie sytuacji. Świetnie się adaptujemy do każdych warunków.

Jesteśmy też doskonale wykształceni. Według OECD za kilka lat będziemy mieli najwięcej magistrów na świecie. A i znamy angielski. W rankingach zajmujemy pod tym względem 6. miejsce na świecie, a przegrywamy tylko dlatego, że sondaże biorą pod uwagę także starszych ludzi, którzy w szkołach mieli rosyjski. To jest ta jasna strona medalu.

A ciemna?

Mamy też cechy negatywne. Jesteśmy patologicznie nieufni – jedynie 12% Polaków uważa, że większość ludzi ma pozytywne intencje, a 16% że ludzie są w stosunku do siebie pomocni.

Dla przeciętnego Kowalskiego sprzedawca naciąga, przedsiębiorca kombinuje, bogaty kradnie, psycholog miesza w głowach, prasa manipuluje. To niszcząca mentalność, hamująca postęp gospodarczy i obniżająca emocjonalną jakość życia. Polacy nie umieją mówić o pieniądzach: 50% się wstydzi, 20% boi o nich mówić. Żyją w dychotomii szczęścia i sukcesu materialnego, gdzie albo jest się uduchowionym cierpiętnikiem bez niczego albo pustym chciwym kapitalistą. Ślepo powtarzamy, że pierwszy milion trzeba ukraść, a bogaty to złodziej.

Co nas jeszcze hamuje?

Czujemy lęk przed popełnianiem błędów. Poczucie własnej wartości Polaka opiera na wiedzy, więc boi się nie wiedzieć. Czyli woli wyjść na eksperta, krytykując -niczym znawca- wszystko i wszystkich, a prowadzi to do iluzorycznego świata, w którym zna się rzekomo na rzeczach, o których nie ma pojęcia.

Jakiś przykład?

Przykładowo, 60% rodziców akceptuje klapsy jako metodę wychowawczą traumatyzując dzieci i łamiąc prawo, a 30% młodzieży w poprzednim roku nie zdało matury. Ten fetysz magistra doprowadza też do negacji umiejętności miękkich, np. Polacy nie umieją sprzedawać, przez co Polska nie ma zbudowanego brandu, jak np. Francja. A przez to przysłowiowy Kowalski żyje znacznie poniżej własnych możliwości.

Zostawmy Kowalskiego. Z jakimi przekonaniami na własny temat Pan się mierzył?

Musiałem uwolnić się od ograniczeń kulturowych i własnych. Przestać myśleć, że chłopak z Koszalina nie będzie mógł osiągnąć międzynarodowych sukcesów. Musiałem pozbyć się tzw. wewnętrznego Polaczka – zakompleksionego, zawistnego psa ogrodnika, który boi się zmian i nie wierzy w siebie. I zbudować mentalność obywatela świata.
Najważniejszą zmianą było zdobycie obok wykształcenia twardego, czyli ukończenie studiów magisterskich z prawa, z psychologii i studiów doktoranckich z zarządzania -umiejętności miękkich. Mam na myśli inteligencję emocjonalną, występy publiczne, sprzedaż, networking, modelowanie, przedsiębiorczość, inteligencję finansową i społeczną.

Jaką wartość przynosi taki mix?

Mogłem ukształtować rzeczywistość w oparciu o własny światopogląd i w gruncie rzeczy stworzyć siebie. Ten pomysł okazał się być atrakcyjną wizją dla ludzi na całym świecie.
 Co jest Pana sukcesem?

Poderwanie dziewczyny na ulicy w Meksyku. Tę kobietę wskazał uczeń i prosił o demonstrację techniki komunikacyjnej. Dziś, ta pani jest moją żoną i matką mojego dziecka. Kolejnym sukcesem jest przekonanie porywaczy w Brazylii, aby mnie wypuścili cało i jeszcze oddali część zrabowanych rzeczy. Moim osobistym sukcesem jest wyleczenie swego serca z hipertrofii i nadciśnienia. A lekarze mówili, że to nie jest możliwe. Szczególnie ważne dla mnie jest wychowanie 4-letniej córki mówiącej już w 3 językach.

A co jest osobistą porażką?

Największą porażką jest to, że nie udało się do tej pory wprowadzić edukacji miękkiej , czyli inteligencji emocjonalnej i coachingu do szkół publicznych. Temu teraz poświęcam swoje życie.

Dlaczego edukacja miękka jest dla Pana ważna?

Bo ludzie cierpią nie umiejąc kontrolować swoich emocji. Bo rozwodzą się nie umiejąc się komunikować z partnerem. Bo robią dzieciom krzywdę nie wiedząc, jak z nimi rozmawiać. Bo się hejtują w Internecie i nie potrafią dawać życzliwego feedbacku opartego na chęci pomocy. Bo człowiek, który nie umie obsługiwać własnego umysłu jest nieszczęśliwy i nieskuteczny życiowo.

Na Pana wystąpienia przychodzą tłumy. Czego chcą się nauczyć?

Przychodzą, ponieważ chcą lepszych rezultatów. Małżeństwa chcą mieć szczęśliwsze związki, mniej kłótni. Rodzice chcą umieć komunikować się z dziećmi i nie wkładać im do głowy krzywdzących przekonań. Menedżerowie chcą lepiej motywować członków zespołu, a sprzedawcy skuteczniej sprzedawać. Pracownicy chcą kontrolować stres i emocje. Studenci chcą budować sobie przyszłość i potrzebują do tego narzędzi, a osoby w średnim wieku chcą się nauczyć równowagi między życiem rodzinnym i zawodowym.

Każdy mierzy się z problemami uniwersalnymi: nie zarabiam tyle ile chcę, kłócę się, stresuję, nie pracuję z motywacją. Są też problemy określonych branż, bo np. sprzedawcy mają kłopot z określonym typem klientów, albo istnieje bariera nacji, bo np. Polacy narzekają, a Meksykanie są zbyt pasywni.

Czy Pana obserwatorzy, klienci, fani w różnych krajach mają inne potrzeby?

Tak. Każde społeczeństwo jest na innym poziomie rozwoju mentalnego. Niemcy chcą dobrej jakości życia i stawiają na psychologię szczęścia, a Polacy są na dorobku i chcą sukcesów.Latynoski uczą się dopiero wychodzić z patriarchatu i uczą się, co to znaczy życie poza tradycyjnym modelem zależności od mężczyzn. Z kolei Europejki szukają zgody między życiem rodzinnym, a zawodowym. Tutaj mówię o uczestnikach szkoleń i sytuacji pracowników firm, które mnie zatrudniają.

Ale i fani w mediach społecznościowych mają też różne potrzeby. Polacy chcą wartości merytorycznej i negują celebryctwo, a z kolei Brazylijczycy chcą tylko słuchać o życiu prywatnym i są bardziej relacyjni.

To gdzie Pan lubi najbardziej występować?

Uwielbiam wielkie występy na kilka tysięcy ludzi, bo energia i intensywność przeżywania takiej zbiorowości jest niebywała. Kocham różne kultury, więc wybieram rynki bardzo egzotyczne, np. przez wiele lat pracowałem w Kolumbii czy występowałem w Izraelu. Są to nacje bardzo odrębne od naszej.

Czego na wielkich występach chce Pan uczyć?

Wizja to wprowadzenie edukacji miękkiej do szkół, tak by każdy od dzieciństwa uczył się inteligencji emocjonalnej, przedsiębiorczości, zarządzania czasem i coachingu. Robię to za pomocą szkoleń, produktów wideo i książek uczących narzędzi psychologicznych, właśnie z zakresu edukacji miękkiej.

Jakie jeszcze umiejętności są na wagę złota w drodze do rozwoju?

Samoświadomość emocji, umiejętność zmiany stanów emocjonalnych, redukcja stresu i empatia. Motywowanie- fundament menedżerów. Sprzedaż, bo to piąta najważniejsza umiejętność na świecie. Zmienianie własnych przekonań i inne umiejętności coachingowe. Koniecznie – umiejętność uczenia się. Przedsiębiorczość. Komunikacja w związkach. Wiedza, jak przekazywać informacje dzieciom, pracownikom, małżonkowi.

Jak się tego wszystkiego nauczyć?

Poznać modele komunikacyjne, techniki i wdrażać je w życie. Tak samo, jak z pływaniem. Trzeba poznać ruchy i je ćwiczyć. Takich modeli komunikacyjnych uczymy na szkoleniach.

Historie, transformacje uczestników szkoleń łapią Pana za serce?

Mam ogromną ilość takich historii w głowie. Po 12 latach pracy, to nie sposób zliczyć, ile razy byłem nimi zachwycony. Na przykład, Maciej starał się o dziecko ze swoją żoną 3 lata i niestety nieskutecznie. Pracowaliśmy razem blisko godzinę i zmieniliśmy jego przekonania, bo czynnik psychiczny okazał się być kluczowy. Po 3 miesiącach żona była w ciąży. Z kolei Ania, gdy myślała o kotach, miała reakcję paniki. Po coachingu brała koty na ręce, płacząc już ze szczęścia. Artur schudł kilkadziesiąt kilogramów. Mariusz i Karolina się nie rozwiedli, choć bardzo mało brakowało. Chłopak, który miał raka i zaczął ze mną pracować, po kilku miesiącach się z niego wyleczył. Taki trening emocjonalny wspomógł leczenie farmakologiczne. To tylko kilka przykładów.

Od wielu lat, każdego dnia dostaję dziesiątki maili od ludzi, których nawet nie widziałem na oczy. A oni piszą o tym, jak moja praca im pomogła. To oni mnie pchają do przodu i to im zawdzięczam motywację.

Co więc ludzi motywuje do zmian: desperacja czy inspiracja?

Jedno i drugie. Desperacja to usunięcie bólu. Gdy zostanie usunięty, wówczas jest miejsce na tworzenie docelowej rzeczywistości. Wcześniej czy później każdy dojrzewa do tego, że chce zmienić świat na lepszy.

Poproszę o prezent dla Czytelników Na Kawie. Jedno zadanie, które skłania do refleksji i działania w kontekście rozwoju.

Stwórz życie, w którym jesteś najlepszą wersją siebie. Masz czego pragniesz, pomagasz innym i zmieniasz świat.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się na portalu „www.nakawie.pl”

11 technik precyzyjnej komunikacji

Prosisz pracownika o coś, co jest dla ciebie tak oczywiste jak słowa, które teraz czytasz. Mówisz mu o tym dla absolutnej pewności dwa razy, tak by nie było żadnych wątpliwości. Uważasz, że nie ma takiej opcji, by tego nie mógł zrozumieć, to przecież tylko kwestia wykonania.
Doskonale wiesz, o czym zaraz przeczytasz? Jasne, że wiesz. Przerabiałeś to setki razy. I nie tylko z pracownikiem, ale też z żoną, dzieckiem, znajomymi. Nie zrozumieli. Zrobili inaczej, niż chciałeś. Albo w ogóle nic nie zrobili. Jakikolwiek powód zostałby podany, nie zmieni to prostego faktu – nie ma oczekiwanego rezultatu. Frustruje cię jakość waszej relacji, a ty zastanawiasz się, co możesz zrobić lepiej następnym razem.

Pomoże ci w tym 11 poniższych technik:

1. Mów jednoznacznie

Jeśli to, co mówisz, jest wieloznaczne (wyrażenie „zamknąć okno” jest jednoznaczne, ale „usprawnić relację” już nie), podejmujesz ryzyko, że twój komunikat zostanie zrozumiany inaczej, niż zaplanowałeś. Nagminnym błędem jest, gdy szef mówi do pracownika: „Zrób to dobrze”, a pracownik inaczej niż przełożony rozumie wyraz „dobrze”. Zamiast tego powinien powiedzieć: „Z klientem X osiągnij zaplanowany wynik, o którym mówiliśmy”.

2. Używaj komend wykonalnych

Jeśli tego, co mówisz, nie można fizycznie wykonać, to jest to komunikacja nieprecyzyjna i spowoduje zniekształcenia w jej przebiegu. Rodzic mówi do dziecka: „Bądź grzeczne”. Nie dość, że to, co mówi, jest wieloznaczne (słowo „grzeczne”), to jeszcze używa czasownika „być”, którego nie można wykonać. Możesz podnieść (np. klucze), wypić (np. wodę), ale nie możesz „być”; podobnie nie możesz zapomnieć (komenda: „Zapomnij liczbę 4” jest niewykonalna). Rodzic powinien powiedzieć: „Mów ciszej” (jeśli to właśnie ma na myśli, mówiąc: „Bądź grzeczne”).

3. Zademonstruj

Jeśli to, o co prosisz, jest nie do zademonstrowania przez ciebie, to prawdopodobnie druga strona nie będzie w stanie odgadnąć, co dokładnie masz na myśli. Pokaż to! Jeśli małżonek mówi do żony: „Kochaj mnie”, powinien to wyrazić werbalnie i niewerbalnie (np. podchodząc do żony i przytulając się do niej oraz mówiąc czule: „Kocham cię”). Każdy kompletny przekaz powinien w miarę możliwości zawierać słowa i demonstrację.

4. Mów o przyszłości

Nie jesteś w stanie zmienić przeszłości i ciągłe pretensje o nią skończą się wzrostem frustracji. Masz za to wpływ na przyszłość. Przekazując komuś feedback, mów zawsze o tym, co może lepiej zrobić następnym razem. Zamiast powiedzieć: „Zrobiłeś to źle”, powiedz: „Następnym razem, gdy będziesz to robił, upewnij się, by… (i tutaj wstaw konkretny, spełniający kryteria precyzji komunikacyjnej przekaz).”

5. Podawaj konkretne przykłady

Mózg nie zapamięta informacji, która ma abstrakcyjny i teoretyczny wydźwięk, wzmocnij więc swój przekaz przykładami, z którymi twój rozmówca może się identyfikować. Zamiast tylko powiedzieć: „Precyzyjna komunikacja jest ważna”, powiedz: „Pamiętasz, jak w zeszły piątek rozmawiałeś z Kowalskim i powiedziałeś mu, gdzie, kiedy, co i z kim konkretnie się wydarzy? To właśnie znaczy, że precyzyjnie się komunikowałeś”.

6. Zrezygnuj z nominalizacji

Nominalizacje to abstrakcyjne rzeczowniki pochodzące od czasowników (np. komunikacja) lub przymiotników (np. dobroć). Nie można ich wizualizować, są niekonkretne i powodują zniekształcenia komunikacji. Nie mów więc: „Zdrowie jest ważne”, powiedz: „Biegaj trzy razy w tygodniu przed śniadaniem po poł godziny i będziesz zdrowszy”. Nie mów: „Nasza relacja się rozwija”, powiedz: „Wczoraj, gdy przyniosłeś mi kwiaty, poczułam się szczęśliwa i pomyślałam, że ci na mnie zależy”. Przykłady nominalizacji: radość, niepewność, komunikacja, siła, wiara, piękno, motywacja itd. 7.

7. Zrezygnuj z drugiego dna

„Kochanie, jesteś pewna, że chcesz wyjść w tej sukience?”. „Słuchaj, niedawno jadłem podobną zupę i była naprawdę dobra”. Powyższe przykłady to upolitycznienie komunikacji, w której zamiast powiedzieć, o co dokładnie chodzi, tak zmienia się przekaz, by druga strona „domyśliła się go, ale nie czuła się zraniona”. Zabiegi te wzbudzają podejrzliwość. Unikniesz jej, mówiąc otwarcie, w czym rzecz, ewentualnie łagodząc trudne treści cieplejszą intonacją. „Kochanie, pamiętasz tę sukienkę, w której byłaś na imprezie u Kowalskich? W niej, moim zdaniem, wyglądasz lepiej niż w tej czarnej, bo podkreśla twoją świetną figurę”.

8. Jeśli zadajesz pytanie, pozwól rozmówcy na swobodę odpowiedzi

Nie każde pytanie służy pytaniu, prawda? Czy to nie jest tak, że gdy używam takiego komunikatu jak teraz, to mam już wyrobione zdanie i choć ma on formę pytania, to tak naprawdę nie interesuje mnie odpowiedź? Czy aby na pewno to pytanie o treść czy raczej o potwierdzenie własnego osądu? Jeśli pytasz, pozwól drugiej stronie odpowiedzieć tak, jak uzna za stosowne. A jeśli nie chcesz usłyszeć odpowiedzi, nie pytaj.

9. Chcesz mieć rację czy chcesz rozwiązać problem?

Zamiast rozmawiać po to, by udowodnić swoje racje – co zawsze prowadzi do powstania mechanizmu „wygrany–przegrany” – skup się na rozwiązaniu problemu i znalezieniu konstruktywnej dla obu stron drogi. Udawadnianie swoich racji to ścieżka egocentryczna, która skupia się na myśleniu jednostkowym zamiast drużynowym. Przysparza to wrogów, więc niezależnie od tego, po czyjej stronie jest prawda, szukaj rozwiązań, w których wszyscy wygrywają.

10. Rób pomost między wypowiedziami

Wszyscy to znamy: opowiadasz jakąś historię, a tu nagle w newralgicznym momencie ktoś się wtrąca i zmienia temat. Ten brak subtelności często traktuje się jako brak szacunku. By uniknąć tego problemu, stosuj pomost między wypowiedziami: gdy musisz komuś przerwać, powiedz: Twoja historia przypomina mi, że… Albo dotknij kogoś w ramię i wprowadź swój komentarz.Po skomentowaniu wróć do rozmówcy i powtórz ostatnią kwestię, na jakiej skończył, np. „Mówiłeś o X, przerwałem ci wtedy. Możesz kontynuować, ten temat mnie zainteresował”.

11. Stosuj proste zdania

Przekaz zbudowany ze zdań współrzędnie złożonych, czyli takich, w których występuje kilka orzeczeń, jest tak trudny do zapamiętania, że osoba słuchająca twojej wypowiedzi po jakimś czasie po prostu się wyłączy i nie zapamięta całości, tak jak w tym przypadku. Stosuj więc proste zdania.Sformułuj krótki, zwięzły komunikat. Wyraź go krótko. Dopiero wtedy zacznij nowy wątek. Rob pauzy między zdaniami. To ułatwi zapamiętanie. Tak jak w tych przykładach.

Artykuł został opublikowany w magazynie „Benefit”
 

Siedem poziomów motywacji

Motywacja jest jednym z najważniejszych miękkich czynników efektywności życiowej. Bez niej nie chce nam się wstać z łóżka, bez niej sprzedawca nie zarobi pieniędzy, bez niej menedżer nie zaplanuje kolejnych działań.
Wszyscy o niej mówią, ale mało kto ma jakiekolwiek pojęcie, czym jest, jak działa motywacja i co to znaczy motywować. Po lekturze niniejszego artykułu będziesz wiedział na ten temat znacznie więcej.

Co to jest?

Motywacja to energia niezbędna do podejmowania działania. Słowo „motywacja” pochodzi od łacińskiego „movere”: poruszanie się, przemieszczanie, przygotowywanie do walki. Wyraz „motivum” oznacza zarówno „powód rozstrzygający”, jak i „przyczynę”. „Motyw” łączy się też ze słowem „motus” – ruch. Jeśli zatem znajdziesz odpowiedni motyw, będziesz zmotywowany. Jeśli nie, nie podejmiesz działania. Powód jest zawsze związany z myślą, która wywołuje (lub nie) motywację, a ta doprowadza do wprowadzenia w życie pomysłów, czyli daje namacalne rezultaty.

Instynkt versus myślenie

Fundamentalnym i najprostszym poziomem motywacji jest działanie instynktowne: odżywianie ciała, reprodukcja i ochrona przed zagrożeniem. Do tego motywować nas nie trzeba, ciało samo reaguje na bodźce środowiskowe i informuje nas o naszych potrzebach uczuciem głodu lub lęku. Poza tymi wyjątkowymi zautomatyzowanymi zachowaniami pozostałe zasoby motywacji pochodzą z umysłu i są zależne od naszej świadomości i wyborów.

Emocje

Instynkty uspokojone, a więc nadszedł czas na ewolucję w kierunku motywacji emocjonalnej. W efekcie uruchamia się prosty mechanizm: podążasz ku temu, co sprawia ci przyjemność, a unikasz tego, co ją odbiera. Na tym poziomie zaczynasz myśleć o tym, co chcesz osiągnąć, zadaj więc sobie pytanie o formę: jak mam zrobić to, co chcę zrobić, by sam proces mi się podobał? Badania pokazują, że słuchanie muzyki podczas treningu wpływa na zwiększenie motywacji u biegaczy. Emocje motywują tylko w czasie trwania podjętego wysiłku, potem potrzebujemy ich kolejnej dawki. Jeśli chcesz motywacji długoterminowej, motywuj za pomocą kolejnych poziomów.

Rozwiązywanie problemów versus ambicja

Rozwiązywanie problemów motywuje dwa razy silniej niż osiąganie celów pozytywnie sformułowanych. Jeśli chcesz motywować siebie lub innych na tym poziomie, twój cel musi zapewnić rozwiązanie właściwie zdefiniowanych problemów grupy docelowej. Co kogo boli? W jaki sposób ogranicza tę osobę? Gdy znajdziesz minimum trzy problemy i przekażesz swój cel w takiej formie, by za jego pomocą można było je rozwiązać, przejdź od razu na poziom ambicji: pomyśl, co się stanie, gdy osiągniesz założony cel. Kim stanie się osoba zgłaszająca problemy do rozwiązania i co zyska? Ambicja to właśnie „być” i „mieć” – chodzi o osiągnięcie pożądanej opinii na swój temat i zyskanie określonych dóbr materialnych.

Uczucia wyższe

Gdy zaspokoisz własne potrzeby, zapragniesz, by sukces obejmował też poczucie szczęścia. To trend przyszłości – badania wykazują, że pracownik nastawiony na szczęście zarabia więcej niż ten skupiony na wynikach sprzedażowych. Do uczuć wyższych zaliczamy obok szczęścia miłość, radość, spontaniczność, kreatywność, altruizm (osiągamy większą motywację, pomagając innym, niż myśląc o sobie, ale działania na rzecz innych pojawiają się najczęściej dopiero po zaspokojeniu własnych potrzeb). Jeśli zatem twój cel pomaga innym i zmienia jakość ich życia? Jak możesz do niego dążyć, by było to niepowtarzalne? Co stworzysz, wymyślisz, na co wpadniesz?

Misja i wizja

Ten, kto osiąga i sukces, i szczęście, zaczyna działać jako narzędzie w rękach celów najwyższych, czyli zmiany świata. Myślenie globalne nie jest dzisiaj już górnolotnym frazesem, ale faktem, który jest zaliczany do największych motywatorów wśród młodego pokolenia. Powód? Jeden dobrze nagrany telefonem film opublikowany na YouTube może przynieść sławę w ciągu tygodnia. Jeszcze jeden? Wszyscy ludzie korzystający z internetu i mediów społecznościowych widzą zmiany zachodzące w świecie w czasie rzeczywistym w zaciszu małego pokoiku. Na tym poziomie więc zmotywuj siebie i innych pytaniem: co jest moją misją życiową? Czemu się w całości poświęcę? I na koniec: co zostawię po sobie po swojej śmierci? Jak zmienię świat?

Artykuł ukazał się w magazynie „Benefit”

Korzystaj z psychologii osiągnięć

Wielu z nas ma świetne pomysły, a tylko nieliczni je realizują. Co nas powstrzymuje?

Brak działania spowodowany niewiedzą dotyczącą psychologii osiągnięć. To dyscyplina wiedzy ucząca w jaki sposób planować, czyli dokładnie i prawidłowo określać cele, umieć się do nich motywować, brać feedback by systematycznie usprawniać proces, zamieniać strategie na działania. Wszystkie lenistwa, wymówki, obwinianie innych o nasz los to tylko pochodne braku wiedzy, a więc świadomości.

Jak z tym walczyć? I w ogóle czy walczyć czy może zaakceptować to, że nie każdy z nas musi być wybitny, nie każdy musi być milionerem itd.?

Milionerem nie każdy musi być, rzadko kiedy jest to komukolwiek potrzebne. Amerykanie zrobili badania w których wykazano, że przy zarobkach powyżej 150 tysięcy dolarów rocznie przestaje zmieniać się poziom szczęścia, więc w gruncie rzeczy nie ma znaczenia, czy zarabia się potem więcej, bo już niewiele się zmieni. Między 2000 a 8000 złotych miesięcznie jest kolosalna różnica, ale między 20 a 50 tysięcy już nie mniejsza od strony jakości życia, mimo że finansowo bardziej opłacalna.

Zapytałbym więc, czym dla każdego jest samorealizacja i co to znaczy być sobą. Ludzie są szczęśliwi gdy budują prawdziwe relacje, są kompetentni w tym co robią i mają autonomię, czyli wolność do podejmowania decyzji.

Ja odpowiedziałem sobie na to pytanie i wiem, co chcę w życiu osiągnąć i po sobie zostawić. Ci, którzy zrobią to samo, będą wiedzieli w którym kierunku iść. Wtedy nie ma żadnej walki, jest czysty umysł prowadzący do wyników.

Jeśli myślimy o zmianie w życiu np. nowej pracy, to czy jest na to jakiś dobry moment, np. kiedy na koncie mamy wystarczająco dużo oszczędności?

Dobry moment to spójne dojrzenie do decyzji o zmianie, po to by mieć motywację. Drugim warunkiem jest lepsza alternatywa niż dotychczasowa praca pod kątem finansowym, relacyjnym, etycznym i wieloma innymi. Trzeci to zrobienie tego mądrze: bez palenia mostów, kulturalnie, bezpiecznie. I przejawem tego ostatniego są właśnie oszczędności.

Czy zmiany w naszym życiu powinny być ewolucyjne np. poprzedzone długimi przygotowaniami czy czasem po prostu „warto iść na żywioł”?

Jedno i drugie, to różne modele. Rozwiązanie szybkie jest spekulacyjne – może nastąpić nagły wzrost, a po chwili mocny upadek, bo zmianom w rzeczywistości nie towarzyszy zmiana mentalności ani zdobycie nowych kompetencji, które jednorazowe wydarzenie mogłyby zmienić w przewidywalny i kontrolowany model. Wzrost ewolucyjny natomiast, czyli organiczny, jest bezpieczniejszy, ale wolniejszy.

Generalnie, wszystko co rośnie zbyt szybko (poza rakiem i zarodkiem ludzkim) jest poza równowagą i się zniszczy. 

Kulturysta biorący sterydy szybko rośnie i niszczy swoje serce. Wygrywający w totolotka ludzie tracą większość pieniędzy w ciągu 2 lat po wygranej. Bezpieczniej jest zamieniać jedną rzeczywistość na drugą w odpowiednim tempie. Czasem, jasna sprawa, trzeba przyspieszyć i lepiej robić to uważniej.

Wielu z nas często ma przeczucie w pewnym momencie, że ich praca czy studia, które skończyli nie są tym, co chcieliby w życiu robić. Jak należy odnieść się do takiego poczucia?
Większość ma takie przeczucie, bo większość żyje modelami rodzinno-kulturowymi bez tworzenia siebie.

Należy się wymyślić w wielu kontekstach: stworzyć siebie jako rodziców, partnerów, czyjeś dzieci. 

Bez tego będziemy funkcjonować w czyichś pomysłach na nas i próbować coś zrobić z byciem pasywnym ojcem, który ma nakazane do domu przynosić pieniądze czy partnerką matkującą swemu mężowi. Większość ludzkich problemów nie ma nic wspólnego z jednostką, ale pochodzi z kultury. Oportunizm Brazylijczyka, marudzenie Polaków czy konserwatyzm ekstremalisty arabskiego nie mają z nimi jako osobami nic wspólnego – oni są po prostu nieświadomymi nośnikami kulturowych wzorców, płacąc rachunek za brak świadomości poprzednich pokoleń.

Artykuł ukazał się w magazynie „Benefit”

5 zasad udzielania feedbacku

Gdy dobra teoria jest systematycznie ćwiczona, staje się nawykiem. Poziom umiejętności odróżnia menedżerów efektywnych od tych, którzy dopiero się uczą. Jest to szczególnie istotne w sytuacjach kryzysowych, gdzie ze względu na silne przeżycia emocjonalne nie ma miejsca na zdroworozsądkowe myślenie czy dystans, bez których niemożliwe jest osiąganie celów. Wielokrotnie doświadczyłem tego na własnej skórze. W zeszłym roku, kiedy podróżowałem po Brazylii, zostałem napadnięty. Straciłem wówczas samochód wraz z całym bagażem. Negocjacje z napastnikami skończyły się odzyskaniem części zrabowanych rzeczy. Budowane przez kilkanaście lat nawyki pozwoliły mi na wyjście cało z tej dramatycznej sytuacji. Udało mi się uspokoić bandytów i ocalić życie. Nikomu nie życzę znalezienia się w podobnych okolicznościach, niemniej pokazują one, że można ocalić siebie dzięki konstruktywnym reakcjom, które są efektem konsekwentnej pracy nad sobą.
Zachęcam zatem wszystkich do budowania właściwych nawyków i stosowania się do reguł omówionych w niniejszym artykule.
 Zauważasz pozytywne czy negatywne strony?

Szklanka jest zarówno do połowy pusta, jak i do połowy pełna – oba stwierdzenia są prawdziwe, ale tylko jedno z nich pozytywnie wpływa na nasze nastawienie do negocjacji.

Niezależnie od tego, co się wydarzyło i jak źle wygląda sytuacja, zawsze zacznij od czegoś pozytywnego, nawet jeśli zabrzmi to jak truizm. Dzięki temu druga strona będzie otwarta, zmotywowana do słuchania, a nade wszystko poczuje się bezpiecznie. Ludzie najczęściej wiedzą, co zrobili źle, nie wiedzą natomiast, że mimo tego nadal w nich wierzysz, jesteś dla nich wsparciem, mogą na ciebie liczyć. Powiedz więc, gdy ktoś popełnił błąd: „Cieszę się, że się spotykamy” albo: „Dobrze, że jesteś otwarty na rozmowę w trudnej sytuacji, doceniam to. Najważniejsze, że próbowałeś, nie od razu Rzym zbudowano” itp.

Mówisz o zachowaniach czy o osobach?

Zmiana osobowości jest procesem trudnym i długotrwałym, zmiana zachowań jest dużo prostsza i szybsza. Jeśli ktoś zrobił coś głupiego, wcale nie znaczy to, że jest głupi, tak samo jak powiedzenie czegoś mądrego nie czyni z człowieka intelektualisty. To, jaka jest dana osoba, w najlepszym wypadku będzie zestawem uogólnionych cech i stworzy jej zniekształcony obraz.

To nieprecyzyjna i niepraktyczna komunikacja. Zamiast mówić o tym, jacy rzekomo są ludzie, mów o konkretnym zachowaniu, np.: „Wczoraj, gdy spóźniłeś się na spotkanie”, a nie: „Jesteś niepunktualny”, „Świetnie rozwiałeś wątpliwości tamtego klienta” zamiast: „Jesteś utalentowanym sprzedawcą”. Zachowania można powtarzać i zmieniać je w nawyki, ale osobowość nie jest ani powtarzalna, ani duplikowalna.  

Diagnozujesz czy konstruujesz?

Diagnoza to opis sytuacji dotyczący przeszłości. Nazywa rzecz po imieniu i pozwala ją zakwalifikować. Niczego nie zmienia, odnosi się bowiem do tego, co już było. Umożliwia zrozumienie przyczyn niepowodzenia. Sama w sobie nie jest konstruktywna, ponieważ nie buduje rozwiązania na przyszłość. Jeśli chcesz, aby następnym razem zrobiono coś lepiej, zadaj rozmówcy pytanie:

Co konkretnie można zrobić lepiej następnym razem?

Nie myśl w kategoriach niepopełniania błędów (to działanie reaktywne – tak jak iluzoryczne jest przekonanie, że brak długów jest bogactwem), ale w kategoriach konstruktywnych rozwiązań. Popełnienie błędu powinno zawsze prowadzić do wyciągnięcia lekcji i stworzenia lepszej przyszłości. Zamiast rozważać, czego nie robić, szukaj odpowiedzi na pytanie, co zrobić.

Jesteś precyzyjny czy abstrakcyjny?

Mama mówiąca w piaskownicy dziecku, by było grzeczne, poniesie klęskę wychowawczą.

Po pierwsze, wykonanie polecenia „być” jest nierealne (można podnieść, rzucić, uśmiechnąć się, ale nie można „być”), po drugie, słowo „grzeczne” nie jest precyzyjnie zdefiniowane. Gdyby powiedziała: „Oddaj tę zabawkę płaczącemu koledze”, jej dziecko miałoby możliwość wykonania tego polecenia. Zamień dziecko na pracownika, mamę na menedżera i pomyśl, ile razy rzuca się jak grochem o ścianę w pracy wyrażeniami w stylu: „zmotywuj się”, „idź na maksa”, „bądź ambitny”.

Wartość motywacyjna tych wyrażeń może być duża, ale wartość merytoryczna jest minimalna. Dlatego testuj każde swoje polecenie pytaniem:

Czy jestem w stanie to wykonać w praktyce?

I jeśli nie będziesz, nie spodziewaj się tego po rozmówcy.

Jesteś przykładem czy telepatą?

Badania psychologiczne dotyczące efektywnej nauki nie pozostawiają złudzeń: ludzie najszybciej uczą się przez naśladownictwo. Co więcej, robią to, co widzą u osoby, na której się wzorują, a nie to, co ona mówi. W przypadku niespójności lub niekonsekwencji tracą zaufanie, motywację i przestają cenić taką osobę jako autorytet.

Dlatego każdy menedżer musi umieć w praktyce zademonstrować to, czego oczekuje od innych, będąc dla swoich podwładnych punktem odniesienia. Nie tylko zmotywuje to jego samego (dla innych robimy więcej niż dla siebie), lecz także sprawi, że zespół szybko nauczy się czegoś konkretnego bez konieczności domyślania się, o co chodziło szefowi. Nikt nie jest telepatą, ale każdy może być obserwatorem.

Artykuł ukazał się w magazynie „Benefit”

6 zdań, które ludzie z twego zespołu chcą usłyszeć

To, co mówisz i robisz, to poziom operacyjny. Techniki, które realizują określone strategie. I choć twoje słowa są pozornie zwyczajne, a zachowania wydają się powtarzalne, powód, dla którego są używane, będzie dawał im potężny impakt lub go całkowicie odbierał.Zrozumienie, co kryje się pod naskórkowością przekazu komunikacyjnego, ma kluczowe znaczenie dla jego skuteczności, a ta niewidzialna intencja decyduje o sposobie rozumienia twoich słów i zachowań przez odbiorcę.

Poniżej znajdziesz 6 krótkich zdań, które ludzie z twojej firmy (oraz twoi bliscy w domu) z całą pewnością chcą usłyszeć. Ich wartość jednak nie leży jedynie w samej mocy słów – jest ukryta w intencji, z którą je wypowiadasz. I to nią właśnie się kieruj, pozytywnie wpływając na swoje otoczenie.

Świetnie to zrobiłeś

Pozytywne wsparcie w polskiej kulturze, w której 80 proc. ankietowanych systematycznie przeklina, hejting jest raczej zasadą internetowej komunikacji, a poziom zaufania ludzi do siebie jest jednym z najniższych na świecie (jedynie 12 proc. Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, iż większości ludziom można ufać, w Danii 66 proc.), czyli świadomy i pozytywny feedback, jest towarem szczególnie poszukiwanym.

Entuzjastyczne, optymistyczne wsparcie pochwałą, uśmiechem czy prozaicznym przybiciem piątki wyraża uznanie dla czyjegoś osiągnięcia. Pokazuje przyjacielskie wsparcie, oducza zawiści, ukierunkowuje nagradzany mozg na kontynuowanie chwalonego zachowania.

Nie omieszkaj każdego dnia zauważać u siebie, swoich bliskich i w pracy takich działań, które podsumujesz szczerym: „Świetnie to zrobiłeś”.

Wiem, że stać cię na więcej

W psychologii istnieje kilka praw opisujących zależność wyniku od nastawienia nauczyciela (lidera, szefa).

Efekt Rosenthala pokazuje, że ludzie chcą spełniać pokładane w nich nadzieje – jeśli więc lider wierzy, że jego podopieczny może mieć lepszy wynik, podświadomie będzie do tego zmierzał i on jako prowadzący, i jego podopieczny, nie chcąc nikomu sprawić zawodu.

Drugi to efekt Galatei – jeśli mamy pozytywne oczekiwania w stosunku do ludzi, to nawet mimo niesprzyjających warunków zaczynają się oni zachowywać zgodnie z tymi oczekiwaniami.

Jego przeciwieństwem jest efekt Golema – ludzie zaczynają się zachowywać zgodnie z negatywnymi oczekiwaniami, nawet jeśli kontekst tego nie wymaga (np. pracownicy gorzej pracują, bo szef im wmawia, że się nie uda). Dlatego śmiało, z wiarą w optymistyczny zdrowy rozsądek, oczekuj postępów od swojego zespołu: „Wiem, że stać cię na więcej”.

Wiem, że sobie poradzisz

Nawet najtwardsi z najtwardszych mają momenty zwątpienia i gorsze chwile. Bo oczekiwany kontrakt nie wypalił, bo ważny pracownik zawiódł, bo dostawcy się spóźniają. W takich chwilach potrzeba wsparcia. Ale nie tylko merytorycznego, czyli wiedzy o tym, jak rozwiązać dany problem – chodzi o wsparcie emocjonalne. O przekonanie, że nie jest się samemu w kłopotach. O zaufanie, że jest się razem na dobre i na złe. O wsparcie, którego wartość jest wprost proporcjonalna do obaw i innych negatywnych emocji związanych z przejściowym „dołkiem”. Bo wtedy właśnie ich mięsień cierpliwości i wytrzymałości jest testowany i muszą usłyszeć od kogoś, że sobie poradzą.

Jakie proponujesz rozwiązanie?

Analityków diagnozujących problemy wśród pracowników nie brakuje – każdy doskonale wie, co nie działa. Ale sama diagnoza nie likwiduje choroby. Bez konstruktywnych rozwiązań staje się narzekactwem, marudzeniem i prowadzi do utraty sprawczości, oddania kontroli zewnętrznym okolicznościom.

Kluczowe w takiej sytuacji staje się uczenie w zespole nawykowego szukania rozwiązań, najlepiej minimum trzech.

Dzięki temu diagnoza spełni swoją analityczną funkcję, a propozycje rozwiązań stworzą więcej opcji na przyszłość. Drugorzędna jest ich merytoryczna przydatność, bo ta przychodzi wraz z doświadczeniem; chodzi znacznie bardziej o naukę nawyków konstruktywnego myślenia, które z czasem będzie wypełniać się lepszą treścią.

Przepraszam, myliłem się

Przyznanie się do błędu nie jest oznaką słabości, ale siły. Zauważenie własnego przejawu głupoty jest przejawem mądrości, a okazanie wstydu dowodem na odwagę. Lider, który poza dokonaniami merytorycznymi i uznaniem za wyniki potrafi także być ludzki, zdobędzie szacunek zespołu sercem, a za sercem idzie się bardziej niż za pieniędzmi.

Lider łączący siłę z wrażliwością jest człowiekiem przyszłości, bo jego własne zdanie i asertywność w jego bronieniu wraz z empatyczną otwartością na drugiego człowieka daje dostęp do większej ilości zasobów.

Dlatego jeśli zdarzy ci się pomylić, nie unikaj konfrontacji ze swoją ludzką, nieidealną częścią: spójrz innym w oczy i przyznaj się do błędu. Zostanie to docenione.

To będzie dobry dzień i dzięki za dzisiaj

Zgodnie z efektem pierwszeństwa, mozg najlepiej zapamiętuje to, z czym miał do czynienia na początku, a idąc za efektem świeżości – z czym na końcu. Innymi słowy kluczowe jest to, jak zaczynasz i jak kończysz, bo na tym skupią się twoi ludzie.

Jeśli więc wychodzisz z domu, całuj szczególnie mocno rodzinę na pożegnanie, a wracając, od razu witaj się równie mocno jak rano, w ciepły sposób. Jeśli wchodzisz do pracy, powitaj wszystkich entuzjastycznie i wrzuć motywacyjne: „To będzie dobry dzień”, a wychodząc, koniecznie podziękuj za udany dzień.

Wdzięczność uwolni w ciele produkcję przeciwciał (wszyscy będą zdrowsi) i dostarczy zastrzyku endorfin (poczucie szczęścia). Najnowsze badania pokazują, że pracownicy nastawieni na szczęście przynoszą do firmy więcej pieniędzy niż ci, którzy chcą jedynie wyników.

Artykuł ukazał się w miesięczniku „Benefit”

7000 osób na The Way Ahead

Z żoną Ilianą

Jak uczyć się języków obcych - film na YouTube, który obejrzano ponad milion razy

Kilka z dziesięciu bestsellerowych książek

4000 osób na National Achievers Congress

Bio

Bio

Mateusz Grzesiak jest nauczycielem, trenerem i konsultantem. Ukończył prawo, psychologię i studia doktoranckie z zarządzania. Szkoli międzynarodowo od ponad 13 lat w 6 językach, głównie na rynkach europejskich (m.in. Niemcy, Anglia, Irlandia, Włochy, Polska) i latynoskich (m.in. Ekwador, Meksyk, Brazylia, Kolumbia). Pomaga ludziom i biznesowi osiągnąć zaplanowane cele przez dostarczanie narzędzi psychologii interdyscyplinarnej w czterech obszarach biznesu i życia osobistego: sprzedaży i marketingu, samorealizacji
i relacji, kultury i wartości, przywództwa i zarządzania.

Napisał dziesięć bestsellerowych książek, jest autorem licznych artykułów publikowanych międzynarodowo. Stale odwiedza programy telewizyjne i radiowe w Polsce i zagranicą. Pracuje z m.in. zarządami firm, średnią i wyższą kadrą menedżerską, przedsiębiorcami, gwiazdami estrady, sportowcami oraz dziesiątkami tysięcy osób z całego świata. Na profilach społecznościowych obserwuje go ponad 350 tysięcy fanów. Wdraża projekty, konsultuje, prowadzi warsztaty i szkolenia, wydaje produkty cyfrowe na wielu rynkach, wykłada na uczelniach wyższych, jest prezesem spółki i stoi na czele grupy badawczej Instytutu Starway. 

Jest żonaty i głęboko zakochany w dr farmacji Ilianie Ramirez, z którą ma córkę Adrianę. Uwielbia kolumbijską kawę, argentyńskiego Malbeca, odwiedził blisko 120 krajów. Obsesyjnie ćwiczy brazylijskie jiu jitsu i się uczy. Za swe największe osiągnięcia życiowe uznaje poderwanie swojej przyszłej żony na ulicy w Mexico City podczas demonstrowania technik komunikacyjnych uczestnikom szkolenia, wyjście cało z porwania w Brazylii, schudnięcie ponad 30 kilogramów w 7 miesięcy, napisanie najpopularniejszej książki psychologicznej w Polsce, wyleczenie się z nadciśnienia i prowadzenie szkoleń na całym świecie w egzotycznych krajach w ich językach. Jego motto życiowe brzmi: „Stwórz życie w jakim jesteś najlepszą wersją siebie, masz czego pragniesz, pomagasz innym i zmieniasz świat”. 

Nie lubi spać. Jest perfekcjonistą. Oczekuje bycia najlepszym i najwyższych standardów światowych. Nie interesuje go przeciętność, narzekanie, szukanie winnych. Jest bezpośredni, permanentnie podnosi poprzeczkę sobie i innym, chce przeżyć swe życie w służbie idei, w które wierzy. Jego wizją jest dostarczenie światu narzędzi z zakresu psychologii interdyscyplinarnej - nauki, która łączy psychologiczne techniki pochodzące z różnych dziedzin w celu stworzenia nowatorskich modeli zmiany w życiu osobistym i biznesie. 

Dołącz do nas

Dołącz do nas

Załaduj więcej

Media

Czytaj więcej Jak znaleźć czas, którego nie ma? Mateusz Grzesiak: Zacznij od wypisania ról, które pełnisz w życiu Jak znaleźć czas, którego nie ma? Mateusz Grzesiak: Zacznij od wypisania ról, które pełnisz w życiu ''Negocjuj sam ze sobą, ile czasu na jakie aktywności chcesz poświęcać. Dzięki temu będziesz miał swoje życie pod kontrolą''

Na brak czasu narzekają chyba wszyscy - mamy go za mało w pracy, nie możemy go znaleźć po pracy, a weekend jest za krótki, żeby nadrobić to, na co zabrakło nam czasu w tygodniu. To efekt nieumiejętnego łączenia życia zawodowego z prywatnym. Z tego powodu pracodawcy na świecie tracą 300 mld dol. rocznie, a niejedna rodzina przeżywa kryzys. Jak znaleźć czas, którego nie ma? - Trzeba go "zrobić" - mówi Mateusz Grzesiak, psycholog i najpopularniejszy coach w kraju.
Czytaj więcej Sztuka wystąpień. Mateusz Grzesiak radzi, jak skutecznie wygłosić i ''sprzedać'' prezentację Sztuka wystąpień. Mateusz Grzesiak radzi, jak skutecznie wygłosić i ''sprzedać'' prezentację Dobrze przygotowana prezentacja daje poczucie bezpieczeństwa, a to podczas stresujących wystąpień publicznych jest często zaburzone. Są jednak sposoby, które pozwalają w takiej sytuacji nie tylko zapanować nad stresem, ale też gwarantują skuteczność przekazu. Jak skorzystać z tzw. formatu prezentacyjnego i jak "zadbać o ciało" podczas prezentacji radzi Mateusz Grzesiak, psycholog i coach.
Czytaj więcej Dlaczego lubimy zaglądać do sypialni celebrytów? Dlaczego lubimy zaglądać do sypialni celebrytów? Gdyby Doda przeczytała ten tekst to byłaby w szoku, czyli dlaczego lubimy zaglądać do sypialni celebryto´w nawet częściej niż do własnej.
Czemu moja córka woli Justina Biebera ode mnie? Zapytał się rodzic i zmartwiony włączył telewizor by obejrzeć serwis informacyjny. I dowiedział się, że matka Madzi jest na wolności, jaki garnitur kupił premier i jak Rihanna spędziła czas na plaży w Trójmieście.
Czytaj więcej Zawód COACH Zawód COACH ​W organizowanym niedawno przez naszą redakcję konkursie Perły HR niemal każdy laureat opisywał swoją pracę jako ciągłą edukację i chęć rozwoju. Niektórzy zastanawiali się w jakich jeszcze kierunkach mogliby się szkolić i jak rozwinąć swoją karierę. W takich sytuacjach warto zasięgnąć porady psychologa czy coacha, a jednym z najlepszych w swoim fachu jest nasz rozmówca. Przed państwem rozmowa z Mateuszem Grzesiakiem – polskim trenerem rozwoju osobistego, autorem książek z zakresu psychologii sukcesu, zmiany i relacji oraz inteligencji emocjonalnej. Bardzo polecamy!
Czytaj więcej Bez sprzedaży nie ma sukcesu Bez sprzedaży nie ma sukcesu Nawet najbardziej przełomowy wynalazek nie przyniesie większych korzyści, jeśli się go odpowiednio nie sprzeda. Polacy często tego nie potrafią. Czytaj więcej 10 technik motywacyjnych, które rano podniosą Ci nogi do biegania 10 technik motywacyjnych, które rano podniosą Ci nogi do biegania ​Albo do pójścia na siłownię, albo na nordic walking, albo na zwykły spacer. O tym, że sport to zdrowie, wie każdy. O tym, że cukrzyca czy choroby kardiologiczne wynikają z otyłości, też każdy wie. Nie jest żadną tajemnicą, że sport wpływa również na dobrostan psychiczny. Ale sama wiedza nie wystarczy, trzeba mieć jeszcze motywację, czyli umiejętność takiego zarządzania emocjami, by je ukierunkować na cel i podjąć konkretne działania, aby go zrealizować. Poniższe techniki pomogą Ci w tym zakresie.
Czytaj więcej Jak tworzyć swoją markę? Jak tworzyć swoją markę? Możesz być świetnym sprzedawcą oferującym potrzebny klientowi produkt, ale jeśli zostaniesz uznany za domokrążcę, to nie dostaniesz żadnej szansy. Możesz być niezwykle kompetentną kandydatką na konkretne stanowisko, ale jeśli nie zaprezentujesz tego w odpowiedni sposób, potencjalny pracodawca znajdzie kogoś słabszego merytorycznie, ale lepiej się prezentującego. Czytaj więcej Co zrobić, aby speech motywacyjny zadziałał? Co zrobić, aby speech motywacyjny zadziałał? Pracuję jako trener i coach już kilkanaście lat występując w różnych krajach i wykładając w pięciu językach. To moja wyrosła z dziecięcego marzenia pasja, która z czasem zamieniła się w potrzebny i inspirujący zawód. Uczę, motywuję, przekonuję słuchaczy, że o jakości ich życia decydują konstruktywne myślenie i  skuteczna komunikacja. By słuchaczom zaszczepić te idee, muszę do nich skutecznie przemawiać – tak skonstruować mój wykład, by trafił on do ich serc i umysłów. Co sprawia, że odbiorcy odrzucają nasz przekaz lub nie jest on dla nich w pełni zrozumiały? Jak zadbać – będąc liderem czy menedżerem – by publiczne wystąpienie, np. prezentacja strategii czy nowego produktu klientom, osiągnęły jak najlepszy rezultat?
Czytaj więcej Robię szczęście Robię szczęście Czy Polacy żyją według filozofii slow life?

Mateusz Grzesiak: Większość z nas żyje w pośpiechu. Jesteśmy na dorobku. Statystyczny Polak pracuje tygodniowo 51 godzin. Co dziesiąty jest zatrudniony na dwa etaty. Generalnie, ludzie pracują więcej niż powinni. Rocznie na życie zawodowe poświęcamy dwa tysiące godzin. Dla porównania, Niemcy pracują ok. 1400 godzin. Oni osiągnęli już wysoki status i mogli sobie pozwolić, by zająć się slow life. Są też na innym poziomie świadomości jako kultura.
Czytaj więcej Sukces można naśladować Sukces można naśladować Przeglądałem wiele fragmentów twoich szkoleń. Czasami uczysz ludzi na temat relacji kobiet i mężczyzn – uświadamiasz im, jak nie popełniać błędów w komunikacji z drugim człowiekiem. A jak unikać problemów w relacjach: pracownik – pracodawca?
Czytaj więcej 10 rzeczy, które musisz wiedzieć o pokoleniu Y 10 rzeczy, które musisz wiedzieć o pokoleniu Y Jeśli chcesz wiedzieć, skąd biorą się ich wygórowane oczekiwania, dlaczego często zmieniają pracę i z czym mają największe problemy, poniżej znajdziesz psychologiczno-socjologiczną analizę osób reprezentujących to pokolenie. Czytaj uważnie – ci ludzie to twoi potencjalni klienci, pracownicy, a wkrótce być może szefowie!
Szyfr rodem z Enigmy? Nie! To opis pokolenia milenijnego, ludzi urodzonych po roku 1980 i przed 2000. Są następcami X-ow i torują drogę dla F-ow (pokolenia Facebooka, czyli dzisiejszej młodzieży urodzonej w czasach mediów społecznościach). Każde pokolenie ma pewne archetypowe i niepowtarzalne cechy odróżniające je od wcześniejszych generacji, co wywołuje między nimi oczywisty konflikt (interesów, wartości, przekonań).
Czytaj więcej Lifehacking Lifehacking Kilkadziesiąt lat temu nikt nie myślał w kategoriach modelowania sukcesu – budowania duplikowalnych wzorców, które służą do osiągania powtarzalnych efektów. Później, gdy psychologia poznawcza upraszczała i upowszechniała narzędzia komunikacyjne, zaczęły powstawać coraz efektywniejsze modele służące do rozwiązywania określonych problemów.
Czytaj więcej Wspieraj sport tak, jak sport wspiera Ciebie Wspieraj sport tak, jak sport wspiera Ciebie Gdy zawodnicy reprezentacji wychodzą na murawę, wszystko w Brazylii zamiera. Po na co dzień potwornie zakorkowanych ulicach nie poruszają się żadne samochody. Chodniki, po których przechodzą tysiące ludzi na godzinę, są puste. Bary i restauracje są tak pełne, że nie ma gdzie stanąć. Kelnerzy, wpatrzeni w telewizory, zapominają o swojej pracy, choć nikt nie będzie miał do nich pretensji. W końcu dziś jest mecz. A jak jest mecz, nie ma znaczenia że obok milionera ze złotym zegarkiem na ręku na ulicy stoi żebrak, który żyje z dnia na dzień. Że tuż obok babci z gromadką wnucząt seksownie porusza się w rytm samby słyszanej z wuwuzeli w udających że cokolwiek skrywają szortach atrakcyjna modelka. Ona jest czarnoskóra, oni biali, a kawałek dalej jeszcze głośniej kibicują mieszkający tu licznie Brazylijczycy japońskiego pochodzenia. Dziś nie ma znaczenia, ile masz lat, jaki masz kolor skóry, czy mieszkasz w faveli bez prądu i rynsztokiem obok domu, czy w luksusowym apartamentowcu. Dziś jest mecz i wszyscy w Brazylii są tacy sami. Piłce nożnej udaje się coś, czego nie dokonał żaden polityk ani gwiazda estrady – zjednoczyć kraj i zniwelować, choć na chwilę, kolosalne różnice społeczne. Sport jednoczy ludzi. Czytaj więcej Umiejętności miękkie możesz ćwiczyć jak jazdę na rowerze Umiejętności miękkie możesz ćwiczyć jak jazdę na rowerze Jest Pan najbardziej rozpoznawalnym trenerem rozwoju osobistego w Polsce, świadczy o tym chociażby liczba fanów na Facebooku, których jest już ponad 133 tysiące. Uczy Pan w kilku językach i krajach między innym w Brazylii oraz napisał Pan siedem książek. Jaka była Pańska droga na szczyt?
Czytaj więcej 11 technik precyzyjnej komunikacji 11 technik precyzyjnej komunikacji
Prosisz pracownika o coś, co jest dla ciebie tak oczywiste jak słowa, które teraz czytasz. Mówisz mu o tym dla absolutnej pewności dwa razy, tak by nie było żadnych wątpliwości. Uważasz, że nie ma takiej opcji, by tego nie mógł zrozumieć, to przecież tylko kwestia wykonania.
Doskonale wiesz, o czym zaraz przeczytasz? Jasne, że wiesz. Przerabiałeś to setki razy. I nie tylko z pracownikiem, ale też z żoną, dzieckiem, znajomymi. Nie zrozumieli. Zrobili inaczej, niż chciałeś. Albo w ogóle nic nie zrobili. Jakikolwiek powód zostałby podany, nie zmieni to prostego faktu – nie ma oczekiwanego rezultatu. Frustruje cię jakość waszej relacji, a ty zastanawiasz się, co możesz zrobić lepiej następnym razem.
Czytaj więcej Siedem poziomów motywacji Siedem poziomów motywacji Motywacja jest jednym z najważniejszych miękkich czynników efektywności życiowej. Bez niej nie chce nam się wstać z łóżka, bez niej sprzedawca nie zarobi pieniędzy, bez niej menedżer nie zaplanuje kolejnych działań.
Wszyscy o niej mówią, ale mało kto ma jakiekolwiek pojęcie, czym jest, jak działa motywacja i co to znaczy motywować. Po lekturze niniejszego artykułu będziesz wiedział na ten temat znacznie więcej.
Czytaj więcej Korzystaj z psychologii osiągnięć Korzystaj z psychologii osiągnięć Wielu z nas ma świetne pomysły, a tylko nieliczni je realizują. Co nas powstrzymuje? Czytaj więcej 5 zasad udzielania feedbacku 5 zasad udzielania feedbacku Gdy dobra teoria jest systematycznie ćwiczona, staje się nawykiem. Poziom umiejętności odróżnia menedżerów efektywnych od tych, którzy dopiero się uczą. Jest to szczególnie istotne w sytuacjach kryzysowych, gdzie ze względu na silne przeżycia emocjonalne nie ma miejsca na zdroworozsądkowe myślenie czy dystans, bez których niemożliwe jest osiąganie celów. Wielokrotnie doświadczyłem tego na własnej skórze. W zeszłym roku, kiedy podróżowałem po Brazylii, zostałem napadnięty. Straciłem wówczas samochód wraz z całym bagażem. Negocjacje z napastnikami skończyły się odzyskaniem części zrabowanych rzeczy. Budowane przez kilkanaście lat nawyki pozwoliły mi na wyjście cało z tej dramatycznej sytuacji. Udało mi się uspokoić bandytów i ocalić życie. Nikomu nie życzę znalezienia się w podobnych okolicznościach, niemniej pokazują one, że można ocalić siebie dzięki konstruktywnym reakcjom, które są efektem konsekwentnej pracy nad sobą.

Zachęcam zatem wszystkich do budowania właściwych nawyków i stosowania się do reguł omówionych w niniejszym artykule.
Czytaj więcej 6 zdań, które ludzie z twego zespołu chcą usłyszeć 6 zdań, które ludzie z twego zespołu chcą usłyszeć
To, co mówisz i robisz, to poziom operacyjny. Techniki, które realizują określone strategie. I choć twoje słowa są pozornie zwyczajne, a zachowania wydają się powtarzalne, powód, dla którego są używane, będzie dawał im potężny impakt lub go całkowicie odbierał.
Zrozumienie, co kryje się pod naskórkowością przekazu komunikacyjnego, ma kluczowe znaczenie dla jego skuteczności, a ta niewidzialna intencja decyduje o sposobie rozumienia twoich słów i zachowań przez odbiorcę.
Poniżej znajdziesz 6 krótkich zdań, które ludzie z twojej firmy (oraz twoi bliscy w domu) z całą pewnością chcą usłyszeć. Ich wartość jednak nie leży jedynie w samej mocy słów – jest ukryta w intencji, z którą je wypowiadasz. I to nią właśnie się kieruj, pozytywnie wpływając na swoje otoczenie.

Książki

Psychologia Sprzedaży - droga do sprawczości, niezależności i pieniędzy

Psychologia Sprzedaży - droga do sprawczości, niezależności i pieniędzy

Każdy z nas sprzedaje w jakiś sposób siebie, za pomocą wizerunku, emocji, opowiadanych historii. Rodzic sprzedaje dziecku strategie radzenia sobie z rzeczywistością, a partnerzy składają sobie nawzajem oferty na abstrakcyjny produkt jakim jest świetlana przyszłość. Nauczyciel sprzedaje wiedzę uczniom i jeśli zrobi to dobrze, rozkocha ich w przedmiocie i przyczyni się do wyboru ścieżki życiowej. Każ dy potencjalny kandydat o pracę sprzedaje szefowi historię o tym, jak zmieni jego firmę, podobnie jak mężczyzna sprzedaje kobiecie, że ta decydując się na związek z nim, będzie szczęśliwa. Sprzedaż jest wszędzie, a rynek matrymonialny, gospodarczy, intelektualny, emocjonalny czy rodzinny nie różnią się od siebie fundamentami, bo każdy z nich opiera się na interakcji między dwoma podmiotami, z których jeden ma ofertę wartości dla drugiego.

Więcej Zamknij

Psychologia relacji, czyli jak budować świadome związki z partnerem, dziećmi i rodzicami

Psychologia relacji, czyli jak budować świadome związki z partnerem, dziećmi i rodzicami

Wszystko, co dobre i złe w człowieku, bierze się z najwcześniejszego etapu życia — życia w rodzinie. To właśnie ona daje mentalny, emocjonalny, relacyjny i moralny kręgosłup, z którym młoda osoba rusza w świat. Jeśli ten ekwipunek okaże się słabej jakości, prawdopodobieństwo bycia szczęśliwym i odnoszącym sukcesy dorosłym znacznie spada. Nieuleczone rany rodziców przechodzą na nieświadome dzieci, które bez odpowiednich wzorców nie radzą sobie w życiu tak, jakby mogły. Aż 40% polskich małżeństw się rozwodzi, często bez dojrzałości i klasy. Niektóre rodzinne spory ciągną się latami. Problemy z domu przenosimy na pracę, przez co cierpimy, chorujemy, a nawet tracimy poczucie sensu życia i nadzieję na przyszłość.

Dlaczego tak się dzieje? Bo nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Używamy słów jedynie do wymiany uwag i informacji albo do ranienia innych. Tymczasem umiejętnie przeprowadzony dialog to potężny sprzymierzeniec w budowaniu świadomych związków z osobami, które są dla nas najważniejsze. Ten dialog jest oparty na sprawdzonej naukowo, psychologicznej wiedzy, podanej w przystępny sposób. I dlatego właśnie powstała ta książka — spisano w niej w jednym miejscu reguły tworzenia świadomych związków. Pomoże Ci ona uniknąć wielu konfliktów z bliskimi i uleczyć niedziałające relacje. Być może ochroni przed niepotrzebnym rozstaniem. Bez dwóch zdań ułatwi komunikację z bliskimi, usprawni emocje między Wami, powie dokładnie, jak i co robić w sytuacjach rodzinnych. To piękna książka z fascynującą, potrzebną do życia wiedzą.

Więcej Zamknij

Success and Change

Success and Change

Mateusz Grzesiak zdobywcą Nagrody Teofrasta!

Bestseller wydawnictwa Onepress - "Success and Change" - otrzymałnagrodę Teofrasta dla najpopularniejszej książki psychologicznej 2014 roku, przyznawaną przez miesięcznik "Charaktery".

Naucz się zarządzać JEDNYM kluczowym czynnikiem, aby w pełni wykorzystać osobisty potencjał, zwiększyć własną efektywność i podnieść jakość swojego życia.
Konstruktywne myślenie, skuteczna komunikacja, upragniona kontrola nad własnymi emocjami, zrealizowane cele, silna osobowość… By móc to wszystko osiągnąć potrzebujesz umiejętnie wpływać na jedną rzecz… Tylko? Tak, bo ta jedna rzecz decyduje o wszystkim – to Twój umysł. Nadszedł już czas, abyś w pełni wykorzystał jego możliwości.

Proponuję Ci zmianę. To będzie podróż od powtarzających się błędów, ograniczeń, nerwów i frustracji do świadomego życia, wolności emocjonalnej, stabilnych relacji i realizacji Twoich najważniejszych celów. 

Po pierwsze… bądź bardziej świadomy! 

Zajrzyj trochę głębiej i odszukaj w sobie to, co najlepsze. Odkryj własne ograniczenia i blokady, by zerwać z nimi raz na zawsze. Porzuć stare przeświadczenia, problematyczne relacje, męczące nawyki i zacznij świadomie zarządzać swoim życiem. 

Po drugie… wpłyń na bieg wydarzeń! 

Success and change to Twój prywatny trening umysłu. Nareszcie dowiesz się, jak skutecznie wpływać na zdarzenia, by bez przeszkód realizować plany i układać życie na własnych warunkach.
 

Więcej Zamknij

100happydays, czyli jak się robi szczęście w 100 dni

100happydays, czyli jak się robi szczęście w 100 dni

Historia o sile szczęścia

Ta książka jest inna niż wszystkie. To świadectwo. Świadectwo wyjątkowości w normalności. Świadectwo stu dni szczęśliwego życia, które zaczęły się internetową akcją, a skończyły... No cóż, tego dowiesz się, gdy doczytasz do końca. W książce znajdziesz nie tylko inspirujące historie, ale także ćwiczenia, które pomogą Ci przybliżyć się do swojego szczęścia i rozumienia życia.

Więcej Zamknij

Ego-rcyzmy. Poznaj, czym jest i jak działa ego

Ego-rcyzmy. Poznaj, czym jest i jak działa ego

W przyszłości ktoś będzie patrzył na Twoje pokolenie z niedowierzaniem, zastanawiając się, jak ludzie mogli żyć w taki sposób. Mieć głowy wypełnione lękami z przeszłości, mimo że przecież możliwe jest życie tylko w teraźniejszości. Oczekiwać z niepewnością przyszłych rezultatów, tak jakby od nich zależała wartość człowieka, choć każdy przecież jest wartością samą w sobie. Snuć historie na temat swojego "ja", tak jakby można było człowieka określić jakąkolwiek etykietą. Idealizować albo krytykować innych i uznawać siebie za lepszych albo gorszych. Oceniać świat w kategoriach dobra lub zła, tak jakby jakikolwiek umysł był w stanie rozpoznać wyroki boskie i ocenić, co powinno, a co nie powinno się dziać.

Będzie to możliwe dopiero za kilkadziesiąt, może kilkaset lat. Ludzkość nie zrozumiała jeszcze, że oświecenie i życie w stanie bezwarunkowego szczęścia oraz mądrości nie jest azjatycką bajką, ale jedyną prawdziwą drogą, dostępną dla każdego. A może Ty już jesteś na tym etapie?

Ta książka opisuje funkcjonowanie ego, czyli iluzję istnienia ludzkiego "ja".Tłumaczy, czym są myśli i na jakich zasadach identyfikacja z nimi wciąga nas w świat iluzji. Wyjaśnia pojęcie separacji, oddzielającej nas od prawdziwej rzeczywistości i budującej fałszywe opinie czy poglądy, przez które cierpimy. Jest mapą wskazującą drogę do zrozumienia ego i ciągłego oświecania się, prowadzącego nieuchronnie do absolutnej, bezwarunkowej wolności. Uczy odstawania się zamiast stawania i jest powrotem do źródeł prawdziwej ludzkiej natury. Jeśli sądzisz, że jesteś kimś więcej, niż wydaje Ci się na co dzień, znajdziesz tu rozwiązania, jakich szukasz.
 

Więcej Zamknij

AlphaHuman

AlphaHuman

Podróżniku Życia!

Mamy tylko ten jeden moment, więc zatrzymaj się na chwilę z tą książką w dłoniach. Nie ma przypadków. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Niekiedy dopiero po latach rozumiemy dlaczego.

Za chwilę stanie się coś ważnego. Zadasz sobie pytanie, które jest kwintesencją zrozumienia tego, co doprowadziło Cię do tej chwili.

Pełnisz różne role w swoim życiu — członka rodziny, przyjaciela, pracownika, obywatela. Masz jakąś płeć i oceniasz siebie na różne sposoby, czasem gorsze, czasem lepsze. Wychowywano Cię przez całe życie, byś był "kimś" i miał to "coś" — te dwie misje zabrały Ci sporo czasu z Twego cennego życia. Tak jakby przepisem na życie był domek do mieszkania, ciało do pokazania, praca do zapewnienia bezpieczeństwa, internet do ucieczki od siebie samego, rodzina i znajomi do zniknięcia w tłumie. W tym śnie kończy większość z nas. A Ty… Czy Ty tak właśnie chcesz skończyć?

Zastanów się przez chwilę, kim byś był bez tych wszystkich aspektów osobowości. Jak byś żył, gdybyś nie przemieniał się w kogoś przy innych ludziach, by dobrze Cię postrzegali. Gdybyś przestał zaciskać zęby, gdy pragniesz krzyczeć, i nie udawał, gdy pragniesz coś komuś otwarcie powiedzieć? Gdybyś zaczął prezentować prawdziwą odwagę, zamiast nieśmiałości albo pozerstwa, gdybyś nie sprzedawał siebie pod maską wyjątkowości czy kultury i dowiedział się tego, co powinieneś już dawno zrozumieć? Gdybyś wiedział, że istnieje coś więcej, co przekracza najśmielsze wyobrażenia i jest dostępne tylko nielicznym? Co by się wtedy stało? Kim byś wtedy był? Kim w ogóle jesteś, gdy zdejmiesz z siebie te wszystkie warstwy wieku, płci, wyglądu, celów życiowych, podziału na bliskich i dalekich, moralne i niemoralne, gorsze i lepsze? KIM TY W OGÓLE JESTEŚ??

Uważaj… Oferuję tylko i wyłącznie Prawdę. Gdy raz się Ją złapie za nogi, nie ma odwrotu. Jeśli chcesz Ją poznać, jeśli czujesz, że jest głębszy powód, dla którego wybrałeś… a może zostałeś wybrany przez tę książkę… to chcesz odkryć Siebie, o jakim nawet nie miałeś odwagi pomarzyć. I jeśli jest w Tobie coś więcej niż tylko mały światek nieświadomych iluzji, których trzeba bronić przez całe życie, jeśli masz odwagę zobaczyć, co jest w króliczej norze, jeśli nie boisz się być takim bohaterem, który patrzy sobie w twarz w lustrze z dużą pokorą i świadomym zrozumieniem, jeśli pragniesz, jeśli jesteś gotowy, oddaj się temu, co szuka Cię przez całe życie… To znaczy, że nadszedł już ten Czas i powinniśmy na siebie trafić.

Więcej Zamknij

TyMyśl. Inaczej zrobią to za Ciebie...

TyMyśl. Inaczej zrobią to za Ciebie...

To drugie wydanie -- bo Ty chcesz być na bieżąco, a my się rozwijamy. Dodaliśmy dwa rozdziały. Nauczyliśmy się sporo o różnicy między logiką, bezwarunkowymi uczuciami i ciągle zmieniającymi się emocjami. Napisaliśmy o człowieku myślącym, który potrafi korzystać z całej oferty świata, a nie tylko prowadzić egzystencję transującego robota, powtarzającego za innymi ich życie. Oj, będziesz dużo mądrzejszy po przeczytaniu tego wszystkiego... Dużo!

Wiesz, że pewne rzeczy się nie zmieniły? Nadal 99,3% ludzi, którzy zwrócili uwagę na tytuł tej książki, sięgnęło po nią i czyta teraz ten tekst. Ich mózgi, wiedzione pragnieniem nowości i nieznanego, przestawiły się na tryb ciekawości oraz zainteresowania. Teraz chcą dowiedzieć się, o czym jest ta książka. Zanim ją kupią, przeczytają tę stronę do końca...

To nie jest czytanie w myślach, bo bez czarnego kruka, szklanej kuli i czapeczki w księżyce nie da rady bawić się w udawanie. Zamiast tego pobawimy się w przekazywanie wiedzy. Ważnej wiedzy. Bo dziś, aby elastycznie funkcjonować w świecie, potrzebujesz dwóch rzeczy -- informacji i kontekstu, w jakim możesz ją zastosować. Mimo tak wielu lat spędzonych w szkołach, poznania budowy pantofelka, wykucia na pamięć miliona wzorów z fizyki i opanowania umiejętności obliczania pola graniastosłupa, w ogóle z tej wiedzy nie korzystasz. Dlaczego? To proste: nie powiedziano Ci, co z tym zrobić. Informacja bez możliwości jej wykorzystania w praktyce jest tyle warta, co umiejętność pływania na pustyni.

Ludzie poświęcają w swoim życiu więcej czasu na poznanie instrukcji obsługi pralki niż własnego mózgu. Paradoks obecnych czasów polega na tym, że niezwykle ważne sprawy, takie jak umiejętność posługiwania się inteligencją emocjonalną i zarządzania swoim umysłem, dynamika grup i sposób funkcjonowania rodziny, utrzymywanie właściwych relacji z przyjaciółmi i interakcji międzyludzkich, wiedza o tym, jak zarabiać szmal, i wiedza biznesowa pozwalająca robić interesy, są pozostawione samopas i musisz je poznawać poza szkołą. Ale odpręż się. Trafiłeś na właściwą lekturę...

Więcej Zamknij

Wyjątkowy nauczyciel Szkolenia XXII wieku

Wyjątkowy nauczyciel Szkolenia XXII wieku

Odkryj w sobie naturalnego przywódcę, stań się skuteczniejszym nauczycielem, szczerze pokornym wzorem do naśladowania. Takich ludzie nazywają Mistrzami - bo na swojej ścieżce życia zostawili ślady dla tych, którzy dopiero tę wędrówkę rozpoczynają. Przekroczysz najśmielsze oczekiwania - zarówno ich, jak i swoje własne.

Więcej Zamknij

Referencje

Brian Tracy

"Mateusz Grzesiak to jeden z najlepszych mówców na świecie. Jego rozwaga i inteligencja, a także perfekcyjne przygotowanie merytoryczne połączone z poczuciem humoru mogą zmienić twój sposób myślenia o sobie i swojej przyszłości."

Czytaj całość

"Mateusz Grzesiak to jeden z najlepszych mówców na świecie. Jego rozwaga i inteligencja, a także perfekcyjne przygotowanie merytoryczne połączone z poczuciem humoru mogą zmienić twój sposób myślenia o sobie i swojej przyszłości."

Brian Tracy

Brian Tracy

Jeden z najsłynniejszych mówców i ekspertów z zakresu psychologii osiągnięć na świecie, amerykański autor bestsellerowych książek

Richard Moss

Mateusz Grzesiak to utalentowany coach i trener, ukierunkowany głębokimi zasadami moralnymi. Najbardziej cenię w nim chęć udostępnienia inteligencji emocjonalnej i mindfulness wszystkim na świecie.

Czytaj całość

Mateusz Grzesiak to utalentowany coach i trener, ukierunkowany głębokimi zasadami moralnymi. Najbardziej cenię w nim chęć udostępnienia inteligencji emocjonalnej i mindfulness wszystkim na świecie.

Richard Moss

Richard Moss

Amerykański lekarz, czołowy nauczyciel mindfulness na świecie

Michał Bowsza

"Polecam usługi Starway i Pana Mateusza Grzesiaka innym firmom, które w krótkim czasie zamierzają osiągać ponadprzeciętne rezultaty biznesowe."

Czytaj całość

"Polecam usługi Starway i Pana Mateusza Grzesiaka innym firmom, które w krótkim czasie zamierzają osiągać ponadprzeciętne rezultaty biznesowe."

Michał Bowsza

Michał Bowsza

Audi Brand Manager

Arkadiusz Muś

"Mateusz jest nauczycielem z dużym doświadczeniem i wiedzą, którą potrafi przekazać w sposób porywający i angażujący odbiorców."

Czytaj całość

"Mateusz jest nauczycielem z dużym doświadczeniem i wiedzą, którą potrafi przekazać w sposób porywający i angażujący odbiorców."

Arkadiusz Muś

Arkadiusz Muś

Twórca PressGlassu, jeden z najbogatszych Polaków

Mariusz Czerkawski

"Świetny, znakomity psycholog. Polecam serdecznie!"

Czytaj całość

"Świetny, znakomity psycholog. Polecam serdecznie!"

 Mariusz Czerkawski

Mariusz Czerkawski

Hokeista NHL, reprezentant Polski, olimpijczyk

Agnieszka Kaczorowska

"Mateusz jest osobą niezwykłą! Wydobywa z ludzi potencjał i daje narzędzia do tego, aby go potem w pełni wykorzystać. Ma dar, dzięki któremu dostrzega wszystko to, co najchętniej bym zamiotła pod dywan i dzięki temu mogę się stać najlepszą wersją siebie."

Czytaj całość

"Mateusz jest osobą niezwykłą! Wydobywa z ludzi potencjał i daje narzędzia do tego, aby go potem w pełni wykorzystać. Ma dar, dzięki któremu dostrzega wszystko to, co najchętniej bym zamiotła pod dywan i dzięki temu mogę się stać najlepszą wersją siebie."

Agnieszka Kaczorowska

Agnieszka Kaczorowska

Mistrzyni Świata w tańcu, aktorka

Magdalena Nowicka

"Po Grzesiaku już nic nie jest tak samo. Wszystko się zmienia. Na lepsze, bardziej kolorowe, ciekawe, zabawne, ekscytujące. To najlepsze szkolenia na jakich byłam."

Czytaj całość

"Po Grzesiaku już nic nie jest tak samo. Wszystko się zmienia. Na lepsze, bardziej kolorowe, ciekawe, zabawne, ekscytujące. To najlepsze szkolenia na jakich byłam."

Magdalena Nowicka

Magdalena Nowicka

CEO, ING Services Polska

Mariusz Wirga

"Mateusz ma wyjątkowy talent przekazywania wiedzy z dużą dozą kreatywności i energii."

Czytaj całość

"Mateusz ma wyjątkowy talent przekazywania wiedzy z dużą dozą kreatywności i energii."

Mariusz Wirga

Mariusz Wirga

Lekarz i Dyrektor Medyczny Onkologii Psychospołecznej w Long Beach, Kalifornia

Norbi

"Świetny, znakomity psycholog. Polecam serdecznie!"

Czytaj całość

"Świetny, znakomity psycholog. Polecam serdecznie!"

Norbi

Norbi

Piosenkarz, zdobywca Fryderyka za Album Roku 1997

Mateusz Damięcki

"Mateusz Grzesiak to świetny trener rozwoju osobistego. Potrafi w atrakcyjny sposób zmotywować nawet najbardziej opornych słuchaczy, spotkania z nim są zawsze pełne pozytywnej energii ale również ciekawych, konkretnych rozwiązań. Współpraca z nim to nie tylko dobra zabawa, współpraca z nim to rzeczywiste, naukowe efekty. Polecam."

Czytaj całość

"Mateusz Grzesiak to świetny trener rozwoju osobistego. Potrafi w atrakcyjny sposób zmotywować nawet najbardziej opornych słuchaczy, spotkania z nim są zawsze pełne pozytywnej energii ale również ciekawych, konkretnych rozwiązań. Współpraca z nim to nie tylko dobra zabawa, współpraca z nim to rzeczywiste, naukowe efekty. Polecam."

Mateusz Damięcki

Mateusz Damięcki

Aktor i podróżnik

Anna Matusiak

"Ogromną wiedzę zawodową podaje w sposób absolutnie czytelny, bardzo często humorystyczny i zawsze bardzo dynamiczny. Słuchasz go bez napięcia, śmiejesz się do łez i nagle zauważasz, że świat się zaczyna naprawiać. Nie wiadomo dokładnie jak to działa. Magia czy profesjonalizm? Połączenie czyli...po prostu Mateusz Grzesiak."

Czytaj całość

"Ogromną wiedzę zawodową podaje w sposób absolutnie czytelny, bardzo często humorystyczny i zawsze bardzo dynamiczny. Słuchasz go bez napięcia, śmiejesz się do łez i nagle zauważasz, że świat się zaczyna naprawiać. Nie wiadomo dokładnie jak to działa. Magia czy profesjonalizm? Połączenie czyli...po prostu Mateusz Grzesiak."

Anna Matusiak

Anna Matusiak

Dziennikarka i prezenterka

Jaga Hupało

“Miałam szczęście poznać cudowną osobę, która swoją wiedzą, pasją i mądrością potrafi wskazać realną drogę do swoich marzeń... Z wyrazami uznania"

Czytaj całość

“Miałam szczęście poznać cudowną osobę, która swoją wiedzą, pasją i mądrością potrafi wskazać realną drogę do swoich marzeń... Z wyrazami uznania"

Jaga Hupało

Jaga Hupało

Stylistka, na liście 100 najbardziej wpływowych Polek

Dariusz Brzeziński

"Mateusz Grzesiak jest wyjątkowym trenerem osobistym, który działa kompleksowo nad rozwojem osobowości wykorzystując wieloletnie doświadczenie oraz intuicje zawodową, która wynika z doskonałej empatii w pracy z klientami. Potrafi zdiagnozować słabości i wyeliminować je z życia."

Czytaj całość

"Mateusz Grzesiak jest wyjątkowym trenerem osobistym, który działa kompleksowo nad rozwojem osobowości wykorzystując wieloletnie doświadczenie oraz intuicje zawodową, która wynika z doskonałej empatii w pracy z klientami. Potrafi zdiagnozować słabości i wyeliminować je z życia."

Dariusz Brzeziński

Dariusz Brzeziński

Wielokrotny Mistrz Polski kulturystyki

Rafał Brzoska

"Świetny coach i skuteczny trener. Pokazuje na swoim przykładzie, że Polak potrafi."

Czytaj całość

"Świetny coach i skuteczny trener. Pokazuje na swoim przykładzie, że Polak potrafi."

Rafał Brzoska

Rafał Brzoska

Twórca InPost, jeden z najbogatszych Polaków

Magda Malicka

"Budzi wiele emocji. Od zaskoczenia po fascynację. I jest skuteczny. Niezwykle..."

Czytaj całość

"Budzi wiele emocji. Od zaskoczenia po fascynację. I jest skuteczny. Niezwykle..."

Magda Malicka

Magda Malicka

Prezes Gruner+Jahr Polska

Mariusz Bondarczuk

"Człowiek ogarnięty autentyczną, głęboką pasją czynienia dobrze, który kocha swoją pracę i kocha ludzi dla których pracuje i daje to odczuć wszystkim wokół siebie."

Czytaj całość

"Człowiek ogarnięty autentyczną, głęboką pasją czynienia dobrze, który kocha swoją pracę i kocha ludzi dla których pracuje i daje to odczuć wszystkim wokół siebie."

Mariusz Bondarczuk

Mariusz Bondarczuk

CIO, BPH

Natalia Lesz

"Jest dla mnie światowej klasy mentorem. Uczy, inspiruje, wzmacnia. Mateusz nieustannie czymś zaskakuje, przez co każde spotkanie z nim daje mi nowe możliwości rozwoju."

Czytaj całość

"Jest dla mnie światowej klasy mentorem. Uczy, inspiruje, wzmacnia. Mateusz nieustannie czymś zaskakuje, przez co każde spotkanie z nim daje mi nowe możliwości rozwoju."

Natalia Lesz

Natalia Lesz

Aktorka i wokalistka

Polskie Radio

"Bardzo popularny i podziwiany człowiek sukcesu."

Czytaj całość

"Bardzo popularny i podziwiany człowiek sukcesu."

Polskie Radio

Polskie Radio

Radio

Dzień Dobry TVN

"Najpopularniejszy trener personalny gwiazd i ludzi biznesu."

Czytaj całość

"Najpopularniejszy trener personalny gwiazd i ludzi biznesu."

Dzień Dobry TVN

Dzień Dobry TVN

Telewizja

NaTemat

"Najbardziej znany polski psycholog."

Czytaj całość

"Najbardziej znany polski psycholog."

NaTemat

NaTemat

Internet

Interia TV

"Wyjątkowy człowiek i nauczyciel."

Czytaj całość

"Wyjątkowy człowiek i nauczyciel."

Interia TV

Interia TV

Internet

Kontakt

Zadaj pytanie

Popraw podświetlone pola.
Nie udało się wysłać wiadomości, spróbuj ponownie.
Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy!

Skontaktuj się

Daniel Pieńkowski

Manager ds. Kluczowych Klientów

mobile: +48 606 437 300

Marta Ratoń

Doradca ds. Szkoleń

mobile: +48 794 437 300

Zuzanna Krawczak

Project Manager (Niemcy)

mobile: +49(0)1749005006

Adres firmy

Starway Sp. z o.o. Sp. k.
ul. Ogrodowa 58,
00-876 Warszawa

NIP: 5252556515
REGON: 146719264

Dla prasy

Press Pack

Press Pack

Wszystkich przedstawicieli mediów serdecznie zapraszamy do kontaktu z Biurem Prasowym Mateusza Grzesiaka pod adresem e-mail: pr@mateuszgrzesiak.com.

Newsletter
Popraw podświetlone pola.
Zapis do newslettera zakończony niepowodzeniem, spróbuj ponownie.
Zostałeś zapisany do newslettera. Dziękujemy!